Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

poezja

Kto bogatemu zabroni…

Oczywiście bogatemu emocjonalnie :P Choć kto wie… może za lat kilka dorobię się ogromnej fortuny (nie wiem na czym), albo znajdę bogatego męża (nie wiem gdzie), względnie dostanę pokaźny spadek (choć nie wiem od kogo) i nie będą to długi, o nie (!). Wszystko jest możliwe.

Także… Kto bogatemu zabroni czasem być aż nadto refleksyjnym? Co do wczorajszego wpisu, ja tak naprawdę nie piszę wierszy od bardzo, bardzo dawna. I widzę jak (chociażby ten mój wczorajszy) różni się od tych sprzed sześciu lat. Tamte były… takie… optymistyczne :D Choć było we mnie dużo melancholii. Teraz są one bardziej rzewne, choć ja sama tryskam szczęściem na wszystkie strony świata. Ogólnie nie lubię swojej poezji, tak samo jak swoich wpisów, ale cały czas zwycięża we mnie moje motto: nie znam się, więc się wypowiem i góruje nad drugim: albo robię coś na sto procent, albo wcale. Z resztą poezja w moim wykonaniu to za duże słowo. Ale myśli zebrane w parapoezję czemu nie :D W końcu parapsychologia też istnieje ;)

Dzisiaj w ogóle uderzyłam w jakieś depresyjne stany, a to po słowach, które usłyszałam. Traktowały one o tym, że milczenie niweluje odczucie strachu i jednocześnie nie uruchamia w nas niepotrzebnej nadziei. Mniej więcej o to w tej myśli chodziło. Ale jak ja mogę milczeć, kiedy moje serce krzyczy?! I tak: mam nadzieję, bo czymże byłoby bez niej człowieczeństwo?! A może nieświadomie milczę, a serce się szamocze tylko poprzez wiersze? A może już za wiele powiedziałam i teraz to się na mnie mści? A może ja tę parapoezję biorę z trzewi, a moje wnętrzności myślą inną kategorią :D Ach, kto by się nad tym zastanawiał ;)

Polecam Wam moje dzisiejsze, poniższe dzieło (aż przytłacza mnie to wielkie słowo) ;) Nie jest ładne, idealne, optymistyczne, ale jest szczere i może kogoś do czegoś zainspiruje. A nawet jeśli nie, to przynajmniej ja się emocjonalnie wybebeszyłam :D Matko, jak tu dzisiaj jelitowo… Zepsułam atmosferę ;)

Pozdrawiam, Wasza, jakaś-taka, Scarlett :)

depresja

Tylko i aż!

Jestem oczarowana poniższymi słowami i po raz pierwszy stwierdzam, że nie ma sensu dodawać do nich zbędnego komentarza. Niech same się obronią, niech przemówią, niech ocieplą tę chłodną noc.

Co to jest miłość
Nie wiem
Ale to miłe
Że chcę go mieć
Dla siebie
Na nie wiem
Ile

Gdzie mieszka miłość
Nie wiem
Może w uśmiechu
Czasem ją słychać
W śpiewie
A czasem
W echu

Co to jest miłość
Powiedz
Albo nic nie mów
Ja chcę cię mieć
Przy sobie
I nie wiem
Czemu

[słowa Jonasza Kofty]

Pozdrawiam Was gorąco. Tak gorąco, jak tylko termofor potrafi ogrzać od zewnątrz i ciepła herbata od środka ;)

Wasza Scarlett ;*

Labilnie…

Labilność emocjonalna to chyba moja charakterystyczna cecha. Ale nie oszukujmy się, takie jest życie. Nigdy nie wiemy, co w danym momencie nas poruszy, ucieszy lub wyprowadzi z równowagi. Także… Wczoraj wesoło i długo o piersiach. Dziś smutno i krótko o śmierci. Nie znam osoby, która, ot tak sobie, byłaby pogodzona z odejściem każdego w jej otoczeniu. Zawsze czyjaś śmierć, szczególnie bliskich, wzrusza nas i sprawia, że wokół jest jakoś pusto… A pustkę tę można zminimalizować, chociażby poprzez rozmawianie z tym, który odszedł. Ja często radzę się i zwierzam tym, których już nie ma… Nawet zdarza się, że razem się śmiejemy. I może brzmi to co najmniej dziwnie, szczególnie dla tych, którzy tego nie doświadczyli… To trochę tak, jak z faktem, że niektórzy lubią mówić sami do siebie. Są tacy, którzy uważają takie osoby za psychiczne. Inni wiedzą zaś, że mówienie do siebie powoduje usystematyzowanie wszystkich informacji, które posiadamy na dany temat. A są zdania, że czasem po prostu trzeba porozmawiać z kimś na poziomie ;) Więc albo się to rozumie, albo nie.

Pretekstem do napisania tego postu jest wiersz, który znalazłam. W sumie, natknęłam się na niego przypadkiem. Mam wrażenie, że czasem los podsuwa nam pod nos, to czego akurat najbardziej potrzebujemy. Ja potrzebowałam takich słów.

Death is nothing at all. 
I have only slipped away to the next room. 
I am I and you are you. 
Whatever we were to each other, 
That, we still are. 

Call me by my old familiar name. 
Speak to me in the easy way 
which you always used. 
Put no difference into your tone. 
Wear no forced air of solemnity or sorrow. 

Laugh as we always laughed 
at the little jokes we enjoyed together. 
Play, smile, think of me. Pray for me. 
Let my name be ever the household word 
that it always was. 
Let it be spoken without effect. 
Without the trace of a shadow on it. 

Life means all that it ever meant. 
It is the same that it ever was. 
There is absolute unbroken continuity. 
Why should I be out of mind 
because I am out of sight? 

I am but waiting for you. 
For an interval. 
Somewhere. Very near. 
Just around the corner. 

All is well. 

Nie ma to jak angielski. Brzmi tak jakoś miękko. Ale w tłumaczeniu też niczego sobie. Tak prosty, a taki prawdziwy…

Śmierć jest niczym.
To tak, jakbym się wymknął do sąsiedniego pokoju.
Jestem wciąż sobą i Ty jesteś sobą.
Czymkolwiek dla siebie byliśmy, tym jesteśmy nadal.
Nazywaj mnie moim dawnym imieniem, mów do mnie tak, jak zawsze mówiłeś.
Nie zmieniaj tonu, nie przybieraj na siłę poważnej i smutnej miny.
Śmiej się; tak jak zawsze śmialiśmy się z żartów, które bawiły nas oboje.
Baw się, uśmiechaj, myśl o mnie.
Módl się za mnie.
 
Niech moje imię zawsze będzie wymawiane zwyczajnie, bez śladu cienia.
Niech wypowiadane będzie bez nacisku, bez cienia żałoby.
Życie znaczy to samo, co zawsze znaczyło.
Dlaczego miałbym zniknąć z twojego serca, skoro zniknąłem tylko z oczu?
Czekam na ciebie, tylko przez krótką chwilę, aż przyjdzie twój czas.
Jestem gdzieś blisko, pamiętaj.
W sąsiednim pokoju, lub tuż za rogiem.
Wszystko jest w porządku.
A autor? Henry Scott Holland. Jeśli macie to szczęście, że nigdy nie dotknęła Was śmierć kogoś bliskiego czy dalszego, to myślę jednak, że warto czasem poczytać wiersze, oddać się chwili refleksji… Może macie jakichś ulubionych poetów? Ja uwielbiam chociażby Szymborską i Stachurę, tak na co dzień.
Pozdrawiam chłodno, bo zapowiada się kolejny upalny dzień i nie chcę Was niepotrzebnie przegrzewać!
Wasza Scarlett :)