Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

radość

Miłość? Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.

Pozwoliłam sobie na cytat z piosenki. Z resztą, słów nauczyła mnie moja przyjaciółka. A gdy już zapamiętałam co i jak, chodziłyśmy po całym mieście i śpiewałyśmy ją wniebogłosy. Piękne wspomnienia :)

Jednak dziś nie o wspomnieniach. Jutro Walentynki. Odkryłam Amerykę ;) Wiecie, nawet mnie porwał ten szał ;) Jednak wiadomo, że przez jednych jest to święto kochane, przez innych nienawidzone. Gdy byłam małą dziewczynką, 14.02. zawsze kojarzył mi się z wierszykiem „na górze różne, na dole fiołki, a my się kochamy jak dwa aniołki”. Który potem ewoluował w „na górze róże, na dole bez, a my się kochamy jak kot i pies” ;)

Już uszami wyobraźni słyszę lecące jutro wszędzie piosenki o miłości. Z resztą, prawie każda o niej traktuje. A ja znów będę marzyła o tym, by moje życie miało soundtrack :D Ach. Dzisiaj w tle mojego życia powinni zagrać „Zagadkę” Grzesia Hyżego. Tak bardzo <3

Niektórzy jutro będą wymiotować tymi wszystkimi dekoracjami, wszędobylskimi serduszkami, będą narzekać, że jest to święto z zachodu i że w ogóle jest beznadziejne. Że przecież kocha się cały rok, a nie tylko od święta. Niektórzy będą walić drinki, inni w tynki, jeszcze inni z dynki. Niektórzy będą marzyć, by kolejny Dzień Zakochanych spędzić właśnie z tym wyczekanym. Ktoś będzie liczył ileż to zdobył walentynek i czy pobił rekord sprzed roku. Ktoś inny będzie czekał tylko na tę jedną jedyną oznakę sympatii. Wielu zakochanych spędzi ten dzień wspólnie, przy dobrym obiedzie, kolacji, przy świetnej muzyce, na spacerze, w kinie, przytuleni. Ktoś będzie tęsknił za tym, który jest daleko, ktoś będzie wzdychał do swojego ekranowego amanta. Ktoś zapewne będzie leczył przeziębienie czy inną chorobę. Ktoś pani ktosiowej zrobi wyrzuty: przecież mówiłaś, że nie obchodzisz walentynek!!! Ktoś inny będzie zapewniał: nie, nie przytyłaś kochanie, to mózg ci urósł. Ktoś może się pokłóci, ktoś inny pogodzi. Ktoś wreszcie zbierze się na odwagę i powie ukochanej, co do niej czuje. Ktoś będzie wspominał inne Walentynki, kiedy to był taki zakochany, tak szczęśliwy… Inny spędzi ten dzień z winem, przed telewizorem. Inni będą pocieszać, że to nie tylko w Walentynki jest się niekochanym, ale też przez cały rok.

Jakkolwiek spędzicie jutrzejszy dzień i jakikolwiek macie stosunek do Walentynek, chcę Wam życzyć tego, czego praktycznie każdy na świecie pragnie, a mianowicie: szczerej, wiernej, pięknej miłości. Nie życzę Wam braku problemów, bo w każdym uczuciu takowe są, ale istotą jest aby nauczyć się je pokonywać razem, ramię w ramię.

Zakochani, pielęgnujcie swoje uczucie i w tej kwestii nigdy nie spoczywajcie na laurach. Szanujcie swoją drugą połówkę, wspierajcie ją i kochajcie tak mocno, jak to tylko możliwe. I bądźcie dla siebie wyrozumiali, mimo wszystko!

Zakochani nieszczęśliwie… Czy też zakochani bez wzajemności. Wiecie, według mnie to troszkę niefortunne określenia. Każda miłość jest w jakimś stopniu szczęśliwa, nawet jeśli wzdychacie do kogoś, z kim być może nigdy nie będziecie. Każda miłostka przybliża nas do tego najpiękniejszego uczucia jakim jest prawdziwa, wzajemna miłość. A któż wie czy kochacie bez wzajemności? A nuż druga strona czuje to samo, tylko boi się, że zostanie odrzucona. Może to jest taki dobry dzień by powiedzieć komuś, że się o nim pamięta, tęskni za nim, myśli o nim…? Skoro cały rok jakoś nie było odwagi, to może wreszcie nadszedł ten upragniony moment?

I wreszcie, single, osóbki, które na razie nikogo nie szukają. Drodzy, miłość przyjdzie szybciej czy później, w niespodziewanym momencie. Teraz cieszcie się bliskością przyjaciół, momentami jakże szeroko pojętej wolności, bo przecież już za kilka miesięcy, dni wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Cieszcie się przede wszystkim miłością tych, którzy są Wam bliscy, których lubicie, podziwiacie. A jeśli ktoś Was kiedyś zranił, to tylko po to, byście odrodzili się silniejszymi, byście zrozumieli, że czeka na Was coś więcej niż łzy i niepokoje. Bądźcie otwarci na niespodzianki losu!

Drodzy wszyscy, żyjcie z całych sił, bo któż za Was przeżyje Wasze życie? :)

PS. Śmiałam się ostatnio chodząc po supermarkecie, że jakiś pan pewnej pani kupi zapewne na jutro środek na odchudzanie, a ona jemu na potencję ;) Jakaż ja jestem romantyczna! :P

Przytulam, Wasza Scarlett.

Czasem dobrze się pośmiać z optymistów ;)

Zdziwieni? Że ja również się śmieję optymistów? A otóż i to. Bo przecież najlepiej śmiać się z samego siebie ;) A że Łukasz, Pamiętnikarz (swoją drogą polecam Wam jego bloga po raz kolejny: 
http://naplaneciezwanejziemia.blog.pl/
), pożyczył mi swój optymizm i mam go powiększyć tysiąc razy (!!!), to robię w tym kierunku pierwszy krok ;)

Polecam Wam kilka myśli, które mnie rozbawiły, albo po prostu mi się z różnych powodów spodobały. Tylko o optymizmie. A co!

Zacznę refleksyjnie.

0_0_0_1851374943

Od razu pomyślałam o moim przyjacielu. To by było w jego stylu ;)

139

Ten demotywator nieustannie mnie śmieszy :D

1268242911_by_alterkonto_600

Hahaha :D Panowie, przepraszam. Równie dobrze mogłyby to być małe piersi ;) 

1338545384_by_Jannnu22_600

I coś dla kobiet :D

1344361594_by_kicikici91_600

A poniżej… Cała ja!

1345065506_3sixk6_600

Optymiści, nie denerwujcie maszynisty ;)

1369506284_psq4jy_600

A tutaj… Nawet ja takiego wariackiego optymizmu nie posiadam :D

optymizm

Ostatnia myśl. I osławiony tekst: „będzie dobrze”

roznica_pomiedzy_optymista_i_2015-12-14_13-06-39

Mam nadzieję, że choć trochę Was rozbawiłam.

Pozdrawiam cieplutko!

Wasza, roześmiana optymistka, Scarlett!

Jeszcze nowy rok się nie zaczął, a ja już wiem, że nie uda mi się rzucić palenia…

Stęskniłam się za pisaniem i za przekazywaniem dobrej energii, także oto jestem ;) Drogi Pamiętnikarzu… Nadal jestem w szoku, że (pozwolę sobie zacytować) „w moich słowach można znaleźć wskazówki do bycia szczęśliwym” I jak Cię tu teraz nie zawieść?!

Dziękuję Wam też za życzenia śwąteczno-noworoczne. Oby się spełniły! :)

Jeśli zaś chodzi o czas okołoświąteczny… Był bardzo udany. Wreszcie mogłam pośpiewać „Bracia patrzcie jeno” bez zdziwienia na twarzach innych osób ;) Ach, bo Wy nie wiecie… Kiedy się denerwuję, albo nad czymś zastanawiam i mam problem z poskładaniem myśli, to śpiewam właśnie tę kolędę ;) Nie wiem czemu. To trochę tak jak z powiedzeniem „jest moc, są kredki”, które na stałe weszło w pakiet powiedzeń moich i przyjaciółki. Nie wiem czemu kredki. Kiedyś jeszcze mówiłyśmy: „lipa… gorzej niż masakra”. Skąd my to bierzemy… ;)

W Święta czekałam na cud. Czekałam na zdrowie. Nie doczekałam się, ale jeszcze jest szansa ;) Jednak inne cuda się zdarzyły. Chociażby, wyrobiliśmy się ze wszystkim grubo przed Wigilią. Zrobiłam też moc zakupów potrzebnych na Święta. Gdy byłam zdrowa to wydziwiałam, że po co ja mam to robić, że sama w tym domu nie mieszkam. A tym razem się oferowałam, chciałam być przydatna. Nawet (!) byłam miła. Nie kłóciliśmy się. Mama pochwaliła mojego Męża <3 To się dawno nie zdarzyło :D Dostałam też życzenia od niespodziewanej osoby, a mianowicie od przyjaciółki, z którą nie miałam kontaktu już hoho i jeszcze trochę. Magia Świąt. A jednak. Ponadto moje Święta upłynęły pod znakiem poniższej piosenki…



Przyznam, nigdy jej nie lubiłam. Aż tu nagle! Magia Świąt :D 

Z resztą na fotce macie moje Święta w telegraficznym skrócie. Choinka, stroik, żłóbek ze świeczkami i opłatkami… Wszystko okupione okropnym bólem, ale było warto. Aniołek, który znalazł nowego właściciela. Kartka, która mnie urzekła swoją prostotą, choć też nie dla mnie. Cycki :D Nie wiem czemu, ale wszystko się wokół nich ostatnio kręci. Najpierw, dzięki mojemu tekstowi o s(k)utkach, Mała Mi poznała Blogera82. Co za tym idzie, na Blogera82 ta znajomość bardzo dobrze podziałała. Także jestem tym bardziej dumna z mojej Krainy. Łączy ludzi i działa podświadomie… terapeutycznie? Chciałabym… No ale do rzeczy… Potem moja moja mama wiecznie powtarzała: ale Ty masz cycki, Ty wrzuć je na bloga, to będziesz miała więcej lajków :D Wredota! Tak jakbym pisała bloga dla polubień. Piszę, bo to sprawia mi przyjemność. I wreszcie mam gdzie się wygadać. Potem włożono mi jemiołę w dekolt i od razu pomyślałam, że to dobry patent na życzenia prosto z serca ;) I to dosłownie z serca ;) To tak żebyście się pośmiali i pomyśleli, że Scarlett ma fiu bździu w głowie ;) Odstępstwa od normy w moim życiu to… norma ;) Są też dedykowane życzenia, czyli przepiękna płyta „Scarlett”. Tyle emocji jest w niej zawartych, że za każdym razem czuję się otulona słowami. I wspominam. Jak było pięknie, dobrze. I jest pięknie. I mój przesławny Słoik. Rok się powoli kończy. A tam jest masa wspomnień. Tych niepowtarzalnych. Ich odczytywanie zostawiam na gorsze dni, choć mam nadzieje, że takie się nie zdarzą. A w tym roku kolejny raz pokuszę się o założenie Słoika Szczęścia. Zobaczymy czy nadal potrafię znaleźć w każdej sytuacji choć trochę optymizmu.

mhyyym

A jeśli chodzi o refleksje z tegorocznego Słoika… Na początku było ciężko. Bywały takie dni kiedy nic się nie układało, a ja musiałam myśleć pod koniec dnia, co też z tego dobrego wyszło. Potem się rozkręcałam. Nawet zwykła kawa potrafiła poprawić mi humor i wieczorem uśmiechałam się do tych moich wspomnień. Dlatego tak z pełną świadomością głoszę wiecznie, że jestem szczęśliwa. Oj, bo jestem. Z resztą obecny rok już od Sylwestra miał być imprezowy i radosny. Nie był. Ale jak się rozkręcił, to aż miło. Także wiem, że styczniem nie ma się co zrażać. I 2016 będzie najlepszym (jak do tej pory). O! Intuicja mnie często nie zawodzi, także kto wie…

Mam jednak postanowienia. Choć nie jestem ich fanką… Bo wątpię czy komuś udało się nie jeść słodyczy, nie pić, nie palić, codziennie ćwiczyć, schudnąć 10 kilo i nie wiadomo co jeszcze (i to naraz!). A uwierzcie, niektórzy moi znajomi chcą to zrobić jednocześnie. Co jeszcze postanawiają… Że znajdą męża/żonę? Dostaną wymarzoną pracę? Przecież to wiadoma rzecz i kiedyś zapewne nastąpi. Przynajmniej optymiści powinni w to wierzyć ;) Ja przykładowo wiem, że nie rzucę palenia. Nie rzucę! I już! Nie dlatego, że już jestem strasznie uzależniona i nie można mnie odciągnąć od paczki. Nie dlatego, że gdy się stresuję, tylko papierosy mnie uspokajają. Nie dlatego, że mam tyle dobrego seksu, że nawet sąsiedzi idą sobie zapalić tuż po. Nie… Po prostu, nie palę, to co mam rzucać :P

A tak bez żartów. Wiem, że postanowienia muszą być realne, ich realizacja powinna przebiegać metodą małych kroków. Nie należy załamywać się porażkami, bo też są po coś. Można się dodatkowo nagradzać za każdy mały krok. I tak dalej. Wiele zasad, do których nie zawsze się stosuję, bo wiecznie uważam, że na moim życiu najlepiej znam się ja sama ;)

Patrząc na wspomnienia, na mój Słoik… Coraz bardziej się określam. Określam to kim jestem, do czego chciałabym dojść, co chciałabym po sobie pozostawić. Choć wszystko jest jeszcze takie mgliste, wierzę, że jestem na dobrej drodze. Chyba właśnie w tym roku zrozumiałam, że szczęście jest w moich rękach, że zależy ono od mojego punktu widzenia. Że małe radości też są piękne. Że to ja kreuję swoją rzeczywistość. W moich wspomnieniach często przewijają się różni ludzie. Ich nazwiska są na tych moich kolorowych karteczkach. Wtedy tak wiele zależało od tych, którzy mnie otaczali. Czy ktoś mnie zaakceptuje, czy będzie się do mnie uśmiechał, śmiał z moich anegdot. Teraz kiedy wrzucam kartki do słoika widzę, że szczęście daje mi to, co sama zrobię. Dałam komuś prezent, powiedziałam coś miłego, posprzątałam dom, przeszłam tyle i tyle kilometrów. Kiedyś tak na to nie patrzyłam. Jak to ostatnio stwierdziła moja rodzina: DORASTAM! :D

Hm, jeśli chodzi o kolejny rok w moim wykonaniu… idealnie opisuje go piosenka Braci. Wczoraj ją usłyszałam i powiedziałam sobie: tak chcę żyć. Oto ona.

 https://www.youtube.com/watch?v=y0-WiWg8WoY

A werbalizując. Moich postanowień jest masa :D Ale większość rzeczy już robię, także grunt, by tylko to podtrzymać :) By być konsekwentną. Z resztą się zazębiają, także jest szansa, że wszystko pójdzie po mojej myśli. 

1. Żyć po swojemu, nie patrząc na zdanie innych. Wsłuchiwać się w siebie. Przecież intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. A to w końcu ja najlepiej wiem, jak chcę żyć. Niepotrzebne mi do tego poglądy innych na moje życie. Choć konstruktywne sugestie chętnie przyjmę.

2. Mniej się zamartwiać i mniej narzekać. Pomimo rozbuchanego optymizmu i bezstresowego życia (zawsze każdy mi powtarzał, że po mnie nie widać, że się stresuję…), kocham czarne scenariusze. Typu: a co jeśli czeka mnie operacja? Co jeśli nie wystarczy mi pieniędzy do pierwszego? Co jeśli za trzysta lat spadnie na Ziemię asteroida? Przesadziłam :D Ale wiecie o co chodzi. Po co martwić się tym, co w ogóle nie nastąpiło i może nigdy nie nastąpić. Pff ;)

3. Wierzyć w niemożliwe. W tym roku często nie wierzyłam. Były sytuacje kiedy chociażby na tydzień przed koncertem bilety były wyprzedane. Lamentowałam. Zanosiłam się płaczem. I wtedy na gumtree znalazłam wymarzone ogłoszenie. Niemożliwe jest możliwe. Wszystko jest możliwe, póki żyjemy :)

4. Dbać o siebie. Trochę egoistyczne te moje postanowienia. Ale to w końcu JA mam być szczęśliwa. Chciałabym pić więcej wody, co przy hipotonii jest zbawienne, ale ciągle ostatnio o tym zapominam. Dbać o włosy, nóżki, o wszystko. Wysypiać się. Ogólnie, wpływając na zdrowie fizyczne, polepszyć stan psychiczny i odwrotnie. Tak holistycznie! :D

5. Być szczęśliwą. Górnolotne. Ogólne. Ale najlepiej wiem, co daje mi szczęście, także nie pozostaje mi nic innego, jak nieustannie do niego dążyć.

6. Robić to, co kocham. Tańczyć, śpiewać, spełniać się, wkurzać ludzi :D Nie no, znowu przesadziłam ;) Za dobry humor dzisiaj mam :D

7. Poświęcać więcej czasu bliskim i trochę dalszym. Bo szczęśliwa ja, to ja mająca chwile samotności, ale też masę chwil wśród ukochanych. Da się zrobić :)

8. Znaleźć miejsce na Ziemi. Może pokochać. Chyba wreszcie jestem otwarta na to, co przyniesie los. Może nie do końca gdzieś osiądę na stałe, ale może wydepczę ścieżkę ku przyszłości. Znów górnolotnie… 

9. Zrozumieć jaką mam misję na tym świecie. O dziwo, do końca jeszcze tego nie wiem. Ale się dowiem.

10. Mniej mówić, więcej robić. I aby wróciła moja dawna odwaga. Drodzy, to były czasy. Mówiłam, co dyktowało mi serce, nie żałowałam swoich decyzji, słów. I tak znowu będzie. Przynajmniej się postaram.

11. Nie porównywać się do innych. Bo on jest taki bogaty, a ona jest w moim wieku i ma już pięcioro dzieci. No i co z tego…?! A czy Ty Scarlett nie jesteś szczęśliwa? Jesteś! I po co te gderanie…

12. Często się uśmiechać. Bo nigdy nie wiem, kiedy spotkam swojego wroga ;)

13. Często dziękować i prosić. Akurat nie mam tego opanowanego do perfekcji ;)

Jak już wiecie, zamierzam znów prowadzić swój Słoik. Także powyższe postanowienia zapewne będą się w nim przewijały pod różnymi moimi zachowaniami, zdarzeniami… Jeśli chcecie też może założyć taki słoik. Może to być nawet kartonik. Niekoniecznie muszą to być chwile, które przyniosły nam uśmiech. Możecie tworzyć własne, autorskie, kreatywne wersje. Na przykład… Błędy, na których się czegoś nauczyliście. Wasze zachowania, słowa, z których jesteście dumni. Nazwiska osób, którzy byli dla Was życzliwi. Istotne dla Was cytaty. A może jakieś zadania dla siebie na rok 2017? Wyciągalibyście kartki dzień po dniu i musieli zrealizować swoje pomysły.

Inną propozycją jest list do siebie. W zeszłym roku takowy napisałam. Do Siebie z Przełomu 2015/16. Można w nim napisać jak minął zeszły rok, jakie są nadzieje na kolejny, plany, cele. Właśnie go czytam. Mam w nim słowa, że pisząc ten list słucham kawałka „Scarlett”. Prorocze, bo w kwietniu już na dobre przylgnęłam do tego imienia. Także list też polecam. Tylko nie miejcie wygórowanych celów, bo za rok się tylko załamiecie, jeśli coś Wam nie pójdzie ;) Fajnym sposobem jest też mapa marzeń. Można ją wykleić, wyrysować i powiesić w widocznym miejscu. Oraz konsekwentnie dążyć do realizacji. I jeszcze wiele różnych pomysłów, które Wy znacie najlepiej ;)

PS. To będzie nasz dobry rok! Mówię Wam! Wasza prorokini, Scarlett ;)

Kolejny PS. Moi drodzy, kochani, uroczy sąsiedzi… Gracie mi już po nerwach. A wiecie jaka jest złota rada? Nie irytuj sąsiada! Z tego co mi wiadomo cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00. I ja się do tego stosuję, bo dopiero po 6:00 włączam radio trochę głośniej. Także proszę mi o 23:00 nie pukać młotkiem. Bo co jak co… Ale w nocy to się „puka” własną żonę, a nie młotkiem w ścianę. Dziękuję za uwagę. Bo rozjuszona Scarlett, to Scarlett, która się mści. Więc radze uważać. Amen!

 

 

Przedświąteczne zawirowanie życzeniami okraszone :)

Z racji tego, że dostaję prezenty przez cały rok, tym razem otrzymałam piękny, elegancki organizer na rok 2016. Taki profesjonalny, w sam raz na nowy początek. I w zasadzie, niczego mi więcej nie potrzeba.

Tak, zdecydowanie jestem w takim momencie swojego życia, że nie czekam na żaden happy end, tylko na szczęśliwy początek. Oczekiwanie te ostatnio okrasiłam ponad dwugodzinnym płaczem, po czym postanowiłam posprzątać swoje życie. Począwszy od… własnego pokoju. Ta czynność trochę ustabilizowała mój nastrój i uporządkowała wewnętrzny chaos, którzy gdzieś tam zagościł w Scarlettkowej duszy.

Jednak zanim się jakoś poskładałam, miałam trudne chwile. Zaczęło się od euforii, od kochania życia, od nadziei, że wszystko idzie ku lepszemu. Skończyło się na mrzonkach i właśnie na łzach. Próbowałam zagłuszyć je wspomnieniami, jakie to ja miałam cudowne życie i piękny rok, ale to tylko pogarszało sytuację. Więc zaczęłam marzyć o tym, gdzie to ja nie pojadę i czego to ja nie dokonam w swoim życiu. Też nie wyszło najlepiej, bo skąd mam wiedzieć kiedy te chwile nadejdą i czy w ogóle.

W tamtym momencie wydawało mi się, że sobie na to wszystko zasłużyłam. W końcu tyle osób daje mi to do zrozumienia swoim brakiem obecności. Zasłużyłam na to, by iść do sklepu pół godziny, a nie jak niegdyś: pięć minut. Zasłużyłam na spojrzenia ludzi mijanych na ulicy. Spojrzenia pełne litości, współczucia, pokazujące, że jestem inna i mam ochotę krzyczeć: i co się gapisz do jasnej cholery?! Zasługuję na ten ból, na to, że muszę chodzić ze spuszczoną głową, bo nie mogę sobie pozwolić na postawienie nóg na nierównej powierzchni. I nie zasługuję na poradę w stylu: pamiętaj, patrz pod nogi. Gdyby ostatnio mi o tym nie przypomniano, nie wiem czy bym nie spędziła Świąt z nogami w gipsie, bo na mojej drodze leżała (o ironio) łupina od orzecha. Mam wrażenie, że mój Anioł Stróż już nawet nie śpi…

Boję się, że zgorzknieję, że nadejdzie taki moment i stanę się samotną egoistką. Nikt nie będzie na mnie czekał, a ja nie będę miała już do kogo wracać (i nie będę chciała tego robić). Trochę tak jak w filmie Heidi. Swoją drogą, gorąco go polecam do rodzinnego oglądania. Ciepły, z przesłaniem i przede wszystkim: mądry.

Jednak myślałam o sobie negatywnie tylko przez dwie godziny :D Nic nie poradzę na to, że jestem taka bezkrytyczna wobec samej siebie ;) Potem przyszło te sprzątanie, które ujarzmiło moje emocje. Ludzie niech patrzą, niech gadają, niech odchodzą. Najważniejsze jest to, by wyzdrowieć, tak by kontuzje omijały mnie szerokim łukiem. I by budować kolejne, nowe wspomnienia.

Jestem tutaj dzisiaj, bo przede mną kolejne sprzątanie. Tym razem już wymuszone, a nie z powodu gorszych chwil ;) Potem wyjazd na groby, ostatnie zakupy, ubieranie choinki, robienie stroików, wreszcie gotowanie i kilka ciepłych, pięknych dni w gronie najbliższych. I dużo leżenia plackiem (albo makowcem), bo nie wiem czy po tylu kilometrach będzie mnie stać na coś więcej :D

I jeśli mam zrobić podsumowanie zeszłego roku, bo nie wiem czy jeszcze tutaj zawitam w 2015… to był to piękny rok. Jeden z najlepszych w moim życiu i trudno będzie się postarać o to, by kolejny był lepszy lub nawet w przybliżeniu taki sam. Jednak będę robić, co w mojej mocy. Poprzeczka wisi bardzo wysoko, jednak co to dla mnie :) Ogromną motywacją jest Słoik Szczęścia, który znowu zamierzam założyć, choć poprzednich kartek nie chcę, póki co, czytać ;) I tak, dobrze pamiętam, co tam się znajduje. W zeszłego Sylwestra razem z przyjaciółką życzyłyśmy sobie, by to był bardzo imprezowy rok. Wierzyłam w to z całych sił. I tak też się stało. Nie przesadzę jeśli powiem, że rok 2015 był perfekcyjny. I mogłabym go przeżywać za każdym razem od nowa. Nawet te trzy skręcone nogi i zapalenie płuc. To był rok pod znakiem tańca, dobrej zabawy, koncertów, wyjazdów. Miłości. Zaryzykuję: i oby kolejny był jeszcze lepszy!

Do tego czasu, chcę wybaczyć sobie kilka rzeczy, skoro nikt nie jest w stanie tego zrobić ;) A że święta nie jestem, to myślę, że pobycie ze swoimi myślami dobrze mi zrobi. I ogrzanie się w cieple tej miłości, która teraz będzie emanowała ze zdwojoną siłą. Myślę, że jestem na dobrej drodze, by pogodzić się z tym wszystkim, co w tym roku mnie spotkało, a co nie było zbytnio idealne. I wyciągnąć wnioski.

Jednak nie chcę przedłużać. Kochani moi. Wczoraj słyszałam bardzo wiele mądrych słów. Między innymi o tym, by zastanowić się przed Świętami dlaczego chcemy komuś złożyć życzenia, z jakiej tak naprawdę okazji i czego chcemy życzyć (a najlepiej podobno życzyć innym tego, co sami chcielibyśmy usłyszeć). 

Dlaczego składamy życzenia właśnie tym osobom, a nie innym?

Przyznam się bez bicia, składanie życzeń było dla mnie niegdyś przykrym obowiązkiem. Nigdy nie wiedziałam komu czego życzyć. Było to dla mnie takie grzecznościowe, takie na odwal się. Jakieś wierszyki, proste Wesołych Świąt i kropka. Teraz składam życzenia wybranym osobom. Co roku, obiecuję sobie, że nie złożę życzeń nikomu i poczekam dla kogo jestem ważna :D I zawsze nie dotrzymuję obietnicy, bo gdy dostanę kilka życzeń, też chcę roznosić te dobro dalej i zaczynam sama wysyłać wiadomości do przeróżnych osób. Może to taka… Magia Świąt. Jednak są to zawsze najważniejsze osoby, te które są dla mnie ważne i które chciałabym by o mnie pamiętały i by jakoś miło mnie wspominały. By czuły, że mam je w swoim sercu. Może są tacy, którzy robią kopiuj-wklej-wyślij do wszystkich. Ja tak nie potrafię. Nie wiem czy stety czy niestety ;)  

Z jakiej okazji?

Śmiałam się ostatnio, gdy wymyślałam życzenia, bo mówię do mojej rodzicielki, że trzeba znaleźć zawsze jakiś punkt zaczepienia, zrozumieć o co nam chodzi. A ona na to: jak to, o co chodzi? Pan Jezus się rodzi. Ten rym tak mnie rozbroił i w tak krótkich słowach zawarte zostało wszystko, to co najważniejsze, że chyba lepszego powodu nie ma potrzeby wymyślać ;)  

Jaka powinna być forma życzeń?

Kocham życzenia od tych, od których bym się ich nie spodziewała i o dziwo, co roku takowe dostaję. Zawsze od kogoś innego, mniej lub bardziej znajomego. Kocham też życzenia, które są szyte dla mnie na miarę. Gdy dana osoba wie, czego mi trzeba. Najlepiej oczywiście byłoby złożyć wszystkim życzenia w cztery oczy. W wielu wypadkach jest to niemożliwe. Jednak liczy się gest, to że o kimś pomyśleliśmy. Liczy się serce. I za to dziękuję tym, którzy w tym roku choć przez chwilę mnie wspomną. Nawet jeśli tych życzeń końcem końców i tak nie wyślą ;) Dobre myśli też są potrzebne we wszechświecie!

Reasumując, Święta to możliwość pobycia z innymi… bez pośpiechu, bez złych emocji. Wiem, że u niektórych to czas kłótni. Też tak kiedyś było w moim domu, ale zawsze ktoś wtedy mówił magiczne słowa: ej, stop, są Święta. I to wystarczało. O dziwo. Magia Świąt?!

Pora zatem na moje życzenia.

Moi kochani, dziękuję, że odwiedzacie moją Krainę. Ten rok jest też wyjątkowy z tego powodu, że mam te swoje miejsce na ziemi, gdzie poznałam właśnie Was, gdzie potrafiliście mnie dowartościować jak nikt inny. Wspieraliście, dodawaliście otuchy, przyznawaliście mi często rację. I ogromną przyjemność sprawia mi bycie z Wami. Mam nadzieję, że efekt Scarlett będzie trwał nadal ;)

Zacznę od życzeń zdrowia, bo dzięki niemu możemy się spełniać na każdym polu. Co wcale nie znaczy, że życzę Wam spełnienia. Życzę wręcz niespełnienia, byście mieli poczucie, że jeszcze wiele rzeczy do zrobienia przed Wami i by dzięki temu chciało Wam się chcieć. Ponadto cierpliwości do bliskich, dalszych, a przede wszystkim: do siebie samego. Dobrych ludzi wokół, którzy będą Was unosić, a nie sprowadzać do parteru. Którzy będą Waszą ostoją w niepewnym czasie i chwilą szaleństwa w stagnacji. Życzę Wam, aby świąteczne potrawy pachniały miłością, a Wasze serca biły w tym czasie w rytm niezmąconego szczęścia. Co do kolejnego roku… Oby był jeszcze lepszy niż poprzedni i pełen sukcesów na każdym polu. By w Waszych sercach zagościł spokój i byście wierzyli w siebie oraz innych. Radujcie się najmniejszym szczęściem i bądźcie dumni z tego, jacy jesteście. Nie żałujcie niczego, bo wszystko przecież dzieje się po coś. Róbcie to, co sprawia Wam radość. I róbcie tego dużo. I pamiętajcie, dobro wraca, może nie z tego samego kierunku, ale jakąś pokrętną drogą na pewno wraca :)

na bloga

Całuję Was Przedświątecznie, Świątecznie i Noworocznie ;*

Wasza Scarlett!

 

Taksówkarz? Barman? Fryzjer?

Podobno ci powyżsi, to najlepsi terapeuci ;) Oprócz samych terapeutów, oczywiście. I najbliższych nam osób, które jednak zawsze będę stawiała na pierwszym miejscu. Ileż to razy właśnie najbliższa rodzina czy przyjaciele wyprowadzali mnie z dołków i wprawiali w dobry humor… Nie sposób zliczyć.

Jednak czasem każdy z nas jest w nastroju nieprzysiadalnym. Cóż to za nastrój? Łatwo się domyślić. Kto się nie domyślił, niech się nie załamuje, tylko poszuka tego świetnego tekstu w Wujku Google. Poszukajcie, pogrzebcie mu w Internetowych flakach, poczytajcie.

Chyba każdy tak czasem ma. Że jest gorzej, niż gorzej. Ja też. Nawet gdy jestem w takim nastroju, to robię dobrą minę do złej gry, bo po co jeszcze bardziej się pogrążać i dołować wszystkich wokół… Chociaż… czasem smutek czy złość jest u mnie tak wyryty na twarzy, że lepiej nie podchodź ;)

Wczoraj był taki dzień, kiedy jeszcze miałam siłę robić dobrą minę. I mogłam dzięki temu pośmiać się z taksówkarzem, który stanął na mojej drodze. Zaczynam wierzyć, że spotkanie tego jegomościa było dla mnie przeznaczeniem. Rozbroił mnie samym stwierdzeniem, że nie uwierzył w mój wiek, bo według niego wyglądałam tak młodzieżowo. Gdy temat zszedł na mój stan cywilny, jakoś po drodze doszły śmichy chichy o tym, że potrafię ugotować tylko zupę w proszku (co oczywiście nie jest prawdą). Mądry pan powiedział, że mam czas na poważne związki, że nie ma sensu bym brała na męża kogoś pierwszego z brzegu. Jakież to pocieszające. Życzył mi też bym znalazła sobie Masterchefa i miała obiady z głowy ;) Co więcej, myślał, że mieszkam w przychodni :D Mój dom był nazywany willa, ale żeby przychodnią?! Na końcu dodał: ale miło nam się rozmawiało, dziecinko, i od razu jest tak jakoś radośniej.

Zdałam sobie sprawę, że czasem warto nie być mrukiem. Nawet wtedy kiedy życie dotkliwie kopie nas po tyłku. Choć wiem, że nie jest to łatwe. Oj nie jest.

Pozdrawiam, Wasza Scarlett.

PS. Podzieliłam się z Wami tymi wspomnieniami, bo wielu z nas potrafi rozpromienić czyjś dzień. Warto z tej umiejętności korzystać. U mnie i u tego pana zadziałało to w dwie strony, tak, hm, terapeutycznie. Piękne. W malignie niesympatycznych rzeczy, które się zdarzyły, jedno spotkanie i od razu zrobiło się cieplej na sercu.

A na koniec? Na koniec, słowa mojego ukochanego Edwarda Stachury: Przyłapałem się w tej samej chwili na tym, że nie zawsze, nie zawsze oczywiście, ale czasami, jeśli akurat śmieję się, to dlatego, żeby po prostu nie zapłakać.

Coś się wdzięczy, coś się mieni. Złote dary tej jesieni. Złote liście, piękny las. Napawaj się, celebruj, to jest Twój czas.

Niegdyś w jesieni widziałam tylko deszcz, krótsze dni, lodowate noce, deszcz, kałuże, deszcz, jeszcze więcej deszczu, zbliżającą się zimę, szarość, burość i nijakość. Jesień była też taką porą w szkole, czy na studiach, kiedy zbytnio nic się nie działo. Zdarzały się jakieś kartkóweczki, kolokwia, ale były dość sporadyczne. Były podawane wytyczne, harmonogramy, ale przez nikogo nie brane na serio. Nuda. Jesień to też święta… Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny, 11 listopada. Nigdy przeze mnie nie obchodzone. Dopóki nie przyszło samemu opiekować się grobem czy też dopóki nie otrzymałam magicznej książeczki wojskowej, która sprawiła, że wszelkie przejawy zdrowego i szczerego patriotyzmu ogromnie zaczęły mnie wzruszać. Taaak, służba Ojczyźnie też mnie kiedyś interesowała. Nawet mi to proponowano. Yhym. Nie, żebym coś miała przeciwko, ale w zasadzie… to zawsze jakaś alternatywa. Chociaż inni widzieliby mnie w policji… A ja siebie w szpitalu i na uczelni. No i weź to pogódź. Jest śmiesznie, uwierzcie. Ale idę swoją własną drogą. Wracajmy do jesieni, bo się zaraz zrobi wiosna, jak wezmę się za dyrdymały wszelakiego rodzaju. Jesień w pracy to też trochę wyczekiwanie przedświątecznych premii, planowanie Sylwestra. A nuż trafi się długi weekend. Jeden, dwa, albo trzy. Jesień widoczna jest w zmianie garderoby. Wszyscy szarzeją, czarnieją i brązowieją, znaczy takowe barwy przybierają, by zlać się z otoczeniem i zbytnio nie wychylać. Zaś na twarzach i ciałach bledną. Opalenizna schodzi z człowieka zapewne dlatego, by nikt w depresyjną jesień nie tęsknił za słońcem i ciepłem. Jesień to czas kiedy odechciewa się wychodzenia z domu. Bo po co? By się pochorować?! Albo utopić w kałuży?!

A jak patrzy na to zwykła, szara, pani O’Hara…? Nie mogłam odmówić sobie tego dennego rymu ;) Mam nadzieję, że moja jesień będzie złota. Że będę chciała wyjść z domu, nie dlatego by z niego uciec, by uciec od samej siebie, tylko by po prostu pospacerować. Chcę by moja jesień była taka, jak ta przed rokiem. Pamiętam ten dzień doskonale. Byłam wtedy po bilety na koncert i nagle z głośników zaczęła grać muzyka, liście wokół spadały, fontanna szalała w sobie znany takt. Ludzie się zatrzymywali. Czułam, że nie jestem sama. I ta feeria barw, i moje szczęście z okazji zdobycia biletów. Czułam spokój w sercu. I przeogromną radość. To było to. Aż uwieczniłam ten moment zdjęciem. Szkoda tylko, że nie mogłam uwiecznić emocji. Wtedy wszystko było takie proste. Aż banalne. Teraz też tak jest, ale jest inaczej. Po prostu… inaczej.

10320551_738564206215212_5175295965452294901_n

Chcę by ta jesień była obfita w owoce, warzywa… i nie tylko po to, by się nie przeziębić, by nie zadręczać się chorymi zatokami, oskrzelami i ich znajomymi, ale by wyrabiać w sobie zdrowe nawyki. Chcę mieć czas na wylegiwanie się pod ciepłym kocem z ogromnym kubkiem herbaty, niekoniecznie w trakcie choroby. Chcę przeczytać kilka dobrych książek, lecz nie po to, by cieszyć się czyimiś sukcesami i żyć czyimś życiem, tylko dla czystej przyjemności. Chcę ćwiczyć, choćby z E.Ch., nie po to by schudnąć czy coś, tylko po to, by wytwarzać masę endorfin. Chcę zrobić kolejne zdjęcia złotej polskiej, aby za rok mieć, co wspominać.

Nie poddam się zaokienkowej melancholii. Nie poddam się czarnej dziurze jesieni. Nie poddam się pustce, która czasem atakuje. Nie zaśniedzieję. Nie!

PS. Cieszcie się jesienią gołąbeczki. Niech nie smucą się Wasze mordeczki. Kochajcie i dla innych bądźcie kochani. I słuchajcie rad Waszej blogowej pani ;)

Musiałam Wam uprzykrzyć dzisiaj życie tymi kiepskimi rymami. Może a nuż ktoś się zaśmieje, że są na świecie jeszcze takie poetyckie beztalencia jak ja ;)

Całuję Was, Wasza Scarlett ;*