Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

ona

Koniec Świata…

Podobno piątego marca Ziemię ma minąć asteroida, która z zaskoczenia pojawiła się w obiektywach astronomów. Nic o niej nie wiedzą i możliwe jest, że ten kamyczek rąbnie o naszą planetę. W radiu śmiali się, że asteroida minie nas dokładnie ósmego marca i będzie nosić imię kobiety, która nie dostanie tego dnia kwiatka. Od razu ochrzcijcie ją Scarlett!

Ale gdyby tak rąbnęła… Przypomniał mi się szumny koniec świata w 2012. Siedziałam wtedy na wykładzie z moją przyjaciółką, w pierwszym rzędzie. Byłyśmy tak spięte, a jednocześnie rozchichotane. Jak to my. I wtedy ksiądz zapytał nas: to już?! :D Nawet on się zafiksował…

Jak widzicie przeżyliśmy Koniec Świata. I jeszcze niejeden przeżyjemy.

Z resztą. Według mojej teorii wszystko zacznie się od początku. I to nie przez Ewę, tylko przez Scarlett ;) Opowiem Wam pokrótce dlaczego tak uważam :P

Przypuśćmy, że po Sądzie Ostatecznym zostałabym skierowana do Piekła. Specjalnie zapierać się nie będę, bo mam nadzieję spotkać tam wszystkich moich znajomych. W ogóle, zastanawiając się nad Piekłem… Znając życie będzie tam grało disco polo, a w menu będą tylko i wyłącznie potrawy z królika. Bo oczywiście ani za jednym ani za drugim nie przepadam. Znaczy króliki kocham, ale nie na tyle by je pochłaniać. Oczywiście z moją przyjaciółką będziemy w rytm disco polo się bujać, bo my tak już mamy. Na przykład gdy byłyśmy na koncercie Kultu, to czułyśmy się jak w nie swojej bajce. Wszyscy skakali, pogo pod sceną, a potem jak zaczęłyśmy ryczeć MARIA MA SYNA, to aż miło :D Więc dopasujemy się wszędzie.

Ja zapewne będę chciała się przypodobać diabłu i będę mu śpiewać PRZEZ TWE OCZY, TWE OCZY CZERWONE OSZALAŁAM! A on będzie skrzekliwie mi odpowiadał: SCARLETT TU JEST I TAŃCZY DLA MNIE. Na to ja: JESTEM SZALONA, MÓWIĘ CI. A w głowie już mi będzie świtać myśl, że więcej w tym domu wariatów nie wytrzymam i muszę dostać się do Nieba. Bo tak już mam, że zawsze narzekam.

I pewnego dnia, anioł z Nieba, słysząc jak się dobrze bawimy przyleci do nas i jako ten łowca sław zrobi casting do chóru anielskiego. Przymkną oko na moje grzeszki i na brak słuchu muzycznego i tak oto trafię do Nieba. A w Niebie… BĘDZIE, BĘDZIE ZABAWA…

Niebo to będzie taka jedna wielka kawiarnia. Po środku będzie stał bar z szampanem i truskawkami w czekoladzie, ale oczywiście wszystko będzie można wcinać oprócz tego. I będzie mi mijał dzień za dniem. Eklerka na śniadanie, pączek na drugie, lody na obiad, tort na kolację, wszystko zapijane kawą… I tak w kółko. Ach i między posiłkami: próby chóru. Oczywiście zakocham się w wykładowcy śpiewu. Kilka lat zajmie mi zbajerowanie go, ale czego się nie robi dla miłości… I tak, kroczek po kroczku zaciągnę go do baru na truskawki i szampana. Pal licho przepisy prawne Nieba. Stasiu się zgodzi. Spróbowałby odmówić. Z resztą któż się oprze pięknej, byłej diablicy Scarlett. Znaczy rogi nadal miałabym… Do podtrzymywania aureoli ;) W barze barman będzie kusił, oj kusił. Będzie mówił, że dzięki jego specjałom poznamy największe tajemnice, posiądziemy władzę. Ja na to jak na lato, Stasiu też się specjalnie nie będzie opierał. Więc będę go karmić tymi truskawkami, poić szampanem… I nagle spojrzę na jego szyję… Truskawka Stanisława :D Patrzę niżej. EJ STANISŁAW, JAKIEGO TY MASZ MAŁEGO. On: JA NA TWOIM MIEJSCU Z TAKIM BRAKIEM CYCKÓW W OGÓLE BYM SIĘ NIE POKAZYWAŁ PUBLICZNIE. Poszliśmy się ubrać. Stanisław oczywiście melepeta i pomylił liście. Wziął pokrzywy :D I nagle jak nie rypnie, jak nie walnie i stanie koło nas miły dziadzio. Oczywiście z naszej dwójki, to tylko ja mam głowę na karku i przypomnę sobie jak to leciało i mówię: tak wiem, będę w bólu rodziła dzieci i bla bla. ZAMILCZ. Wywalasz nas. A Stasiek będzie musiał walczyć o pokarm dla nas. Ale i tak w związku to on będzie głową, a ja tylko jego szyją… CISZA. TY BARMAN, OD TERAM BĘDZIESZ PEŁZAŁ NA BRZUCHU I JADŁ OKRUSZKI, A WY… WYPAD Z BARU. I SCARLETT, WEŹ TYLE NIE GADAJ.

No i wyjdziemy ze Stasiem. Oczywiście szybko wybaczymy sobie głupotę. Narodzimy dzieci. W tym córki dwie o imionach Bela i Inka. Pomieszajcie literki to zrozumiecie dlaczego ;) Będą się szarpać, jak to dziewczyny. Każda będzie chciała to, co ma ta druga. Skończy się jak się skończy. Potem będzie facet na którego będą wołali E-No i zbuduje canoe. Potem taki Input zrobi embargo na truskawki i szampana… I tak powstanie ruski szampan. Oczywiście inne imiona też zostaną w kolejnym świecie pozmieniane. Taki Józef… Potem mają śpiewać: JÓZEK NIE DARUJĘ CI TEJ NOCY?! Maryja. No każdy ma ryja i nikt jakoś specjalnie się z tym nie obnosi. Jezus… Takie niepopularne, nienośne imię. Może gdyby to był jakiś James, to więcej osób by potrafiło jakoś go przyjąć, zaakceptować. Oczywiście nasi bracia bliźniacy znów będą w kolejnym wcieleniu, ale mam nadzieję, że ktoś ich skutecznie wyśle wreszcie na ten księżyc ;) I to zanim rąbnie samolot!

Pamiętajcie, że za to w Wigilię będziemy obchodzić imieniny Scarlett i Stanisława. SS… Przypadek?! ;)

Całuję Was mocno, bo po co lekko? ;) Wasza Scarlett.

Miłość? Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.

Pozwoliłam sobie na cytat z piosenki. Z resztą, słów nauczyła mnie moja przyjaciółka. A gdy już zapamiętałam co i jak, chodziłyśmy po całym mieście i śpiewałyśmy ją wniebogłosy. Piękne wspomnienia :)

Jednak dziś nie o wspomnieniach. Jutro Walentynki. Odkryłam Amerykę ;) Wiecie, nawet mnie porwał ten szał ;) Jednak wiadomo, że przez jednych jest to święto kochane, przez innych nienawidzone. Gdy byłam małą dziewczynką, 14.02. zawsze kojarzył mi się z wierszykiem „na górze różne, na dole fiołki, a my się kochamy jak dwa aniołki”. Który potem ewoluował w „na górze róże, na dole bez, a my się kochamy jak kot i pies” ;)

Już uszami wyobraźni słyszę lecące jutro wszędzie piosenki o miłości. Z resztą, prawie każda o niej traktuje. A ja znów będę marzyła o tym, by moje życie miało soundtrack :D Ach. Dzisiaj w tle mojego życia powinni zagrać „Zagadkę” Grzesia Hyżego. Tak bardzo <3

Niektórzy jutro będą wymiotować tymi wszystkimi dekoracjami, wszędobylskimi serduszkami, będą narzekać, że jest to święto z zachodu i że w ogóle jest beznadziejne. Że przecież kocha się cały rok, a nie tylko od święta. Niektórzy będą walić drinki, inni w tynki, jeszcze inni z dynki. Niektórzy będą marzyć, by kolejny Dzień Zakochanych spędzić właśnie z tym wyczekanym. Ktoś będzie liczył ileż to zdobył walentynek i czy pobił rekord sprzed roku. Ktoś inny będzie czekał tylko na tę jedną jedyną oznakę sympatii. Wielu zakochanych spędzi ten dzień wspólnie, przy dobrym obiedzie, kolacji, przy świetnej muzyce, na spacerze, w kinie, przytuleni. Ktoś będzie tęsknił za tym, który jest daleko, ktoś będzie wzdychał do swojego ekranowego amanta. Ktoś zapewne będzie leczył przeziębienie czy inną chorobę. Ktoś pani ktosiowej zrobi wyrzuty: przecież mówiłaś, że nie obchodzisz walentynek!!! Ktoś inny będzie zapewniał: nie, nie przytyłaś kochanie, to mózg ci urósł. Ktoś może się pokłóci, ktoś inny pogodzi. Ktoś wreszcie zbierze się na odwagę i powie ukochanej, co do niej czuje. Ktoś będzie wspominał inne Walentynki, kiedy to był taki zakochany, tak szczęśliwy… Inny spędzi ten dzień z winem, przed telewizorem. Inni będą pocieszać, że to nie tylko w Walentynki jest się niekochanym, ale też przez cały rok.

Jakkolwiek spędzicie jutrzejszy dzień i jakikolwiek macie stosunek do Walentynek, chcę Wam życzyć tego, czego praktycznie każdy na świecie pragnie, a mianowicie: szczerej, wiernej, pięknej miłości. Nie życzę Wam braku problemów, bo w każdym uczuciu takowe są, ale istotą jest aby nauczyć się je pokonywać razem, ramię w ramię.

Zakochani, pielęgnujcie swoje uczucie i w tej kwestii nigdy nie spoczywajcie na laurach. Szanujcie swoją drugą połówkę, wspierajcie ją i kochajcie tak mocno, jak to tylko możliwe. I bądźcie dla siebie wyrozumiali, mimo wszystko!

Zakochani nieszczęśliwie… Czy też zakochani bez wzajemności. Wiecie, według mnie to troszkę niefortunne określenia. Każda miłość jest w jakimś stopniu szczęśliwa, nawet jeśli wzdychacie do kogoś, z kim być może nigdy nie będziecie. Każda miłostka przybliża nas do tego najpiękniejszego uczucia jakim jest prawdziwa, wzajemna miłość. A któż wie czy kochacie bez wzajemności? A nuż druga strona czuje to samo, tylko boi się, że zostanie odrzucona. Może to jest taki dobry dzień by powiedzieć komuś, że się o nim pamięta, tęskni za nim, myśli o nim…? Skoro cały rok jakoś nie było odwagi, to może wreszcie nadszedł ten upragniony moment?

I wreszcie, single, osóbki, które na razie nikogo nie szukają. Drodzy, miłość przyjdzie szybciej czy później, w niespodziewanym momencie. Teraz cieszcie się bliskością przyjaciół, momentami jakże szeroko pojętej wolności, bo przecież już za kilka miesięcy, dni wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Cieszcie się przede wszystkim miłością tych, którzy są Wam bliscy, których lubicie, podziwiacie. A jeśli ktoś Was kiedyś zranił, to tylko po to, byście odrodzili się silniejszymi, byście zrozumieli, że czeka na Was coś więcej niż łzy i niepokoje. Bądźcie otwarci na niespodzianki losu!

Drodzy wszyscy, żyjcie z całych sił, bo któż za Was przeżyje Wasze życie? :)

PS. Śmiałam się ostatnio chodząc po supermarkecie, że jakiś pan pewnej pani kupi zapewne na jutro środek na odchudzanie, a ona jemu na potencję ;) Jakaż ja jestem romantyczna! :P

Przytulam, Wasza Scarlett.

Deszcz nastraja…

sad-505857_1280

Pada deszcz. I jest szaro za oknem. Chociaż wczoraj było jeszcze biało. Zupełnie jakby anioły bawiły się cukrem pudrem ;) Szkoda, że dzisiaj przestały…

DSC_0381~2 DSC_0356~2

Upiekłyśmy kaczuchę, a teraz wegetujemy w domu i słuchamy muzyki. I powiem Wam, że dawno nie przesłuchałam tylu fantastycznych utworów. Oczywiście zamierzam się z Wami nimi podzielić. Taka jestem dobra :P

1. Kobieta, o elektryzującym głosie. Piękna muzyka. Słowa, pełne bólu, ale też nadziei. Pełne tęsknoty i miłości. Banalny teledysk, prosty, ale jakże adekwatny. Coraz częściej zakochuję się w piosenkach od pierwszego przesłuchania. Tak też stało się tym razem.



2. Ciągle o nich słyszę, a tak naprawdę rzadko miałam okazję posłuchać ich muzyki. Myślałam, że to jakiś strasznie ciężki rock. O jakże się myliłam. Ileż to ja straciłam!!! Ale nadrabiam zaległości. Są fantastyczni! I pod względem wokalnym i przede wszystkim instrumentalnym. Jest moc!



3. Nie przepadam za coverami, ale ten jest świetny. Taki słodki, uroczy, pełen ciepła. W sam raz na zimne dni.



4. I kolejny cover. Kuba. Ana. Uwielbiam. I już nie wiem kogo bardziej. Dwa głębokie, silne głosy, a jakże pięknie śpiewają o miłości. I te słowa, które mnie nigdy nie rozczarują.



5. Najnowsza propozycja Cleo. Niekoniecznie w moim klimacie, choć na jej koncercie też miałam okazję być i pamiętam, że świetnie się bawiłyśmy z przyjaciółką. W końcu Słowianki dały głos :D I szczerze, coraz bardziej się do tej piosenki przekonuję. Tekst życiowy, teledysk boski. Te góry. Krajobrazy. Ach.



6. Kolejna, młoda artystka. Też niekoniecznie moje klimaty. Choć na jej koncercie również miałam okazję być. Gdzie ja nie byłam?! :D Ale piosenka bardzo pozytywna. By cieszyć się tym, co jest tu i teraz, nie stać w miejscu, nie rozpamiętywać, żyć. W sam raz na mojego bloga :)



7. Mela. I żurawie, które sama uwielbiam robić, by przynosiły szczęście ;) Tutaj nic nie trzeba dodawać. Przepiękne słowa, melodia i ona…



8. To zawsze się sprawdza. Mężczyzna śpiewający o miłości. Tyle.



9. Wspomnienie zeszłego roku. Wspomnienie wiosny i wakacji. Przytula swoim ciepłem i radością. I miłością!



I ostatnie trzy piosenki. Kocham je za słowa. Pełne cierpienia, nostalgii, ale cóż poradzić, są przepiękne :) Według mnie, oczywiście :)







Jeśli chcecie, możecie polecać mi muzykę. Jej nigdy za wiele :)

Pozdrawiam Was niedzielnie. Wasza Scarlett!

Historia, która (być może) nigdy nie miała miejsca.

love-177785_1280

A pamiętasz jak Ty byłaś zakochana? Słowa, które sprawiły, że miałam ochotę powiedzieć wszystko, co do kropeczki, ale nie mogłam. Jednak każdy z nas ma tajemnice i dopóki nie są one specjalnie raniące i specjalnie ważne, to lepiej je zatrzymać dla siebie. Matko, co ja mówię. To najważniejsza z moich tajemnic, ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że mówię o niej bez zaczerwienionej twarzy. Za tydzień jest rocznica. Taka mała. Choć nie wiem czy to stało się akurat wtedy. Śmiesznie, bo kolejna sytuacja przypomina mi tamten dzień. Nie pamiętam zbytnio jaka była pogoda, ale pamiętam, że w domu nie mówiłam o niczym innym. A za kilka tygodni wszystko tak perfekcyjnie się spieprzyło. Wiem, że za tydzień będzie ciężko. Zupełnie jakbym cofnęła się w czasie. Nie pokojarzyłam na początku. Ten sam dzień, nagła zmiana godziny. Tak jak wtedy. Musiałam nawet spojrzeć na stare połączenia, bo nie wierzyłam.

Mężu. Nie czytaj. Zajmuj się Leosiem :P

ONA.

Postanowiliśmy napisać kilka słów o sobie nawzajem. W rezultacie, siedzimy w fotelach naprzeciwko siebie. Dzieli nas mały stoliczek. Mam ochotę krzyknąć, że laptop na kolanach źle mu zrobi na potencję, ale od razu się zdenerwuje, więc po co mam psuć dobry nastrój. Tak, to mnie w nim irytuje najbardziej. Zbyt szybko się denerwuje. Oczywiście cały kipi, złość wychodzi uszami, a potem ucieka i tyle go widziałam. Jak ogłuszony pies. Zamiast na mnie nakrzyczeć, rzucić czymś we mnie, poprzeklinać. Nie. Duma go zżera, urażone to to i bez kawy nie podchodź. Bo czym jak czym, ale akurat dobrą kawą da się go udobruchać. Ale miałam pisać o pozytywach. A znowu się nakręcam. Może opiszę co widzę. Widzę moje słońce. Ubrane najzwyczajniej w świecie. Zwykłe dresowe spodnie, zwykła koszulka spod której wystają delikatne włoski na torsie. Wywalił te swoje nogi do przodu, bo przecież tak mu najwygodniej i uśmiecha się do komputera nie wiadomo z jakiego powodu. Lubię go takiego zamyślonego, zapracowanego, bo rzadko mu się to zdarza :D Oberwę po tym tekście. Serio. Jak nie przeżyję to przynajmniej będzie dowód. Co jeszcze w nim lubię? Jego zakochane oczy. Młodnieje przy mnie. O teraz się patrzy. Tak, zakochane oczy. Kiedy jest na mnie zły, albo sprawiam mu przykrość, to na mnie nie patrzy. Może dlatego tak kocham kiedy rozczulająco na mnie spogląda. Tak jakby przytulał mnie spojrzeniem. Lubię też to jak na mnie reaguje. Zawsze się odpręża kiedy jestem blisko. Cały mikroklimat wokół się wtedy uspokaja. Kocham go za to, że jest taki duży, taki mądry, taki stateczny, a mimo wszystko taki ciepły i do rany przyłóż. Kocham go, choć nigdy bym nie powiedziała, że to właśnie do niego szybciej zabije moje serce. O matko, tak, kocham go. Całą sobą. I w sumie, wiecie co, trudno to wszystko opisać słowami. Po prostu, chciałabym zająć miejsce tego jego laptopa. Idę.

ON.

Ona. Jest najlepszym co mi się w życiu przydarzyło. Nie wierzę, że po tylu latach bezsensownego czekania na niewiadomo co, weszła do mojego życia i wywróciła je do góry nogami. Zupełnie jakbym był naocznym świadkiem huraganu czy innego tsunami. Zawsze roześmiana, ciągle szczęśliwa, zabiłbym tego, który zmazałby jej uśmiech z twarzy. Właśnie ten uśmiech to jej wizytówka. Kiedy się nie uśmiecha czuję jakby słońce zgasło. I nigdy nie wiem co na to poradzić. Jak to facet wymyślam durne żarty, wygłupiam się. Wszyscy by się śmiali. Ale ona nie. Bo ona nie jest taka jak wszyscy. Przecież tylko ona potrafiła trafić w moje serce. Teraz się śmieje, zapewne napisze o mnie coś głupiego, ale niech pisze. Nie potrafię się na nią gniewać dłużej niż kilka sekund. Bardziej boję się, że kiedyś zrobię coś głupiego i zostanę sam. Bez niej już nic nie miałoby sensu. Idzie do mnie. Koniec tej zabawy w słowa. Kocham ją. Po prostu.

Historia jest. Żebyście tak nie zasnęli z niczym ;) A ja lecę oglądać zmagania naszych szczypiornistów.

Czy to jawa? Czy to sen?

Spałam około trzech godzin, ale chyba się wyspałam. Nie wiem, jeszcze nie porozmawiałam ze sobą na ten temat. Zobaczymy wieczorem, czy nadal będę produktywna, czy już trochę mniej. A dzisiaj na słodkie lenistwo nawet nie mam czasu… Może to i dobrze.

Dziś historia jakich wiele, ale zawsze miło łudzić się, że akurat ta twoja jest wyjątkowa. Siedziała na korytarzu. Ewidentnie na coś czekała, bo była tak spięta, że bardziej już być nie można. Nagle dało się zauważyć w niej poruszenie. Przez jedne z drzwi wyszedł ON w towarzystwie tlenionej blondynki z bobem na głowie. Szli zagadani, rozmawiający o pracy. Dobrze, że tylko o pracy. Blondyna przypominała damską wersję jego. Szczupła, aż zbytnio. Wysoka. Ubrana w genialnie dopasowaną garsonkę. Ale według niej kanciasta. O, to dobre słowo. Oboje tacy profesjonalni, tacy świetnie znający się na swojej pracy. Idealni. A na nią nawet nie spojrzał. Ani się nie odwrócił. Jakby zapomniał. Jakby zapomniał, że ma go boleć, bo przecież tak brutalnie się rozstali. Ale ona nie dała za wygraną i przyszła tam po raz drugi. Jednak jak na złość sytuacja się powtórzyła. Znowu on, blondyna, zero spojrzeń. Czuła zazdrość. Od wielu miesięcy wreszcie ją poczuła. Całą sobą. I wtedy podjęła decyzję. Chce zapomnieć. W tym celu wybrała się z przyjaciółką na wycieczkę. Jadły kanapki, piły szampana. Przeprosiła ją za dawną siebie i powiedziała na głos, że chce zacząć nowe życie. Miała w zwyczaju, że jeśli coś wypowie to nabiera to uroczystego charakteru i jest dla niej ważne. To o czym milczała było tylko jej i nie miało prawa się ziścić. Była w tym wszystkim taka przekonująca. Ale w jej oczach widać było strach. Bo ciężko jest zapomnieć o czymś, czym się żyło przez ostatni czas. Trudno jest rzucić wszystko i tak po prostu odejść. Choć kto wie…

Gdy się obudziłam byłam zaskoczona, że żadnych kanapek nie ma, choć tak przekonująco pachniały. Ale głowa mnie boli, czyli kac po szampanie ewidentny. No i ten perfekcyjny motyw podróży. Tak, to był mój sen. Mój sen o jakimś nim, jakiejś niej i tlenionej nieznajomej. Ale jak to w moich snach bywa, tylko czasem są realne. Ten od razu spisuję na straty. Ostatnio śniło mi się, że umrę za dwa dni. Dwa dni minęły dokładnie trzy dni temu. Wiem, że nie ma żadnej tlenionej. Przecież tyle razy tak skutecznie mnie zapewniał. Tylko dziwi mnie skąd się pojawiła, skoro już od dawna nie czułam zazdrości. A on: zbyt idealny jak zawsze. I ta podróż. W życiu bym nie rozpoczynała tak bezwzględnie nowego życia, bo jestem zdania, że lepiej nie zamykać kiedyś otworzonych drzwi. Jeszcze nie wiadomo kiedy będą furtką do lepszych dni.

On. Dziś mija dokładnie 8 rocznica śmierci mojej babci. Zapewne by nie pochwalała onego jego. Te jej drastyczne poglądy, w zasadzie podobne do moich… Cieszę się, że to po niej odziedziczyłam. W życiu nie pozwoliłaby mi się brać za chociażby kogoś żonatego, albo z przeszłością, albo kto wie z czym jeszcze. To w sumie bardzo mądre z jej strony. Moja mama ma to samo, tylko w złagodzonej formie. Widzi mnie u boku kogoś na poziomie, nie rudego, nie łysego, nie wykonującego ryzykownego zawodu, nie kogoś popularnego, najlepiej żeby był obcokrajowcem, żebyśmy mieli domek, na ślubie by była obecna dorożka i obowiązkowo puszczanie gołębi, żeby był wierny, zabawny, inteligentny, nie miał krzywych nóg, i wydatnego jabłka Adama i żeby nie był niższy. I mamy zrobić przed ślubem wszelkie badania na wszelkie choroby. To chyba tyle. Część z tego zapamiętam, bo warto. Też miałam niegdyś swoje warunki. Zero dywanu na klacie, zero zarostu, oczy brązowe, brunet, jeśli starszy to góra o 5 lat. Potem szybko zrewidowałam swoje poglądy. A jeśli mowa o oczach, to jednak szare. I tak niezmiennie od bodajże sześciu lat. Tak było. Teraz już nieważnie jakie oczy, jaki dywan i o ile będzie wyższy. Osiągalny jest każdy pod warunkiem, że da się go gdzieś spotkać. No i że zaiskrzy. I tak jak kiedyś mówiłam, ważne bym miała z nim o czym rozmawiać przez kolejne 50 lat. Tyle. Reszta już jest nieważna.

A on? Coraz częściej po głowie chodzi mi nasz HR. I on. Kto by pomyślał, że ten HR będzie aż taki znaczący. I on.

PS. Nie myślcie sobie, że się zakochałam. Nawet jeśli. Rzeczywistość szybko zweryfikuje moje amory. Albo sfalsyfikuje. W końcu, jakby nie patrzeć, ja naprawdę zaczynam nowe życie. Może nie tak brutalnie jak w śnie, ale na pewno dzieje się to tu i teraz.

Pozdrawiam Was i życzę miłego środka tygodnia! :)

Wasza Scarlett!