Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

życzenia

Przedświąteczne zawirowanie życzeniami okraszone :)

Z racji tego, że dostaję prezenty przez cały rok, tym razem otrzymałam piękny, elegancki organizer na rok 2016. Taki profesjonalny, w sam raz na nowy początek. I w zasadzie, niczego mi więcej nie potrzeba.

Tak, zdecydowanie jestem w takim momencie swojego życia, że nie czekam na żaden happy end, tylko na szczęśliwy początek. Oczekiwanie te ostatnio okrasiłam ponad dwugodzinnym płaczem, po czym postanowiłam posprzątać swoje życie. Począwszy od… własnego pokoju. Ta czynność trochę ustabilizowała mój nastrój i uporządkowała wewnętrzny chaos, którzy gdzieś tam zagościł w Scarlettkowej duszy.

Jednak zanim się jakoś poskładałam, miałam trudne chwile. Zaczęło się od euforii, od kochania życia, od nadziei, że wszystko idzie ku lepszemu. Skończyło się na mrzonkach i właśnie na łzach. Próbowałam zagłuszyć je wspomnieniami, jakie to ja miałam cudowne życie i piękny rok, ale to tylko pogarszało sytuację. Więc zaczęłam marzyć o tym, gdzie to ja nie pojadę i czego to ja nie dokonam w swoim życiu. Też nie wyszło najlepiej, bo skąd mam wiedzieć kiedy te chwile nadejdą i czy w ogóle.

W tamtym momencie wydawało mi się, że sobie na to wszystko zasłużyłam. W końcu tyle osób daje mi to do zrozumienia swoim brakiem obecności. Zasłużyłam na to, by iść do sklepu pół godziny, a nie jak niegdyś: pięć minut. Zasłużyłam na spojrzenia ludzi mijanych na ulicy. Spojrzenia pełne litości, współczucia, pokazujące, że jestem inna i mam ochotę krzyczeć: i co się gapisz do jasnej cholery?! Zasługuję na ten ból, na to, że muszę chodzić ze spuszczoną głową, bo nie mogę sobie pozwolić na postawienie nóg na nierównej powierzchni. I nie zasługuję na poradę w stylu: pamiętaj, patrz pod nogi. Gdyby ostatnio mi o tym nie przypomniano, nie wiem czy bym nie spędziła Świąt z nogami w gipsie, bo na mojej drodze leżała (o ironio) łupina od orzecha. Mam wrażenie, że mój Anioł Stróż już nawet nie śpi…

Boję się, że zgorzknieję, że nadejdzie taki moment i stanę się samotną egoistką. Nikt nie będzie na mnie czekał, a ja nie będę miała już do kogo wracać (i nie będę chciała tego robić). Trochę tak jak w filmie Heidi. Swoją drogą, gorąco go polecam do rodzinnego oglądania. Ciepły, z przesłaniem i przede wszystkim: mądry.

Jednak myślałam o sobie negatywnie tylko przez dwie godziny :D Nic nie poradzę na to, że jestem taka bezkrytyczna wobec samej siebie ;) Potem przyszło te sprzątanie, które ujarzmiło moje emocje. Ludzie niech patrzą, niech gadają, niech odchodzą. Najważniejsze jest to, by wyzdrowieć, tak by kontuzje omijały mnie szerokim łukiem. I by budować kolejne, nowe wspomnienia.

Jestem tutaj dzisiaj, bo przede mną kolejne sprzątanie. Tym razem już wymuszone, a nie z powodu gorszych chwil ;) Potem wyjazd na groby, ostatnie zakupy, ubieranie choinki, robienie stroików, wreszcie gotowanie i kilka ciepłych, pięknych dni w gronie najbliższych. I dużo leżenia plackiem (albo makowcem), bo nie wiem czy po tylu kilometrach będzie mnie stać na coś więcej :D

I jeśli mam zrobić podsumowanie zeszłego roku, bo nie wiem czy jeszcze tutaj zawitam w 2015… to był to piękny rok. Jeden z najlepszych w moim życiu i trudno będzie się postarać o to, by kolejny był lepszy lub nawet w przybliżeniu taki sam. Jednak będę robić, co w mojej mocy. Poprzeczka wisi bardzo wysoko, jednak co to dla mnie :) Ogromną motywacją jest Słoik Szczęścia, który znowu zamierzam założyć, choć poprzednich kartek nie chcę, póki co, czytać ;) I tak, dobrze pamiętam, co tam się znajduje. W zeszłego Sylwestra razem z przyjaciółką życzyłyśmy sobie, by to był bardzo imprezowy rok. Wierzyłam w to z całych sił. I tak też się stało. Nie przesadzę jeśli powiem, że rok 2015 był perfekcyjny. I mogłabym go przeżywać za każdym razem od nowa. Nawet te trzy skręcone nogi i zapalenie płuc. To był rok pod znakiem tańca, dobrej zabawy, koncertów, wyjazdów. Miłości. Zaryzykuję: i oby kolejny był jeszcze lepszy!

Do tego czasu, chcę wybaczyć sobie kilka rzeczy, skoro nikt nie jest w stanie tego zrobić ;) A że święta nie jestem, to myślę, że pobycie ze swoimi myślami dobrze mi zrobi. I ogrzanie się w cieple tej miłości, która teraz będzie emanowała ze zdwojoną siłą. Myślę, że jestem na dobrej drodze, by pogodzić się z tym wszystkim, co w tym roku mnie spotkało, a co nie było zbytnio idealne. I wyciągnąć wnioski.

Jednak nie chcę przedłużać. Kochani moi. Wczoraj słyszałam bardzo wiele mądrych słów. Między innymi o tym, by zastanowić się przed Świętami dlaczego chcemy komuś złożyć życzenia, z jakiej tak naprawdę okazji i czego chcemy życzyć (a najlepiej podobno życzyć innym tego, co sami chcielibyśmy usłyszeć). 

Dlaczego składamy życzenia właśnie tym osobom, a nie innym?

Przyznam się bez bicia, składanie życzeń było dla mnie niegdyś przykrym obowiązkiem. Nigdy nie wiedziałam komu czego życzyć. Było to dla mnie takie grzecznościowe, takie na odwal się. Jakieś wierszyki, proste Wesołych Świąt i kropka. Teraz składam życzenia wybranym osobom. Co roku, obiecuję sobie, że nie złożę życzeń nikomu i poczekam dla kogo jestem ważna :D I zawsze nie dotrzymuję obietnicy, bo gdy dostanę kilka życzeń, też chcę roznosić te dobro dalej i zaczynam sama wysyłać wiadomości do przeróżnych osób. Może to taka… Magia Świąt. Jednak są to zawsze najważniejsze osoby, te które są dla mnie ważne i które chciałabym by o mnie pamiętały i by jakoś miło mnie wspominały. By czuły, że mam je w swoim sercu. Może są tacy, którzy robią kopiuj-wklej-wyślij do wszystkich. Ja tak nie potrafię. Nie wiem czy stety czy niestety ;)  

Z jakiej okazji?

Śmiałam się ostatnio, gdy wymyślałam życzenia, bo mówię do mojej rodzicielki, że trzeba znaleźć zawsze jakiś punkt zaczepienia, zrozumieć o co nam chodzi. A ona na to: jak to, o co chodzi? Pan Jezus się rodzi. Ten rym tak mnie rozbroił i w tak krótkich słowach zawarte zostało wszystko, to co najważniejsze, że chyba lepszego powodu nie ma potrzeby wymyślać ;)  

Jaka powinna być forma życzeń?

Kocham życzenia od tych, od których bym się ich nie spodziewała i o dziwo, co roku takowe dostaję. Zawsze od kogoś innego, mniej lub bardziej znajomego. Kocham też życzenia, które są szyte dla mnie na miarę. Gdy dana osoba wie, czego mi trzeba. Najlepiej oczywiście byłoby złożyć wszystkim życzenia w cztery oczy. W wielu wypadkach jest to niemożliwe. Jednak liczy się gest, to że o kimś pomyśleliśmy. Liczy się serce. I za to dziękuję tym, którzy w tym roku choć przez chwilę mnie wspomną. Nawet jeśli tych życzeń końcem końców i tak nie wyślą ;) Dobre myśli też są potrzebne we wszechświecie!

Reasumując, Święta to możliwość pobycia z innymi… bez pośpiechu, bez złych emocji. Wiem, że u niektórych to czas kłótni. Też tak kiedyś było w moim domu, ale zawsze ktoś wtedy mówił magiczne słowa: ej, stop, są Święta. I to wystarczało. O dziwo. Magia Świąt?!

Pora zatem na moje życzenia.

Moi kochani, dziękuję, że odwiedzacie moją Krainę. Ten rok jest też wyjątkowy z tego powodu, że mam te swoje miejsce na ziemi, gdzie poznałam właśnie Was, gdzie potrafiliście mnie dowartościować jak nikt inny. Wspieraliście, dodawaliście otuchy, przyznawaliście mi często rację. I ogromną przyjemność sprawia mi bycie z Wami. Mam nadzieję, że efekt Scarlett będzie trwał nadal ;)

Zacznę od życzeń zdrowia, bo dzięki niemu możemy się spełniać na każdym polu. Co wcale nie znaczy, że życzę Wam spełnienia. Życzę wręcz niespełnienia, byście mieli poczucie, że jeszcze wiele rzeczy do zrobienia przed Wami i by dzięki temu chciało Wam się chcieć. Ponadto cierpliwości do bliskich, dalszych, a przede wszystkim: do siebie samego. Dobrych ludzi wokół, którzy będą Was unosić, a nie sprowadzać do parteru. Którzy będą Waszą ostoją w niepewnym czasie i chwilą szaleństwa w stagnacji. Życzę Wam, aby świąteczne potrawy pachniały miłością, a Wasze serca biły w tym czasie w rytm niezmąconego szczęścia. Co do kolejnego roku… Oby był jeszcze lepszy niż poprzedni i pełen sukcesów na każdym polu. By w Waszych sercach zagościł spokój i byście wierzyli w siebie oraz innych. Radujcie się najmniejszym szczęściem i bądźcie dumni z tego, jacy jesteście. Nie żałujcie niczego, bo wszystko przecież dzieje się po coś. Róbcie to, co sprawia Wam radość. I róbcie tego dużo. I pamiętajcie, dobro wraca, może nie z tego samego kierunku, ale jakąś pokrętną drogą na pewno wraca :)

na bloga

Całuję Was Przedświątecznie, Świątecznie i Noworocznie ;*

Wasza Scarlett!

 

Mikołajkowe życzenia od Scarlett!

W planach mam dosyć mocny post, bo wiele rzeczy znowu mnie porusza i nie chcę przechodzić obok nich obojętnie. Wręcz mi nie wypada. Jednak skoro mamy taki świąteczny weekend, to nie chcę psuć atmosfery ;)

Różnie jednak z tymi mikołajkami bywa. Nigdy nie wierzyłam w to, że prezenty przynosi mi Mikołaj. Nigdy też nie było to dla mnie jakoś specjalnie ważne święto w kalendarzu. Chyba, że w liceum, bo mieliśmy taką tradycję: gdy miało się na sobie np. czerwony sweterek, nie było się pytanym. O niebiosa! ;) Niektórzy uważają, że to niepotrzebny zwyczaj zapożyczony oczywiście z USA. Bo niby skąd indziej ;) Inni optują za tym, że przecież prezenty przynosi dopiero w Wigilię: Dziadek Mróz, Dzieciątko, względnie jakiś bliżej nieokreślony Aniołek.

Nie uważam, że to święto jest beznadziejne, bo swój sens ma. Tym bardziej, jeśli wczytamy się w życiorys św. Mikołaja z Miry.

Co do samych prezentów, oczywiście kocham je dostawać, choć w ten grudzień jedynym moim życzeniem jest po prostu zdrowie i możliwość spełniania się na wielu polach. Z resztą, gdy będzie zdrowie, będzie wszystko. Moja rodzina jest zaskoczona, że nagle na szczycie mojej hierarchii wartości znalazło się właśnie ono. Ale chyba dopiero teraz zobaczyłam, że bez zdrowia wszystko jest bez sensu. Bo jest bez sensu.

Pisze do Was świątecznie już dzisiaj, bo w niedzielę jakoś nigdy nie mogę się skupić. Ma ona zawsze specjalny przebieg. Wspólna kawa, wspólne gotowanie obiadu, wspólne jedzenie, wspólne winko albo cóś. Ogólnie brak chwili samotności. Ale dobrze, że choć jeden taki jest, kiedy to można poczuć się tak bardzo kochanym i tak bardzo dopieszczonym obecnością bliskich.

Śmieszy mnie zawsze w tym okresie określenie, że Mikołaj jest taki radosny, bo zna adresy wszystkich niegrzecznych dziewczynek. Dzisiaj do tych humorków związanych z nadchodzącym dniem, doszły słowa jednego dziecka, które po informacji, że w nocy przyjdzie Mikołaj z prezentami, zaczęło zanosić się płaczem i powiedziało: nie chcę by obcy facet chodził po naszym domu.

Jakkolwiek jest to dla mnie święto ciut obojętne, mimo wszystko mam dla Was życzenia. Życzę wszystkim ciepła w sercu. Po prostu. Nawet jeśli wokół chaos, burza śnieżna, zamęt. Najważniejsze by w tym wszystkim znaleźć choć jeden punkt zaczepienia. Te przysłowiowe światełko w tunelu. Które rozgrzeje najbardziej zagubione serce. A może Wy będziecie tą latarnią dla innych…?

Pozdrawiam Was, Wasza Mikołajka, Scarlett :)

PS. Dorzucam piękny obrazek, który wygrzebałam w Internecie. Trochę mroczny, ale gdy byłam dzieckiem, właśnie podobne kartki dostawałam i wzięło mi się na wspomnienia. I piosenkę, którą pokochałam od pierwszego przesłuchania. Bardzo dla mnie ważną. Bardzo. I też w tematyce. Całuję!

94039_miasto-renifery-sanie-mikolaj