Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

przeznaczenie

Zaskakuję nawet samą siebie…

Remont: kontynuacja. I wolę nie myśleć, ile ta farsa jeszcze potrwa.

Wczoraj wszyscy zaklinaliśmy, by sąsiadom nadal śmierdziało, łapałam się za głowę słysząc przez dziury głosy z dołu i z góry. Jak w Big Brotherze… Przy odrobinie szczęścia, w którejś dziurze można zobaczyć znajomą twarz. I o ile wczoraj się śmiałam, że gdyby za kilka lat miał tu miejsce pożar, to aktualny remont byłby daremny, tak dzisiejszej nocy uratowałam tyłek sobie i wszystkim mieszkańcom.

Ta noc była dla mnie wyjątkowo ciężka. Wszędzie pył i te zionące dziury, a do tego prywatne życie sąsiadów wystawione na moje biedne uszy… Żeby uniknąć większego zakurzenia, do spania przygotowałam tylko połowę łóżka, bo po co brudzić całe. Z resztą i tak chciałam spać u mamy, ale końcem końców pomyślałam, że jednak wolę się nie zamieniać. I wyobraźcie sobie, ile małych decyzji, przypadków, zbiegów wydarzeń, losu i przeznaczenia ma nad nami kontrolę…

Jest noc. Przewracam się z boku na bok, niewygodnie mi, ciasno, kostka boli, kolano nie mniej… Ale i tak zasypiam z uśmiechem na ustach, bo przecież wcześniejsze komentarze Małej Mi mnie totalnie rozbroiły. Po wielu bojach z kołdrą i poduszkami wreszcie zasnęłam na dobre. 

Środek nocy. Nagle słyszę masę lejącej się wody. Już nie wiedziałam czy jestem w łóżku czy nad wodospadem. Może to Niagara? Zaczęła się dedukcja. Wprawdzie rozmawiałam wczoraj o wizie, ale nie przypominam sobie bym leciała samolotem :D Hm… Ale w Polsce zapowiadali wiatr i deszcz, więc myślę: oho, nieźle daje. Jednak jestem wyczulona na wodę kapiącą, lejącą się, wszelaką i ta sytuacja zaczęła mnie po kilku sekundach irytować. Nagle myślę: nie no, deszcz nie waliłby tak o podłogę. I jak nie wstałam, jak nie ruszyłam obudzić mamy, jak ona nie zadzwoniła do sąsiadów, że to od nich się leje! I niech ktoś mi powie, że moje nogi nie są na wagę złota ;)

Gdyby nie ja, piętro by zamokło, znając życie nasze podłogi też i sufit sąsiadów. Już pieprznął przy okazji prąd na korytarzu, a strach pomyśleć, co działoby się dalej. Grunt, że wody było tylko po kostki. A przecież tam są wszelkie liczniki… I się śmieję, że jestem bohaterką, choć tak źle życzyłam temu domowi ;) A tak naprawdę dziękuję Temu Tam na Górze, że miałam na tyle lekki sen, by w porę się obudzić. Przynajmniej nie mamy jeszcze większego bajzlu. A przy okazji zrobiłam coś dobrego dla lokalnej społeczności. Jestem z siebie dumna. 

Dobra, moje życie, moim życiem… A jaki z tego morał dla wszystkich? Widzę kilka.

Nie wymieniaj rur zimą :P

Warto otaczać się dobrymi duszami, czyt. mua.

A trochę bardziej na poważnie…

Nie znasz dnia, ani godziny. I nie tylko jeśli chodzi o śmierć, ale o wszystko, co nas w życiu spotyka.

Czasem na coś lub na kogoś narzekasz, życzysz jak najgorzej, a potem okazuje się, stanowi to dla Ciebie największą wartość.

Praktycznie całe życie polega na wyczuciu idealnego momentu. Nie mówię jednak o obudzeniu się przed budzikiem. 

Nie ma to jak remontowe przemyślenia. Pozdrawia wasza samozwańcza bohaterka, Scarlett.

Taksówkarz? Barman? Fryzjer?

Podobno ci powyżsi, to najlepsi terapeuci ;) Oprócz samych terapeutów, oczywiście. I najbliższych nam osób, które jednak zawsze będę stawiała na pierwszym miejscu. Ileż to razy właśnie najbliższa rodzina czy przyjaciele wyprowadzali mnie z dołków i wprawiali w dobry humor… Nie sposób zliczyć.

Jednak czasem każdy z nas jest w nastroju nieprzysiadalnym. Cóż to za nastrój? Łatwo się domyślić. Kto się nie domyślił, niech się nie załamuje, tylko poszuka tego świetnego tekstu w Wujku Google. Poszukajcie, pogrzebcie mu w Internetowych flakach, poczytajcie.

Chyba każdy tak czasem ma. Że jest gorzej, niż gorzej. Ja też. Nawet gdy jestem w takim nastroju, to robię dobrą minę do złej gry, bo po co jeszcze bardziej się pogrążać i dołować wszystkich wokół… Chociaż… czasem smutek czy złość jest u mnie tak wyryty na twarzy, że lepiej nie podchodź ;)

Wczoraj był taki dzień, kiedy jeszcze miałam siłę robić dobrą minę. I mogłam dzięki temu pośmiać się z taksówkarzem, który stanął na mojej drodze. Zaczynam wierzyć, że spotkanie tego jegomościa było dla mnie przeznaczeniem. Rozbroił mnie samym stwierdzeniem, że nie uwierzył w mój wiek, bo według niego wyglądałam tak młodzieżowo. Gdy temat zszedł na mój stan cywilny, jakoś po drodze doszły śmichy chichy o tym, że potrafię ugotować tylko zupę w proszku (co oczywiście nie jest prawdą). Mądry pan powiedział, że mam czas na poważne związki, że nie ma sensu bym brała na męża kogoś pierwszego z brzegu. Jakież to pocieszające. Życzył mi też bym znalazła sobie Masterchefa i miała obiady z głowy ;) Co więcej, myślał, że mieszkam w przychodni :D Mój dom był nazywany willa, ale żeby przychodnią?! Na końcu dodał: ale miło nam się rozmawiało, dziecinko, i od razu jest tak jakoś radośniej.

Zdałam sobie sprawę, że czasem warto nie być mrukiem. Nawet wtedy kiedy życie dotkliwie kopie nas po tyłku. Choć wiem, że nie jest to łatwe. Oj nie jest.

Pozdrawiam, Wasza Scarlett.

PS. Podzieliłam się z Wami tymi wspomnieniami, bo wielu z nas potrafi rozpromienić czyjś dzień. Warto z tej umiejętności korzystać. U mnie i u tego pana zadziałało to w dwie strony, tak, hm, terapeutycznie. Piękne. W malignie niesympatycznych rzeczy, które się zdarzyły, jedno spotkanie i od razu zrobiło się cieplej na sercu.

A na koniec? Na koniec, słowa mojego ukochanego Edwarda Stachury: Przyłapałem się w tej samej chwili na tym, że nie zawsze, nie zawsze oczywiście, ale czasami, jeśli akurat śmieję się, to dlatego, żeby po prostu nie zapłakać.