Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

powrót

Złoto, które wpada do kałuży, nie traci na wartości.

Jesteśmy tak wiele warci, a nagminnie o tym zapominamy. Gdzieś umykają nam nasze sukcesy, zalety, walory… Dzieje się tak, szczególnie wtedy, gdy zdarzy się nam jakaś mniejsza lub większa porażka, bliska osoba się od nas odwróci, gdy zaczynamy porównywać się do kogoś innego. A przecież, co by się nie działo, to wcale nie obliguje nas ku temu byśmy myśleli o sobie jako o tworze gorszego sortu. 

Pomyśl, tak łatwo przychodzi Ci prawienie komuś komplementów. Tak łatwo dostrzegasz piękno w drugiej osobie. Prosto jest zazdrościć komuś perfekcyjnej (Twoim zdaniem) figury, oczu, włosów. A tak trudno Ci pokochać samego siebie, a przede wszystkim: siebie zaakceptować. Ciągle jest coś nie tak… Krótkie nogi, duży nos, małe piersi, piwny brzuszek. Własne niedoskonałości potrafisz wymienić jednym tchem. A może warto byś zapytał samego siebie: która cześć Twojego ciała jest Twoją ulubioną? czego w swoim wyglądzie sam mógłbyś sobie zazdrościć? co jest Twoim atutem?

Wiem, życie nie ułatwia nam tego, byśmy czuli się atrakcyjni. Ideały piękna tworzone są przez perfekcyjne photoshopowe proporcje. Kobiety dzięki hormonom, zależnie od fazy cyklu, czują się jak wielkie słonie. Mężczyźni czasem chwytają się na myślach, że przecież ich mało atrakcyjni kumple już są żonaci, a oni nie mają nawet styczności z kobietami. A panie wciąż nie potrafią zrozumieć dlaczego zwracają na nie uwagę tylko mężczyźni nie w ich typie. I w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać: czy coś jest ze mną nie tak? dlaczego to właśnie ja mam te idiotyczne kurze łapki? Bóg nie mógł mi dać większego tyłka?

A może po prostu należy uczynić atutem, to co już posiadasz?

I przede wszystkim…

Nie słuchaj negatywnych opinii na temat swojego wyglądu. Bo właśnie one prowadzą do rzeszy kompleksów. A może ktoś Cię obraża, bo Ci zwyczajnie zazdrości?

Mów sobie często za co kochasz samego siebie. I właśnie te części ciała eksponuj i podkreślaj. I praw komplementy innym. Może właśnie w tej sekundzie ktoś tego potrzebuje.

Pamiętaj, że Twoje niedoskonałości są Twoim atutem. To właśnie one czynią Cię kimś wyjątkowym, a nie kolejną pustą Barbie i równie pustym Kenem.

Weź sobie do serca, że na dłuższą metę i tak najważniejszy jest charakter i Twoja pasja do życia. Jeśli nie nadrobisz czegoś wyglądem, to charakterem. Odwrotnie podobno też działa.

Pod żadnym pozorem nie porównuj się z innymi.

Ciesz się, że to tylko dwie fałdki, a nie, chociażby, złośliwy nowotwór.

I raduj się życiem. Ono jest tylko jedno i nie warto go poświęcać na zamartwianie się swoimi kompleksami. Znając życie, ludzie wokół i tak ich w Tobie nie dostrzegają.

Skoro już się powymądrzałam… Teraz trochę o mnie. Dziękuję za masę komentarzy do ostatnich wpisów, za życzenia wszelkie. Odpiszę na nie niebawem. Osoby, które wchodzą często na mojego fanpage’a są na bieżąco. Jednak nie każdy ma Facebook, więc powróciłam również tutaj. Choć, przeszło mi przez myśl już nie raz, by porzucić blogowanie. Jednak nie wyobrażam sobie, żebyśmy urwali kontakt, tym bardziej, że jesteście fantastyczni.

W skrócie, u mnie wszystko dobrze. Jestem szczęśliwa, jak to ja. Choć czasem mam ochotę rzucić czymś o ścianę, jak każdy. Od poniedziałku znów wracam na rehabilitację. Jestem już po 80 zabiegach i nie wiem jak przeżyję 30 kolejnych. Ale mam cel, w końcu muszę odgonić widmo artroskopii.

Trzymajcie kciuki. I opowiadajcie co tam u Was, bo ciekawość mnie zżera. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście.

Całuję, Wasza Scarlett.

Miszmasz… w głowie mam. (radzę ten tytuł zaśpiewać na nutę: „Scarlett”…)

Dziwnie jest. Jakby Wam to wytłumaczyć… Wyobraźcie sobie, że jest miejsce, do którego przysięgliście sobie, że nie wrócicie, choć jest ono dla Was niewątpliwie ogromną szansą na przyszłość. Szansą na rozwój, karierę, spełnienie. Szansą… na wszystko. Choć są tam ludzie, którzy nieźle zaszli Wam za skórę. I z tych emocji, właśnie te ostatnie, negatywne, przeważają. Bo jeśli gdzieś się zatrzymujemy na dłużej, to chyba chcemy żyć w zdrowej i dobrej atmosferze…? Nie bawią mnie koneksje, warunki, znajomości. Chciałam iść własną drogą, choćby pod prąd. A tutaj znowu wracam do tego samego punktu, do punktu, który niegdyś był tak miły mojemu sercu. Zapewne schowam dumę do kieszeni i jeszcze będziecie czytać moje wpisy o tym, jak cudownie było wrócić na kolokwialne stare śmieci. Póki co, muszę to sobie wszystko poukładać w głowie. Choć już widzę plusy całej sytuacji. Choćby fakt, że to nie ja się narzucam, tylko oni mnie ściągają. Ma się to coś :D A powiedzieć Wam coś w sekrecie…? W głębi, gdzieś tak pomiędzy płucem a sercem, czuję, że wreszcie coś drgnęło. Wreszcie coś nabrało obrotu, choć tego nie planowałam, o to nie zabiegałam. Kiedyś o tym miejscu zawsze mówiłam, że to moje miejsce na ziemi. Takie miejsce, o którym wiem, że jestem w nim na swoim… miejscu. Może nadeszła właściwa pora, czas, układ planet i nie będzie tak źle, jak to sobie wmawiam… ;) Przecież 99% sytuacji, których się obawiamy i tak nigdy nie ma miejsca :)

Drugą część mojego serca zajmuje zdanie, które wczoraj przeczytałam. I mimo, że jestem niby ekspertem od zachowań jednostki, zachowań międzyludzkich i kto wie jakich jeszcze, to chyba w tym względzie byłam kompletną ignorantką. Te zdanie wiele mi wyjaśniło. A przedstawia ono prostą prawdę, o której chyba zapomniałam w biegu tej całej mojej Scarlettkowej rzeczywistości. Brzmi ono: NIE TĘSKNI SIĘ ZA KIMŚ, KTO NIC DLA NAS NIE ZNACZY. Wiem, no głupia jestem, że sama na to nie wpadłam :P To by się tyczyło nawet miejsc, za którymi tęsknię, a wmawiam sobie, że po co mi one były. I może kiedyś zapomnę jak ktoś wyglądał, jak wyglądały pewne pomieszczenia, ale nigdy nie zapomnę jak się przy nim czułam, jak czułam się dokładnie tam… w tamtej sekundzie mojego życia. Ale jak to mówię… W swoim życiu kieruję się zasadą, że staram się nie zamykać żadnych drzwi, bo każde z tych otwartych, mogą kiedyś być dla mnie wybawieniem. Wiedziałam, że przyjdzie taki czas, kiedy los pokaże mi, że mam świetne karty w swoich rękach. I wiem, wygram tę partię. A skoro za wieloma sprawami, ludźmi, rzeczami tęsknię, to chyba nie pozostaje nic innego, jak zwyczajnie wszystko poukładać tak, by jeszcze kiedyś się zobaczyć, być tu czy tam. Chyba na tym polega ulżenie tęsknocie ;)

Życie jest dziwne. Zaskakujące. Ale miłe. Cudowne. Najlepsze. Gdyby nie ono, nigdy bym nie mogła odczuwać tylu emocji naraz.

Dobrego piąteczku kochani! Ja lecę na pierwszą dzisiaj kawę. O dziwo, pierwszą, ale nadrobię w toku dnia ;)

Wasza Scarlett.