O hejtowaniu i o prawach autorskich słów kilka

Jak już pisałam na początku istnienia tego bloga, założyłam go tylko dlatego, ponieważ zostałam namówiona przez koleżankę. Dobrze mi się tutaj pisze, czasem ktoś coś skomentuje i bardzo mnie to cieszy, że moje słowa nie giną, a wręcz są w miarę poczytne. Jednak, nawet jeśli nikt by do mnie nie zaglądał, byłaby to dla mnie doskonała forma zapisków, tylko tyle, że w eterze. Wiem, że to co piszę bywa często banałem, że przecież każdy mógłby pleść takie farmazony. Jednak mi sprawia to wiele radości i wreszcie mogę się powymądrzać.

Dlatego też daremne wydawałyby się komentarze skierowane w moją stronę, a mówiące o tym, że mogłabym dać sobie spokój z pisaniem, bo jestem głupią cizią i nic ciekawego nie wnoszę w sferę blogerską. No nie wiem, wymyślam, ale tak chyba mniej więcej wyglądają hejty ;) Albo jeszcze gorzej… Tak też, zaznaczam od razu, kto nie chce, niech nie czyta. Ja Was do niczego nie zmuszam. Nie płacę żadnym sponsorom, by promowali mojego bloga, a Wy nie zostajecie torturowani przez moich etatowych katów, jeśli nie przeczytacie choć linijki tego, co napiszę. A jeśli macie zamiar hejtować bo tak, to mnie to nie satysfakcjonuje. Powiedzcie mi prosto z mostu, że moje wpisy są denne, bo… I dodajcie jeszcze jak mogłabym się poprawić, bym na przyszłość wiedziała czego ode mnie oczekujecie. Chętnie się czegoś pożytecznego nauczę. A dzięki Wam mam niebywałą okazję! Dlatego, zastrzegam sobie możliwość weryfikowania Waszych komentarzy. Nie oznacza to jednak, że będę udostępniała tylko te pochlebne. Te negatywne również, ale jeśli uznam je za słuszne i wnoszące coś ciekawego w moją pracę i naukę na przyszłość.

O prawie nie mnie się wypowiadać… Prawem autorskim bliżej zainteresowałam się już dawno temu przy pracy nad różnego rodzaju projektami. Ale wielką specjalistką nie jestem. Moje powiązania z prawem też są nikłe, oprócz tego, że kręcą mnie prawnicy, mam znajomych z tej branży i umiem napisać skargę powodową oraz ogarnąć formalności związane z rozwodami, alimentami i im podobnymi. Pomijając wszelkie kodeksy, artykuły i inne, pięknym językiem sformułowane, opasłe księgi (ot, taka lekka lektura do poduszki^^), mam prośbę! Gdybym czasem powiedziała coś mądrego i chcielibyście tego użyć, to napiszcie małą notkę, że zaczerpnęliście te genialne słowa od Scarlett. Niekoniecznie uważam, że kiedyś powiem coś aż tak wartego uwagi, ale a nuż trafi mi się jakaś myśl na miarę eureki.

Za wszystkie pozytywne komentarze i te krytykujące (ale ze smakiem) serdecznie dziękuję! :) I oby takowych więcej :)

Wasza Scarlett.

3 comments on “O hejtowaniu i o prawach autorskich słów kilka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.