Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

przyjaźń

Miłość? Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.

Pozwoliłam sobie na cytat z piosenki. Z resztą, słów nauczyła mnie moja przyjaciółka. A gdy już zapamiętałam co i jak, chodziłyśmy po całym mieście i śpiewałyśmy ją wniebogłosy. Piękne wspomnienia :)

Jednak dziś nie o wspomnieniach. Jutro Walentynki. Odkryłam Amerykę ;) Wiecie, nawet mnie porwał ten szał ;) Jednak wiadomo, że przez jednych jest to święto kochane, przez innych nienawidzone. Gdy byłam małą dziewczynką, 14.02. zawsze kojarzył mi się z wierszykiem „na górze różne, na dole fiołki, a my się kochamy jak dwa aniołki”. Który potem ewoluował w „na górze róże, na dole bez, a my się kochamy jak kot i pies” ;)

Już uszami wyobraźni słyszę lecące jutro wszędzie piosenki o miłości. Z resztą, prawie każda o niej traktuje. A ja znów będę marzyła o tym, by moje życie miało soundtrack :D Ach. Dzisiaj w tle mojego życia powinni zagrać „Zagadkę” Grzesia Hyżego. Tak bardzo <3

Niektórzy jutro będą wymiotować tymi wszystkimi dekoracjami, wszędobylskimi serduszkami, będą narzekać, że jest to święto z zachodu i że w ogóle jest beznadziejne. Że przecież kocha się cały rok, a nie tylko od święta. Niektórzy będą walić drinki, inni w tynki, jeszcze inni z dynki. Niektórzy będą marzyć, by kolejny Dzień Zakochanych spędzić właśnie z tym wyczekanym. Ktoś będzie liczył ileż to zdobył walentynek i czy pobił rekord sprzed roku. Ktoś inny będzie czekał tylko na tę jedną jedyną oznakę sympatii. Wielu zakochanych spędzi ten dzień wspólnie, przy dobrym obiedzie, kolacji, przy świetnej muzyce, na spacerze, w kinie, przytuleni. Ktoś będzie tęsknił za tym, który jest daleko, ktoś będzie wzdychał do swojego ekranowego amanta. Ktoś zapewne będzie leczył przeziębienie czy inną chorobę. Ktoś pani ktosiowej zrobi wyrzuty: przecież mówiłaś, że nie obchodzisz walentynek!!! Ktoś inny będzie zapewniał: nie, nie przytyłaś kochanie, to mózg ci urósł. Ktoś może się pokłóci, ktoś inny pogodzi. Ktoś wreszcie zbierze się na odwagę i powie ukochanej, co do niej czuje. Ktoś będzie wspominał inne Walentynki, kiedy to był taki zakochany, tak szczęśliwy… Inny spędzi ten dzień z winem, przed telewizorem. Inni będą pocieszać, że to nie tylko w Walentynki jest się niekochanym, ale też przez cały rok.

Jakkolwiek spędzicie jutrzejszy dzień i jakikolwiek macie stosunek do Walentynek, chcę Wam życzyć tego, czego praktycznie każdy na świecie pragnie, a mianowicie: szczerej, wiernej, pięknej miłości. Nie życzę Wam braku problemów, bo w każdym uczuciu takowe są, ale istotą jest aby nauczyć się je pokonywać razem, ramię w ramię.

Zakochani, pielęgnujcie swoje uczucie i w tej kwestii nigdy nie spoczywajcie na laurach. Szanujcie swoją drugą połówkę, wspierajcie ją i kochajcie tak mocno, jak to tylko możliwe. I bądźcie dla siebie wyrozumiali, mimo wszystko!

Zakochani nieszczęśliwie… Czy też zakochani bez wzajemności. Wiecie, według mnie to troszkę niefortunne określenia. Każda miłość jest w jakimś stopniu szczęśliwa, nawet jeśli wzdychacie do kogoś, z kim być może nigdy nie będziecie. Każda miłostka przybliża nas do tego najpiękniejszego uczucia jakim jest prawdziwa, wzajemna miłość. A któż wie czy kochacie bez wzajemności? A nuż druga strona czuje to samo, tylko boi się, że zostanie odrzucona. Może to jest taki dobry dzień by powiedzieć komuś, że się o nim pamięta, tęskni za nim, myśli o nim…? Skoro cały rok jakoś nie było odwagi, to może wreszcie nadszedł ten upragniony moment?

I wreszcie, single, osóbki, które na razie nikogo nie szukają. Drodzy, miłość przyjdzie szybciej czy później, w niespodziewanym momencie. Teraz cieszcie się bliskością przyjaciół, momentami jakże szeroko pojętej wolności, bo przecież już za kilka miesięcy, dni wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Cieszcie się przede wszystkim miłością tych, którzy są Wam bliscy, których lubicie, podziwiacie. A jeśli ktoś Was kiedyś zranił, to tylko po to, byście odrodzili się silniejszymi, byście zrozumieli, że czeka na Was coś więcej niż łzy i niepokoje. Bądźcie otwarci na niespodzianki losu!

Drodzy wszyscy, żyjcie z całych sił, bo któż za Was przeżyje Wasze życie? :)

PS. Śmiałam się ostatnio chodząc po supermarkecie, że jakiś pan pewnej pani kupi zapewne na jutro środek na odchudzanie, a ona jemu na potencję ;) Jakaż ja jestem romantyczna! :P

Przytulam, Wasza Scarlett.

Świętujemy sobie z Pierwszą Damą ;)

A cóż świętujemy? Poprawiny Tłustego Czwartku? Korzystamy z uroków końcówki karnawału? Obchodzimy Dzień Nutelli? Albo urodziny Christiano Ronaldo? W zasadzie każdy z tych powodów byłby dobry ;)  

Jednak my mamy imieniny.

Jak już kiedyś wspominałam, ze mną jest trochę tak, że mnie się kocha, albo nienawidzi. Nic pomiędzy. Tak też jest z moim prawdziwym imieniem. Przez całe dzieciństwo szczerze go nienawidziłam. Dorosłam i powiem Wam, że je pokochałam. Chyba żadne inne imię tak perfekcyjnie nie oddałoby mojego charakteru. Oczywiście oprócz Scarlett ;)

Jak połowa z Was wie, a druga się domyśla, naprawdę mam na imię Agata. Twardo brzmiące imię dla twardej babki. Podobno pierwotnie miałam być Andżeliką, ale coś się mojej mamie odwidziało ;) I bardzo dobrze!

Gdy byłam małą dziewczynką chciałam, by ludzie zwracali się do mnie pełnym imieniem, choć najczęściej rodzina i tak nazywała mnie Kaśką :D Zaś w szkole wszyscy nauczyciele rozpływali się i Agatkowali mi na prawo i lewo. Gdy następnie na studiach pragnęłam, żeby mi Agatkowano, to tam byłam tylko panią Agatą. Albo może i , bo większość studentów i tak była bezimienna. A teraz, coraz częściej jestem znów Agatką :D Chociaż zazwyczaj jestem też Scarlett i ta okoliczność chyba raduje mnie najbardziej.

Kocham swoje imieniny, tak samo jak urodziny, a może nawet i bardziej. Wiecie, o urodzinach nie każdy wie. Imieniny bardziej się przewijają gdzieś w radiu, gazetach, czasem w telewizji. Tak też niektórzy będą się nade mną dziś rozpływali i wspominali mnie z uśmiechem na ustach, innym będę odbijać się czkawką :D I bardzo dobrze!!!

Przez ostatnie lata, co roku, jedna i ta sama osoba pytała mnie czy obchodzę imieniny. Dziś nie zapyta. I dobrze. Nie liczę też na życzenia, choć po czwartej rano już takowe otrzymałam. I to od rodzicielki, której moje imię już dawno powinno wyjść bokiem ;) Tym bardziej, że tyle raz je krzyczała w moją stronę :D

Zdaję sobie sprawę, że są też tacy, którzy nie obchodzą imienin. Kurczę, według mnie każda okazja do świętowania jest dobra. Tym bardziej okazja wspominania swojego patrona. W końcu te imię coś znaczy. No właśnie. Co roku, w imieniny czytam co tam ciekawego piszą o Agatce. I co roku się dziwię jak wiele w tym wszystkim prawdy. Oto co znalazłam dzisiaj.

Pomijając, że Agata znaczy dobra;) Czy przekłada się to na życie…? Polemizowałabym :D

Jest to imię idealne dla osób samodzielnych, stanowczych, przywykłych do decydowania o sobie i innych. Ba! Nie na darmo sto lat temu zostałam starościną, a teraz moja mama uważa, że powinnam zabawić się w politykę :D Kto wie, może kiedyś ja będę prezydentową ;)

Agaty są wymagające i nie znoszą sprzeciwu. Zwykle wiedzą czego chcą. W rodzinie zazwyczaj stają się jej głową. Nawet ojciec i matka muszą się im podporządkować. Oj tam, oj tam. Mogli dać mi inaczej na imię, to nie mieliby problemu. A na poważnie. Nie znoszę sprzeciwu. Coś w tym jest. Ale jak się mnie dobrze pozna to naprawdę jestem potulna jak baranek. Dodali też coś w stylu, że nie rozpieszczam ani siebie ani innych. Nie widzieli mnie jeszcze z dzieckiem! Żądam i stawiam warunki? Ktoś by mógł się na ten temat wypowiedzieć. Potwierdzałby tę tezę chyba z 5 godzin ze swoimi kamratami. Tak jakbym tylko ja taka była… Kpina!

Agaty lubią kiedy w ich życiu wiele się dzieje. Nie przepadają za monotonnym życiem. O tak. Ostatnio powiedziałam, że nigdy już nie pojadę, ani nawet nie pójdę na żaden koncert i usłyszałam: to już od razu idź do zakonu, bo po co Ci takie życie :D

Od razu nie zgadzam się, że jestem zwolenniczką górskich wycieczek :D No chyba, że chodzi o góry i doliny życia ;) Także w tym przypadku się pomylili, albo nie dookreślili.

Agaty są zdyscyplinowane, można polegać na ich słowie. Dobrze się sprawdzają w ramach instytucji i organizacji. Byłabym nieskromna gdybym się zgodziła ;)

Optymistycznie patrzą na świat. Do tego nigdy nie tracą fantazji. Są bardzo uzdolnione artystycznie, ze szczególnymi skłonnościami do rozwijania talentu literackiego. Taaaaak mi mówcie :D Teraz już wiem czemu mi ostatnio nie uwierzono. Zapytano mnie: co Ty taka smutna? Ja: ja tak mam naturalnie. I tutaj nastąpił wybuch śmiechu. Nie mój. A co do talentu. Sami widzicie jak jest ;)

Moją roślina jest jemioła. Szkoda tylko, że to pasożyt :D Ale przynajmniej miłość pod nim kwitnie.

Agaty stwarzają pozory groźnych i wybuchowych, ale ta ich porywczość szybko mija i ustępuje miejsce wrażliwości na krzywdę ludzką. Szkoda tylko, że niektórzy na tych pozorach się zatrzymują, nie próbując odkryć jakie to te Agatki naprawdę są…

Są chętne do pomocy i pociechy. Zawsze! Prawie.

Gdy opuszczają je emocję stają się małymi, słabymi kobietkami pragnącymi kochać i być kochanymi. To jest chyba jedno z lepszych zdań, które mnie opisuje. Zawsze mówiłam, że ja na kogoś nawrzeszczę, nakrzyczę, przeklnę, a tak naprawdę to znaczy, że ten ktoś jest dla mnie cholernie ważny. Tylko on już nie widzi we mnie tej Agatki, która każdym oddechem prosi o jego uwagę, tylko zafiksował się na tej wstrętnej Agacie, która rani…

Lubią mieć stałego partnera, któremu ciosają kołki na głowie, ale też potrafią to stokrotnie wynagrodzić. Gdzieś dodali, że mam wielką wyobraźnię w dziedzinie seksu, także no… ;)

Zadowolenie przynosi im każde zajęcie, w którym mogą osiągnąć sukces. Potrzebują jednak swobody działania i możliwości improwizacji. Swoboda! To jest to. Dlatego pisząc prace z polskiego nigdy nie potrafiłam wbić się w klucz :D

Zawody idealne dla mnie to te związane z komunikacją i wymianą informacji. Ha! Trafili!

Moja patronka oddała się Bogu. Odrzuciła kilkukrotnie zaloty wielkiego namiestnika. Nawet chcieli ją złamać oddając do domu publicznego. Kiedy zaś poddawano ją torturom można było odczuć podziemne wstrząsy. No ba, kto się mści na Agatach niech wie, że nasza moc jest większa i zło w nas wymierzone może się obrócić przeciwko atakującemu. Swoją drogą te odrzucanie zalotów to też w moim stylu :D

Najbardziej rozbawiły mnie miejsca istotne dla Agat :D Drogi, centra handlowe, wyższe uczelnie, otwarte przestrzenie, zagranica, instytucje związane z prawem. Trochę się minęli. Drogi i centra od razu mi się skojarzyły z prostytutkami i galeriankami :D Wyższa uczelnia… Może kiedyś zostanę wykładowcą, także bym tego miejsca akurat nie skreślała. Otwartych przestrzeni się boję. Zagranicy już dawno nie widziałam. A instytucja związana z prawem. Przypomniała mi się ostatnia wizyta w sądzie. I jeden z prawników do mnie: my się skądś znamy, prawda? Wokół masa ludzi, wszyscy ucichli, spojrzeli na nas. Ale tak, znaliśmy się, więc się kulturalnie przyznałam, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Miło, że ludzie mnie pamiętają. Choć może niekoniecznie chciałabym, żeby to byli prawnicy :D Chociaż… Lepiej prawnicy niż policjanci :D

Agaty są mądre i potrafią trafnie osądzić sytuację. Nie ma to jak się samemu dowartościować :D

Schyłek życia Agaty spędzą w doborowym gronie. Liczne znajomości i zaangażowanie się w sprawy otoczenia pozwolą cieszyć się im pełnią istnienia. Te znajomości to najpierw muszę odbudować, albo zbudować od nowa, ale przynajmniej jest nadzieja ;)

Dojrzałość przyniesie zgodę wewnętrzną i zrozumienie wielu wydarzeń z przeszłości. Przyda się.

Agaty są dowcipne, towarzyskie, posiadają wysmakowane poczucie humoru. Zawsze mi powtarzali, że mam specyficzne poczucie humoru :D

Te imię ułatwia odnieść sukces. Chyba tylko tam, gdzie mnie nie znają ;)

Agaty cechuje inteligencja emocjonalna, erudycja i posiadanie ujmującego daru wymowy. Ach, nieraz to słyszałam.

Agaty emanują spokojem i pewnością siebie. Tylko emanują :D

Jeszcze znalazłam króciutki opis, że Agaty to choleryczki, nieliczące się ze słowami, ale o wielkim sercu. Cała ja.

Drzemie w nich miłość bliźniego, która nieraz przybiera przesadną formę, ale daje im prawdziwe bogactwo psychiczne.

Chcą posiąść ciało i duszę, nieraz majątek. Bez przesady :D Majątku nie potrzebuję.

To namiętne kobiety, które pragną brać i odrzucać, posiadać i oddawać się w posiadanie – nawet szatanowi. To akurat cała prawda. Sama bym lepiej tego nie ujęła. 

Prawdziwe pokerzystki. Oho.

Prowadzą nieuporządkowane życie skierowane ku spełnieniu najbardziej zwariowanych zachcianek. Pffff, jakby zgadli :D

Chciałoby się ją zganić, a kończy się tylko na śmiechu. Zawsze jest tak u mnie w domu. Kiedy się pokłócimy, to zaraz zaczynamy się śmiać i gadamy o głupotach. Teraz wiem, że to dzięki imieniu ;)

Kto mnie zna, widzi tu masę prawdy. Kto nie zna, ten już wie na co się szykować. Swoją drogą, polecam Wam lekturę różnych imienników. Można dowiedzieć się naprawdę całej masy rzeczy o sobie samym. I zobaczycie, że imię to nie tylko kilka zlepionych ze sobą liter, ale często też idealny odpowiednik naszej osobowości i temperamentu :) A skoro ja jestem podobno taką kosą, to stąd taki a nie inny obrazek ;)

PS. Muszę się pochwalić. Bo imieninowe niespodzianki zaczęły się w zasadzie już wczoraj wieczorem. Usłyszałam: ja w Ciebie wierzyłem. To był miód na moje serce. A nie mówiłam, że mam wspaniałych przyjaciół :) Ach i wierzy nadal! Pierwsze stwierdzenie akurat odnosiło się do dawnych czasów ;)

Pozdrawiam! Wasza Scarlett :)

Zrobię wszystko by się odkochać…

Podziwiam Was. Zawsze gdy czytacie tytuł mojego wpisu, albo jego początek spodziewacie się tego, albo tamtego, a potem i tak wychodzi z tego (chociażby) czosnek ;) Dzisiaj chyba na temat czosnku nie zejdę. I raczej dygresji też nie zamierzam wprowadzać. Ale tytuł jest przewrotny. A już mówię dlaczego. Każdego dnia słyszymy masę tekstów, które skutecznie nas odpychają, zniechęcają, śmieszą, irytują, na które jedynym komentarzem pozostaje tylko ironiczne: tak, jasne. Poniżej przedstawię Wam zdania, które jako pierwsze przyszły mi do głowy, a które słyszałam właśnie w ostatnich dniach. 

1. Mężczyzna do kobiety lub odwrotnie. W każdym razie, mówi te słowa osoba, która zdradziła. Kochanie, to był tylko seks. Szał. To był tylko seks. No ba, tylko. Tak jakby w związku ważna była tylko sfera emocjonalna, a seks był taki… niezobowiązujący. Hm, zwykły sport. I czasem z tego zwykłego sportu powstają tylko dzieci. Tylko seks. Gdybym usłyszała taki tekst, chyba bym uderzyła kogoś w twarz. Skoro to był tylko seks, to nie dało się go uprawiać tylko z własnym mężem czy żoną?! Trzeba było się szlajać byle gdzie…?! Parodia!!! To zakochiwać się w kimś innym niż mąż nie można, ale seks bez miłości jest wskazany?!

2. Ach, ta dzisiejsza młodzież. Rozumiem. Insza młodzież zmagała się z wojnami, PRLem. Dzisiejsza tylko z PiSem i świńską grypą (akurat na czasie). Ale nic poza tym nas nie różni. Są wariaci i ludzie aż nadto spokojni. Są imigranci, trudna sytuacja ekonomiczna, są złodzieje, kapusie, są ludzie empatyczni, filantropijni. A że alkohol? Internet? Uzależnienia? Maczety i kije? Prostytutki? Może bez Intenetu, to ówcześnie też już wszystko powyższe było obecne. Brak poszanowania dla starszych? A skoro niektórzy starsi sami nie mają poszanowania do młodszych? Brak poszanowania do duchowieństwa? A skoro duchowieństwo samo ten szacunek i zaufanie nadszarpuje?! Medal ma dwie strony.

3. Przyjaźń pomiędzy kobietą a mężczyzną nie jest możliwa. Jest. Miałam wielu przyjaciół mężczyzn. Nie mam ich już aż tak wielu, ale i tak mam. Tamtych nie mam, bo nasze drogi się rozeszły i o dziwo, nie chodziło o to, że jedna ze stron zakochała się w drugiej. W swoim życiu potrzebuję czasem takiego męskiego głosu rozsądku. Dlatego też dziękuję, że tak fantastycznych chłopaków mam wokół siebie. I że jeszcze przy mnie nie zgłupieli :D Niektórzy kiedy widzą kobietę i mężczyznę, to od razu myślą, że tylko seks im w głowie. A kobieta z mężczyzną może robić naprawdę wiele innych rzeczy. Chichrać się, oglądać filmy, pić kawę, herbatę, alkohol. Z podtekstami, może i tak, czasem, ale oboje wiecie, że nigdy ze sobą nie będziecie. Bo nie. Przecież z własną przyjaciółką też mogłabym stworzyć lesbijski związek, a jakoś tego nie robię. Z resztą. Nawet małżeństwa oparte są na przyjaźni. Pardon: powinny być. Czyli taka przyjaźń istnieje i kropka.

4. Odkocham się. Zrobię co w mojej mocy, by tego dokonać. Sama powiedziałam to sobie rok temu, sama powiedziałam to sobie wczoraj. Dzisiaj zmądrzałam :D Wiedzcie, że równie szybko nabywam wszelaką wiedzę, jak i ją tracę ;) A uwierzcie, że chciałam Was pytać o rady jak się odkochać :D Jeśli chodzi o zauroczenie, zakochanie, platoniczną miłość, to jeszcze jakoś daje się radę… Chociażby rady typu: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, nawet czasami zdają egzamin. Ale jeśli pokochało się kogoś za jego charakter, za wszystkie wady, zalety, za jego spokój, ale i wszystkie niepokoje, za głupie tłumaczenia, robienie z siebie błazna, telefony po 23, za milczenie, za inteligencję, ale też chwile, kiedy nie wiedział co powiedzieć, za każdą wspólną kawę, ale też tę osobną. A potem coś nagle nie pyknie… Albo nie pykło. Albo mogło pyknąć, a Ty wszystko spieprzyłaś/łeś… Ale nadal kochasz. I może on gdzieś tam daleko też kocha. Ale żadne tego nie powie, bo wokół panuje ciężka, nieuleczalna choroba… DUMA. No to klops. Wszystko trwa trzy razy dłużej, każdy smutek odczuwa się trzy razy mocniej, każda łza jest trzy razy bardziej słona, a na widok kogoś podobnego trzykrotnie staje ci serce… I mówienie sobie, że się odkocham jest daremne… Bo nic nie może zabić miłości, jeśli sama się nie zechce odsunąć w cień. Chyba, że się mylę… Im dłużej pisałam ten wywód, tym się bardziej rozpływałam :D Także mi mówienie o końcu miłości szkodzi, niestety nie w tę stronę, w którą powinno.

5. 500 zł na dziecko ma poprawić sytuację demograficzną Polski. Ha, ha, ha. To fajnie. W Polsce liczy się ilość, nie jakość. A dzieci robi się nie z miłości, tylko dla pieniędzy. Brak mi słów. Ja dzieci dla pięciuset złotych nie zamierzam robić. Potem dziecko się pyta: mamo, tato, a jak to się stało, że się pojawiłem?! Tata: A bo widzisz… była kiedyś taka dobroduszna partia Prezesa i Sojuszników i oni rozdawali za dzieci pieniądze… A że my z tatą byliśmy w potrzebie… No to tak powstała Wasza piątka… Dajcie żyć…

6. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ach, gadanie. Jeśli rzeka była naprawdę interesująca, a wyszedłeś na brzeg tylko na chwilę się osuszyć, napić czegoś orzeźwiającego, a potem wracasz… Powroty w życiu też są piękną sprawą. Czasem gdy do czegoś wracamy, to oznaka tego, że nam na tym czymś zależy. Wracamy na dany kierunek studiów, bo był dla nas ważny. Otwieramy dane drzwi, bo za nimi jest coś, co jest dla nas istotnego. Pomimo, że jeszcze niedawno nie chcieliśmy łapać nawet za klamkę. Odzywamy się do dawnego przyjaciela, bo jakoś tak nam smutno bez niego. Czasem warto wrócić. Serio.

7. Ludzie się nie zmieniają. Zmieniają się. Ludzi zmienić nie można – to akurat fakt. Bo sami muszą chcieć zmiany. A chyba o to w zmianie chodzi, by była szczerza, niewymuszona, z własnej woli. Ludzie też zmieniają się na gorsze (czasami). I o tym również warto pamiętać. Żeby potem nie było zaskoczenia ;)  

PS. A może Wy znacie jakieś teksty, które doprowadzają Was do szaleństwa, albo z którymi się nie zgadzacie, choć są powszechne?

Liczę na Was i pozdrawiam, Wasza Scarlett :)

Dobrze, że Cię mam!

Dzisiaj byłam uczestniczką pewnego dialogu. Wyglądało to mniej więcej tak:

Ja: kocham Cię.
Mama: kocham Cię. O, jeszcze sobie dzisiaj tego w ten sposób nie powiedziałyśmy.

Dorosłe kobiety, ale dbamy o to, by okazywać uczucia. W końcu niełatwo mieszka się pod jednym dachem z drugą taką indywidualistką. Zawsze też staramy się rozmawiać, o tym co się danego dnia zdarzyło i dlaczego właśnie tak… Choć wiem, że mama zna mnie bardzo dobrze, widzę też coraz bardziej, jak my mało o sobie wiemy. A znamy się tyle lat… Ostatnio wiele osób zniknęło z mojego życia, bo skończyły się pewne etapy i chyba coraz bardziej dostrzegam tą wartość, jaką jest drugi człowiek. To trochę tak jak faktem, że zrozumiemy, iż coś było dla nas ważne, dopiero wtedy, gdy to stracimy. I stąd też moje dzisiejsze małe rozważania.

Jest takie sformułowanie, które można wielorako interpretować. Mówię o „dobrze, że jesteś”.
…dobrze, że jesteś, bo musimy poważnie porozmawiać…
…dobrze, że jesteś, kran się zepsuł…
…dobrze, że jesteś, dzieci nakarmione, a ja idę do koleżanki, poradzisz sobie…
…dobrze, że jesteś, nie mogę nigdzie znaleźć mojej teczki z dokumentami, pomożesz…?
…dobrze, że jesteś, spóźniłeś się chyba z 2 godziny…

Wszystko zależy od intonacji, od emocji z jakimi wypowiadamy te słowa. A ja polecam często mówić najbliższym, że dobrze, że są. Ale z uczuciem, możecie nawet dodać do tego przytulenie, buziak w policzek, czy co tam chcecie. Słowa te dają do zrozumienia, że ktoś jest dla nas ważny, że jego obecność, jego istnienie wiele dla nas znaczy. Że bez niego/niej to nie byłoby już to samo.

Wiem, to takie proste słowa, w dodatku tylko trzy. Ale pomyślcie jak często mówicie to tym, na których Wam zależy? Którzy są Waszymi bliskimi, przyjaciółmi? Jeśli często to gratuluję! Jeśli rzadziej to mam nadzieję, że Was zainspirowałam. Jeśli macie zamienniki to też dobrze. Jesteście oryginalni, tym lepiej.

Ktoś może mi powiedzieć: ale Scarlett, przecież więcej mówią moje czyny niż słowa. Zgodzę się z tym, ale też trzeba zważyć na to, że czasem nasze czyny są opacznie interpretowane, dobre uczynki, miłe drobiazgi stają się codziennością. „Super, naprawiłeś kran, przytuliłeś mnie, ale robiłeś to już wiele razy. Chyba taka jest Twoja powinność?” A słów nigdy za wiele. Wytłumaczą i przypieczętują to, co już okazywaliśmy na tysiące sposobów.

Wasza Scarlett!

Bez przyjaciół byłoby nudno!

Jedni porównują przyjaciół do cichych aniołów, inni do konfesjonału. Niektórzy mówią, że przyjaciel jest nawet lepszy od psychologa, a w dodatku oferuje bezpłatne usługi. A jak ja postrzegam przyjaźń? Dla mnie jest to relacja, która oparta jest na podobnych zasadach do więzi rodzinnej. Nie bez przyczyny, przyjaciele czasem nazywają siebie braćmi i siostrami. Jak w każdej tego typu relacji, bywają lepsze i gorsze dni. Zdarzają się też takie, kiedy źle wygląda się nawet na zdjęciach. I to wcale nie jest niepoprawne. Każda tego typu sytuacja może być rozwojowa. Jednak najgorsze, co może być i co za wszelką cenę staram się wyplenić z mojego otoczenia, to ciche dni! Matko i córko! Kto to w ogóle wymyślił?! Pewnie, najłatwiej milczeć, nie wyjaśniać problemu, bo po co się pogrążać. Ale ile takie dni niosą ze sobą emocji! Wiem, bo kiedyś było to u mnie na porządku dziennym, aż zmądrzałam. Zdecydowanie lepiej jest się pokłócić i wygarnąć sobie wszystko to, co ma się do wygarnięcia. Choć przyjaciele to takie twory, które znają się znakomicie, więc podczas awantur nie rzucają byle jakimi epitetami. Są w stanie wygarnąć sobie wszystko sprzed kilkunastu laty. I co z tego, że to już było?! Trzeba pogrążyć przeciwnika w otchłani jego beznadziei. To trochę tak jak z tą moją miłością, która jednocześnie przejawia się w nienawiści (odsyłam do wczorajszego postu). Jednakowoż, nie polecam wracania do jakiejś zamierzchłej przeszłości podczas kłótni, bo warto skupić się na tym co jest tu i teraz. Czy jest jakikolwiek sens mówienia, że ktoś 9 lat temu odbił nam faceta? No chyba nie. Także, kłótnie to ogromne wojny, bo nigdy nie wiadomo jakie działa druga strona zaraz wytoczy. Przyjaźń to też wzajemne fochy o byle co. Mówienie „ale jesteś głupi”, a tak naprawdę jest to wypowiadane z taką czułością, że nie ma się nawet o co gniewać. Przyjaźń pokonuje też kilometry. Nie trzeba widywać się codziennie by nazywać siebie przyjaciółmi. Czasem wystarczy kawa raz na miesiąc, na dwa. Z resztą, teraz mamy komunikatory, które naprawdę podtrzymują przyjaźń – choć zalecam Wam też spotkania twarzą w twarz, bo takie są o wiele ciekawsze. Przyjaźń to trochę takie trwanie w zdrowiu i w chorobie. To plotkowanie o wszystkich wokół. Mnie osobiście już nie zraża, że moja przyjaciółka nie mówi mi np. o nowym facecie, o dziecku, czy o czymś tam jeszcze. Choć mniej więcej trzy lata temu darłabym o to koty. Notabene, właśnie takie przyjaźnie u mnie przetrwały, gdzie w pewnym momencie były jakieś niedopowiedzenia, ale po jakimś czasie obie strony zrozumiały swoje racje i stwierdziły, że żyć bez siebie nie mogą. Wynika z tego kolejna cecha, a mianowicie, że przyjaciel znosi wiele rzeczy. Czekanie ponad godzinę na mrozie na tego drugiego. Spacerowanie, pokonując kilkanaście metrów przez pół godziny, tylko dlatego, że ten drugi ma kontuzję. Słuchanie przedrzeźniania gdy plącze ci się język, albo wypominanie, że wtedy i wtedy się przewróciłeś, a historia ta urasta już do rangi legendy. Wreszcie, każda przyjaźń posiada swój tajemniczy kod, który jest zrozumiały tylko dla zainteresowanych. Stąd na przykład tylko nieliczni wiedzą, że mam MĘŻA i o dziwo również KOCHANKA ;)

Ale nieważne jak to jest i kto jest kim ;) Przejdźmy do typów przyjaźni, w trochę karykaturalny sposób.

Przyjaźń między kobietami? To plotkowanie o innych kobietach, oczywiście uwzględniając, że tamte są brzydsze i głupsze. Pogaduchy przy winie, drinkach, ewentualnie na czysto. Oczywiście w pakiecie z jedzeniem: bo przy facecie dba się o linię, a przy przyjaciółce można jeść ile się chce i dalej wmawiać sobie i jej, że jest się na diecie ;) To wspólne wyjścia na imprezy, do kina, na koncerty. Śmianie się na całą ulicę (aż strach obok takich papużek przechodzić). Spacerowanie: najpierw z Colą, potem z piwem (uwaga na policję i straż miejską! :P), z psem/kotem/udomowioną świnką, z wózkiem dziecięcym, z laską (i wcale nie chodzi tu o dziewczynę). Adekwatnie do pór życia. Ot takie przekupy na targu do końca swoich dni, które mają masę dobrych wspomnień i kilkanaście kłótni za sobą.

Przyjaźń między mężczyznami? To opowiastki o pięknych kobietach, o innych (oczywiście mniej męskich) facetach. Sprośne kawały (u kobiet też one występują, żeby nie było!), samochody, nowinki technologiczne. Rozmowy przy piwie, czy też bardziej elegancko: przy whiskey. Wyjścia do pubu, na mecz, do dyskoteki. Ot tacy przyjaciele, którzy skoczyliby za sobą w ogień, gdyby trzeba było. Niejeden odbił już drugiemu dziewczynę, ale to wcale nie zraża. Wręcz przeciwnie! A ile po drodze było bójek! Tajemnic! Masa! Nie dziwota, że najpierw masa potem rzeźba i pięknie komponuje się to z ewolucją w przyjaźni ;)

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną? Oooo, to dopiero mityczny twór. Taka przyjaźń oczywiście istnieje i nie trwa ona na zasadzie friends with benefits. Gdyby nie przyjaźń damsko-męska, moi drodzy, nie byłoby udanych małżeństw. Przyjaźń między małżonkami to coś niesamowitego. Masz pod jednym dachem i kochanka i najlepszego przyjaciela. I to w jednej osobie! A nie, że jeden w szafie, a drugi w przedpokoju.

Po ciężkim dniu, wracasz do domu, a tam żona czeka z obiadem kupionym na wynos (no co, nie zawsze trzeba gotować!). Siedzicie na kanapie, wcinacie chińszczyznę i gadacie cóż to za podły dzień was spotkał. Czyż nie piękne? Druga osoba powie: e tam, ja miałam gorzej. Pośmiejecie się z głupot. I zasypiacie, robiąc kilkaset rzeczy po drodze. To tak w dużym uproszczeniu^^

Choć nie każda przyjaźń damsko-męska kończy się małżeństwem – co to, to nie. To jednak, powiem Wam, że przyjaciel-facet jest świetną odskocznią. Tu już nie ma plotkowania, ale za to jest pełno ironii, głupich tekstów i ogrom śmiechu. A do tego męskie wsparcie, które kobiety tak uwielbiają. Zawsze można go nasłać na kogoś, kto wam podpadł :P I zaznaczam! Seksu w tych relacjach nie ma. A mimo to są możliwe. Naprawdę.

Przyjaźń między rodzicami a dziećmi? Kolejny mit? W takiej sytuacji wszystko raczej zależy od rodzica i dziecka. Pomijając osławione córeczki tatusia i synusiów mamusi. Można przyjaźnić się z rodzicami. Dowód jest za Waszymi monitorami. To była trudna przyjaźń… znaczy to JEST trudna przyjaźń, ale im jestem starsza, tym ta przyjaźń się bardziej klaruje. W moim domu taki stan rzeczy panuje od kilkudziesięciu lat. Od najmłodszej Scarlettki pozwalano mi na wszystko. I potem kończyło się na wiecznych upadkach na chodniku, po których mam pamiątki w postaci blizn na kolanach. Raz, na przykład, rozlałam na podłodze płyn do mycia naczyń, posypałam to mąką i bodajże bułką tartą i urządziłam sobie lodowisko. Albo wyszłam z łóżeczka, siadłam na podłodze i siedziałam, zacieszając jak głupek. Nie miałam żadnych zakazów. W sumie jeden tak. Obowiązuje do dziś. Przepraszam, dwa. Pierwszy: zero narkotyków. Drugi: zero papierosów. I nakaz: rób wszystko tak, żebyś kiedyś tego nie żałowała. I nakaz nr 2: korzystaj z życia. Przebiegało to u nas tak, że spróbowałam alkoholu bodajże w wieku 15 lat (i tak późno^^). Wcześniej proponowano mi od kilku lat chociaż łyk szampana, ale twardo stałam przy swoim, że alkoholu NIGDY nie tknę. Tak samo jak miałam NIGDY nie tknąć kawy, a teraz jestem do niej uzależniona. Były też wagary i różne takie, z resztą wiecie jak jest. Jakby nie patrzeć, wynika, że przepisy moich rodziców bardziej na mnie wpłynęły niż moje własne zasady ;) Nie wiem na czym polega ta przyjaźń, ale wiem, że mogę mojej mamie powiedzieć wszystko, a ona tylko dziwnie na mnie spojrzy i tego nie skomentuje. Chyba, że o ten komentarz ją poproszę. Taka przyjaźń to w zasadzie nie jest mówienie sobie wszystkiego. Bo nie wyobrażam sobie, że nagle ona opowiada mi jak tam wygląda jej życie seksualne, że dzisiaj mogła to zrobić na pralce, a jutro planuje kochać się na łące^^. Każda z nas ma swoją „szafkę” prywatności, która jest zarezerwowana tylko dla niej i tak jest dobrze. Nie grzebiemy sobie wzajemnie w rzeczach, w pamiętnikach, w laptopach, bo po co?! Niektórzy uważają, że przyjaźń między rodzicami, a pociechami należy zacząć, gdy dzieci to już młodzi dorośli, bo wcześniej przecież trzeba wyznaczać jakieś granice. Z doświadczenia wiem, że to nieprawda. I dobrze mieć taką przyjaciółkę, jaką mam. Choć może w innych rodzinach taki układ by nie zafunkcjonował, nie wiem. Dlatego, jak zaznaczyłam na początku, zależy to od rodziców i dzieci.

A co jeśli jakakolwiek przyjaźń się kończy? Czasem zastanawiam się, czy to w takim razie w ogóle była przyjaźń… Na to pytanie nie jestem w stanie Wam odpowiedzieć. Może Wy wiecie jak to się ma w życiu…?

Na koniec życzę Wam fantastycznych, oddanych i szalonych przyjaciół. Twórzcie razem piękne wspomnienia!

A wystrzegajcie się tych fałszywych, którzy są z Wami by mieć jakiś profit. Bo przy Was są lepsi, bogatsi, piękniejsi. Płaczą nad Waszymi porażkami i płaczą nad Waszymi sukcesami. Są nieszczerzy i zakłamani. Tacy przyjaciele są potrzebni jak… prezerwatywa zwolennikom naturalnych metod planowania rodziny. No przepraszam, czasem mam porównania, jakby nie patrzeć, z dupy :P

Miłego poniedziałku!

Wasza Scarlett.