Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

Z przymrużeniem oka

Koniec Świata…

Podobno piątego marca Ziemię ma minąć asteroida, która z zaskoczenia pojawiła się w obiektywach astronomów. Nic o niej nie wiedzą i możliwe jest, że ten kamyczek rąbnie o naszą planetę. W radiu śmiali się, że asteroida minie nas dokładnie ósmego marca i będzie nosić imię kobiety, która nie dostanie tego dnia kwiatka. Od razu ochrzcijcie ją Scarlett!

Ale gdyby tak rąbnęła… Przypomniał mi się szumny koniec świata w 2012. Siedziałam wtedy na wykładzie z moją przyjaciółką, w pierwszym rzędzie. Byłyśmy tak spięte, a jednocześnie rozchichotane. Jak to my. I wtedy ksiądz zapytał nas: to już?! :D Nawet on się zafiksował…

Jak widzicie przeżyliśmy Koniec Świata. I jeszcze niejeden przeżyjemy.

Z resztą. Według mojej teorii wszystko zacznie się od początku. I to nie przez Ewę, tylko przez Scarlett ;) Opowiem Wam pokrótce dlaczego tak uważam :P

Przypuśćmy, że po Sądzie Ostatecznym zostałabym skierowana do Piekła. Specjalnie zapierać się nie będę, bo mam nadzieję spotkać tam wszystkich moich znajomych. W ogóle, zastanawiając się nad Piekłem… Znając życie będzie tam grało disco polo, a w menu będą tylko i wyłącznie potrawy z królika. Bo oczywiście ani za jednym ani za drugim nie przepadam. Znaczy króliki kocham, ale nie na tyle by je pochłaniać. Oczywiście z moją przyjaciółką będziemy w rytm disco polo się bujać, bo my tak już mamy. Na przykład gdy byłyśmy na koncercie Kultu, to czułyśmy się jak w nie swojej bajce. Wszyscy skakali, pogo pod sceną, a potem jak zaczęłyśmy ryczeć MARIA MA SYNA, to aż miło :D Więc dopasujemy się wszędzie.

Ja zapewne będę chciała się przypodobać diabłu i będę mu śpiewać PRZEZ TWE OCZY, TWE OCZY CZERWONE OSZALAŁAM! A on będzie skrzekliwie mi odpowiadał: SCARLETT TU JEST I TAŃCZY DLA MNIE. Na to ja: JESTEM SZALONA, MÓWIĘ CI. A w głowie już mi będzie świtać myśl, że więcej w tym domu wariatów nie wytrzymam i muszę dostać się do Nieba. Bo tak już mam, że zawsze narzekam.

I pewnego dnia, anioł z Nieba, słysząc jak się dobrze bawimy przyleci do nas i jako ten łowca sław zrobi casting do chóru anielskiego. Przymkną oko na moje grzeszki i na brak słuchu muzycznego i tak oto trafię do Nieba. A w Niebie… BĘDZIE, BĘDZIE ZABAWA…

Niebo to będzie taka jedna wielka kawiarnia. Po środku będzie stał bar z szampanem i truskawkami w czekoladzie, ale oczywiście wszystko będzie można wcinać oprócz tego. I będzie mi mijał dzień za dniem. Eklerka na śniadanie, pączek na drugie, lody na obiad, tort na kolację, wszystko zapijane kawą… I tak w kółko. Ach i między posiłkami: próby chóru. Oczywiście zakocham się w wykładowcy śpiewu. Kilka lat zajmie mi zbajerowanie go, ale czego się nie robi dla miłości… I tak, kroczek po kroczku zaciągnę go do baru na truskawki i szampana. Pal licho przepisy prawne Nieba. Stasiu się zgodzi. Spróbowałby odmówić. Z resztą któż się oprze pięknej, byłej diablicy Scarlett. Znaczy rogi nadal miałabym… Do podtrzymywania aureoli ;) W barze barman będzie kusił, oj kusił. Będzie mówił, że dzięki jego specjałom poznamy największe tajemnice, posiądziemy władzę. Ja na to jak na lato, Stasiu też się specjalnie nie będzie opierał. Więc będę go karmić tymi truskawkami, poić szampanem… I nagle spojrzę na jego szyję… Truskawka Stanisława :D Patrzę niżej. EJ STANISŁAW, JAKIEGO TY MASZ MAŁEGO. On: JA NA TWOIM MIEJSCU Z TAKIM BRAKIEM CYCKÓW W OGÓLE BYM SIĘ NIE POKAZYWAŁ PUBLICZNIE. Poszliśmy się ubrać. Stanisław oczywiście melepeta i pomylił liście. Wziął pokrzywy :D I nagle jak nie rypnie, jak nie walnie i stanie koło nas miły dziadzio. Oczywiście z naszej dwójki, to tylko ja mam głowę na karku i przypomnę sobie jak to leciało i mówię: tak wiem, będę w bólu rodziła dzieci i bla bla. ZAMILCZ. Wywalasz nas. A Stasiek będzie musiał walczyć o pokarm dla nas. Ale i tak w związku to on będzie głową, a ja tylko jego szyją… CISZA. TY BARMAN, OD TERAM BĘDZIESZ PEŁZAŁ NA BRZUCHU I JADŁ OKRUSZKI, A WY… WYPAD Z BARU. I SCARLETT, WEŹ TYLE NIE GADAJ.

No i wyjdziemy ze Stasiem. Oczywiście szybko wybaczymy sobie głupotę. Narodzimy dzieci. W tym córki dwie o imionach Bela i Inka. Pomieszajcie literki to zrozumiecie dlaczego ;) Będą się szarpać, jak to dziewczyny. Każda będzie chciała to, co ma ta druga. Skończy się jak się skończy. Potem będzie facet na którego będą wołali E-No i zbuduje canoe. Potem taki Input zrobi embargo na truskawki i szampana… I tak powstanie ruski szampan. Oczywiście inne imiona też zostaną w kolejnym świecie pozmieniane. Taki Józef… Potem mają śpiewać: JÓZEK NIE DARUJĘ CI TEJ NOCY?! Maryja. No każdy ma ryja i nikt jakoś specjalnie się z tym nie obnosi. Jezus… Takie niepopularne, nienośne imię. Może gdyby to był jakiś James, to więcej osób by potrafiło jakoś go przyjąć, zaakceptować. Oczywiście nasi bracia bliźniacy znów będą w kolejnym wcieleniu, ale mam nadzieję, że ktoś ich skutecznie wyśle wreszcie na ten księżyc ;) I to zanim rąbnie samolot!

Pamiętajcie, że za to w Wigilię będziemy obchodzić imieniny Scarlett i Stanisława. SS… Przypadek?! ;)

Całuję Was mocno, bo po co lekko? ;) Wasza Scarlett.

Tak się bawię w wolnej chwili ;)

Nawet wdzięczny model się znalazł ;)

DSC_0415~2

I zapowiedź pięknej pogody (która gdzieś uciekła)…

DSC_0410~2

Pozdrawiam Was ciepło! I uważajcie na wirusy krążące w powietrzu! :) W prezencie ode mnie, masa czosnku dla Was. W końcu jest zdrowy. I przegania wampiry. Może te energetyczne również ;)

DSC_0188~2

Czasem dobrze się pośmiać z optymistów ;)

Zdziwieni? Że ja również się śmieję optymistów? A otóż i to. Bo przecież najlepiej śmiać się z samego siebie ;) A że Łukasz, Pamiętnikarz (swoją drogą polecam Wam jego bloga po raz kolejny: 
http://naplaneciezwanejziemia.blog.pl/
), pożyczył mi swój optymizm i mam go powiększyć tysiąc razy (!!!), to robię w tym kierunku pierwszy krok ;)

Polecam Wam kilka myśli, które mnie rozbawiły, albo po prostu mi się z różnych powodów spodobały. Tylko o optymizmie. A co!

Zacznę refleksyjnie.

0_0_0_1851374943

Od razu pomyślałam o moim przyjacielu. To by było w jego stylu ;)

139

Ten demotywator nieustannie mnie śmieszy :D

1268242911_by_alterkonto_600

Hahaha :D Panowie, przepraszam. Równie dobrze mogłyby to być małe piersi ;) 

1338545384_by_Jannnu22_600

I coś dla kobiet :D

1344361594_by_kicikici91_600

A poniżej… Cała ja!

1345065506_3sixk6_600

Optymiści, nie denerwujcie maszynisty ;)

1369506284_psq4jy_600

A tutaj… Nawet ja takiego wariackiego optymizmu nie posiadam :D

optymizm

Ostatnia myśl. I osławiony tekst: „będzie dobrze”

roznica_pomiedzy_optymista_i_2015-12-14_13-06-39

Mam nadzieję, że choć trochę Was rozbawiłam.

Pozdrawiam cieplutko!

Wasza, roześmiana optymistka, Scarlett!

Ergo… i sum i cogito.

Tak. Jestem. I myślę. I myślę. I jestem.

Podobno 13 stycznia jest bardzo ważnym dniem. I wcale nie chodzi o to, że mój fanpage na facebooku zdobył 101 polubień. Chociaż akurat wszystko fajnie się złożyło, bo mamy dzisiaj… ŚWIATOWY DZIEŃ KOSZULI. Droga Koszulo, chciałoby się rzec… służ ludzkości, nie obawiaj się żelazka i niech kołnierzyk zawsze Ci dumnie sterczy ;)

Prawda stara jak świat jest taka, że nie ma bardziej seksownego widoku niż facet w koszuli. Choć polemizowałabym, bo ukochany bez koszuli to też całkiem ciekawa opcja :P

Co więcej, kobieta w koszuli też może być dla mężczyzny atrakcyjna. Wyjaśniałoby to romanse szefów z sekretarkami?! Ale co ja tam będę dywagować o pracy… Poranek, kobieta krząta się po pokoju… w koszuli. JEGO koszuli. I tylko w koszuli ;) (nie wiem czy ktoś zauważy niuans, że kobieta krząta się po POKOJU, a nie po kuchni ;)). Myślę, że to całkiem przyjemny widok dla rozbudzonego męskiego oka ;)

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie koszula to nie tylko elegancja, szyk, profesjonalizm. Ale też właśnie nuta pikanterii. Może nie TEŻ, ale ZWŁASZCZA. Szczególnie jeśli chodzi o koszule wytaliowane, idealnie dopasowane do sylwetki, a w zakładce „Zmysłowo” przecież już dawno doszłam do wniosku, że nie ma nic bardziej pięknego niż nonszalancko rozchylony kołnierzyk.

Ja się rozmarzyłam. Jeśli ktoś podziela moje zdanie to też się rozmarzy. I w tym oto rozmarzeniu Was zostawię ;)

Pozdrawiam, Wasza, zakochana w koszulach, Scarlett.

Jeszcze nowy rok się nie zaczął, a ja już wiem, że nie uda mi się rzucić palenia…

Stęskniłam się za pisaniem i za przekazywaniem dobrej energii, także oto jestem ;) Drogi Pamiętnikarzu… Nadal jestem w szoku, że (pozwolę sobie zacytować) „w moich słowach można znaleźć wskazówki do bycia szczęśliwym” I jak Cię tu teraz nie zawieść?!

Dziękuję Wam też za życzenia śwąteczno-noworoczne. Oby się spełniły! :)

Jeśli zaś chodzi o czas okołoświąteczny… Był bardzo udany. Wreszcie mogłam pośpiewać „Bracia patrzcie jeno” bez zdziwienia na twarzach innych osób ;) Ach, bo Wy nie wiecie… Kiedy się denerwuję, albo nad czymś zastanawiam i mam problem z poskładaniem myśli, to śpiewam właśnie tę kolędę ;) Nie wiem czemu. To trochę tak jak z powiedzeniem „jest moc, są kredki”, które na stałe weszło w pakiet powiedzeń moich i przyjaciółki. Nie wiem czemu kredki. Kiedyś jeszcze mówiłyśmy: „lipa… gorzej niż masakra”. Skąd my to bierzemy… ;)

W Święta czekałam na cud. Czekałam na zdrowie. Nie doczekałam się, ale jeszcze jest szansa ;) Jednak inne cuda się zdarzyły. Chociażby, wyrobiliśmy się ze wszystkim grubo przed Wigilią. Zrobiłam też moc zakupów potrzebnych na Święta. Gdy byłam zdrowa to wydziwiałam, że po co ja mam to robić, że sama w tym domu nie mieszkam. A tym razem się oferowałam, chciałam być przydatna. Nawet (!) byłam miła. Nie kłóciliśmy się. Mama pochwaliła mojego Męża <3 To się dawno nie zdarzyło :D Dostałam też życzenia od niespodziewanej osoby, a mianowicie od przyjaciółki, z którą nie miałam kontaktu już hoho i jeszcze trochę. Magia Świąt. A jednak. Ponadto moje Święta upłynęły pod znakiem poniższej piosenki…



Przyznam, nigdy jej nie lubiłam. Aż tu nagle! Magia Świąt :D 

Z resztą na fotce macie moje Święta w telegraficznym skrócie. Choinka, stroik, żłóbek ze świeczkami i opłatkami… Wszystko okupione okropnym bólem, ale było warto. Aniołek, który znalazł nowego właściciela. Kartka, która mnie urzekła swoją prostotą, choć też nie dla mnie. Cycki :D Nie wiem czemu, ale wszystko się wokół nich ostatnio kręci. Najpierw, dzięki mojemu tekstowi o s(k)utkach, Mała Mi poznała Blogera82. Co za tym idzie, na Blogera82 ta znajomość bardzo dobrze podziałała. Także jestem tym bardziej dumna z mojej Krainy. Łączy ludzi i działa podświadomie… terapeutycznie? Chciałabym… No ale do rzeczy… Potem moja moja mama wiecznie powtarzała: ale Ty masz cycki, Ty wrzuć je na bloga, to będziesz miała więcej lajków :D Wredota! Tak jakbym pisała bloga dla polubień. Piszę, bo to sprawia mi przyjemność. I wreszcie mam gdzie się wygadać. Potem włożono mi jemiołę w dekolt i od razu pomyślałam, że to dobry patent na życzenia prosto z serca ;) I to dosłownie z serca ;) To tak żebyście się pośmiali i pomyśleli, że Scarlett ma fiu bździu w głowie ;) Odstępstwa od normy w moim życiu to… norma ;) Są też dedykowane życzenia, czyli przepiękna płyta „Scarlett”. Tyle emocji jest w niej zawartych, że za każdym razem czuję się otulona słowami. I wspominam. Jak było pięknie, dobrze. I jest pięknie. I mój przesławny Słoik. Rok się powoli kończy. A tam jest masa wspomnień. Tych niepowtarzalnych. Ich odczytywanie zostawiam na gorsze dni, choć mam nadzieje, że takie się nie zdarzą. A w tym roku kolejny raz pokuszę się o założenie Słoika Szczęścia. Zobaczymy czy nadal potrafię znaleźć w każdej sytuacji choć trochę optymizmu.

mhyyym

A jeśli chodzi o refleksje z tegorocznego Słoika… Na początku było ciężko. Bywały takie dni kiedy nic się nie układało, a ja musiałam myśleć pod koniec dnia, co też z tego dobrego wyszło. Potem się rozkręcałam. Nawet zwykła kawa potrafiła poprawić mi humor i wieczorem uśmiechałam się do tych moich wspomnień. Dlatego tak z pełną świadomością głoszę wiecznie, że jestem szczęśliwa. Oj, bo jestem. Z resztą obecny rok już od Sylwestra miał być imprezowy i radosny. Nie był. Ale jak się rozkręcił, to aż miło. Także wiem, że styczniem nie ma się co zrażać. I 2016 będzie najlepszym (jak do tej pory). O! Intuicja mnie często nie zawodzi, także kto wie…

Mam jednak postanowienia. Choć nie jestem ich fanką… Bo wątpię czy komuś udało się nie jeść słodyczy, nie pić, nie palić, codziennie ćwiczyć, schudnąć 10 kilo i nie wiadomo co jeszcze (i to naraz!). A uwierzcie, niektórzy moi znajomi chcą to zrobić jednocześnie. Co jeszcze postanawiają… Że znajdą męża/żonę? Dostaną wymarzoną pracę? Przecież to wiadoma rzecz i kiedyś zapewne nastąpi. Przynajmniej optymiści powinni w to wierzyć ;) Ja przykładowo wiem, że nie rzucę palenia. Nie rzucę! I już! Nie dlatego, że już jestem strasznie uzależniona i nie można mnie odciągnąć od paczki. Nie dlatego, że gdy się stresuję, tylko papierosy mnie uspokajają. Nie dlatego, że mam tyle dobrego seksu, że nawet sąsiedzi idą sobie zapalić tuż po. Nie… Po prostu, nie palę, to co mam rzucać :P

A tak bez żartów. Wiem, że postanowienia muszą być realne, ich realizacja powinna przebiegać metodą małych kroków. Nie należy załamywać się porażkami, bo też są po coś. Można się dodatkowo nagradzać za każdy mały krok. I tak dalej. Wiele zasad, do których nie zawsze się stosuję, bo wiecznie uważam, że na moim życiu najlepiej znam się ja sama ;)

Patrząc na wspomnienia, na mój Słoik… Coraz bardziej się określam. Określam to kim jestem, do czego chciałabym dojść, co chciałabym po sobie pozostawić. Choć wszystko jest jeszcze takie mgliste, wierzę, że jestem na dobrej drodze. Chyba właśnie w tym roku zrozumiałam, że szczęście jest w moich rękach, że zależy ono od mojego punktu widzenia. Że małe radości też są piękne. Że to ja kreuję swoją rzeczywistość. W moich wspomnieniach często przewijają się różni ludzie. Ich nazwiska są na tych moich kolorowych karteczkach. Wtedy tak wiele zależało od tych, którzy mnie otaczali. Czy ktoś mnie zaakceptuje, czy będzie się do mnie uśmiechał, śmiał z moich anegdot. Teraz kiedy wrzucam kartki do słoika widzę, że szczęście daje mi to, co sama zrobię. Dałam komuś prezent, powiedziałam coś miłego, posprzątałam dom, przeszłam tyle i tyle kilometrów. Kiedyś tak na to nie patrzyłam. Jak to ostatnio stwierdziła moja rodzina: DORASTAM! :D

Hm, jeśli chodzi o kolejny rok w moim wykonaniu… idealnie opisuje go piosenka Braci. Wczoraj ją usłyszałam i powiedziałam sobie: tak chcę żyć. Oto ona.

 https://www.youtube.com/watch?v=y0-WiWg8WoY

A werbalizując. Moich postanowień jest masa :D Ale większość rzeczy już robię, także grunt, by tylko to podtrzymać :) By być konsekwentną. Z resztą się zazębiają, także jest szansa, że wszystko pójdzie po mojej myśli. 

1. Żyć po swojemu, nie patrząc na zdanie innych. Wsłuchiwać się w siebie. Przecież intuicja jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. A to w końcu ja najlepiej wiem, jak chcę żyć. Niepotrzebne mi do tego poglądy innych na moje życie. Choć konstruktywne sugestie chętnie przyjmę.

2. Mniej się zamartwiać i mniej narzekać. Pomimo rozbuchanego optymizmu i bezstresowego życia (zawsze każdy mi powtarzał, że po mnie nie widać, że się stresuję…), kocham czarne scenariusze. Typu: a co jeśli czeka mnie operacja? Co jeśli nie wystarczy mi pieniędzy do pierwszego? Co jeśli za trzysta lat spadnie na Ziemię asteroida? Przesadziłam :D Ale wiecie o co chodzi. Po co martwić się tym, co w ogóle nie nastąpiło i może nigdy nie nastąpić. Pff ;)

3. Wierzyć w niemożliwe. W tym roku często nie wierzyłam. Były sytuacje kiedy chociażby na tydzień przed koncertem bilety były wyprzedane. Lamentowałam. Zanosiłam się płaczem. I wtedy na gumtree znalazłam wymarzone ogłoszenie. Niemożliwe jest możliwe. Wszystko jest możliwe, póki żyjemy :)

4. Dbać o siebie. Trochę egoistyczne te moje postanowienia. Ale to w końcu JA mam być szczęśliwa. Chciałabym pić więcej wody, co przy hipotonii jest zbawienne, ale ciągle ostatnio o tym zapominam. Dbać o włosy, nóżki, o wszystko. Wysypiać się. Ogólnie, wpływając na zdrowie fizyczne, polepszyć stan psychiczny i odwrotnie. Tak holistycznie! :D

5. Być szczęśliwą. Górnolotne. Ogólne. Ale najlepiej wiem, co daje mi szczęście, także nie pozostaje mi nic innego, jak nieustannie do niego dążyć.

6. Robić to, co kocham. Tańczyć, śpiewać, spełniać się, wkurzać ludzi :D Nie no, znowu przesadziłam ;) Za dobry humor dzisiaj mam :D

7. Poświęcać więcej czasu bliskim i trochę dalszym. Bo szczęśliwa ja, to ja mająca chwile samotności, ale też masę chwil wśród ukochanych. Da się zrobić :)

8. Znaleźć miejsce na Ziemi. Może pokochać. Chyba wreszcie jestem otwarta na to, co przyniesie los. Może nie do końca gdzieś osiądę na stałe, ale może wydepczę ścieżkę ku przyszłości. Znów górnolotnie… 

9. Zrozumieć jaką mam misję na tym świecie. O dziwo, do końca jeszcze tego nie wiem. Ale się dowiem.

10. Mniej mówić, więcej robić. I aby wróciła moja dawna odwaga. Drodzy, to były czasy. Mówiłam, co dyktowało mi serce, nie żałowałam swoich decyzji, słów. I tak znowu będzie. Przynajmniej się postaram.

11. Nie porównywać się do innych. Bo on jest taki bogaty, a ona jest w moim wieku i ma już pięcioro dzieci. No i co z tego…?! A czy Ty Scarlett nie jesteś szczęśliwa? Jesteś! I po co te gderanie…

12. Często się uśmiechać. Bo nigdy nie wiem, kiedy spotkam swojego wroga ;)

13. Często dziękować i prosić. Akurat nie mam tego opanowanego do perfekcji ;)

Jak już wiecie, zamierzam znów prowadzić swój Słoik. Także powyższe postanowienia zapewne będą się w nim przewijały pod różnymi moimi zachowaniami, zdarzeniami… Jeśli chcecie też może założyć taki słoik. Może to być nawet kartonik. Niekoniecznie muszą to być chwile, które przyniosły nam uśmiech. Możecie tworzyć własne, autorskie, kreatywne wersje. Na przykład… Błędy, na których się czegoś nauczyliście. Wasze zachowania, słowa, z których jesteście dumni. Nazwiska osób, którzy byli dla Was życzliwi. Istotne dla Was cytaty. A może jakieś zadania dla siebie na rok 2017? Wyciągalibyście kartki dzień po dniu i musieli zrealizować swoje pomysły.

Inną propozycją jest list do siebie. W zeszłym roku takowy napisałam. Do Siebie z Przełomu 2015/16. Można w nim napisać jak minął zeszły rok, jakie są nadzieje na kolejny, plany, cele. Właśnie go czytam. Mam w nim słowa, że pisząc ten list słucham kawałka „Scarlett”. Prorocze, bo w kwietniu już na dobre przylgnęłam do tego imienia. Także list też polecam. Tylko nie miejcie wygórowanych celów, bo za rok się tylko załamiecie, jeśli coś Wam nie pójdzie ;) Fajnym sposobem jest też mapa marzeń. Można ją wykleić, wyrysować i powiesić w widocznym miejscu. Oraz konsekwentnie dążyć do realizacji. I jeszcze wiele różnych pomysłów, które Wy znacie najlepiej ;)

PS. To będzie nasz dobry rok! Mówię Wam! Wasza prorokini, Scarlett ;)

Kolejny PS. Moi drodzy, kochani, uroczy sąsiedzi… Gracie mi już po nerwach. A wiecie jaka jest złota rada? Nie irytuj sąsiada! Z tego co mi wiadomo cisza nocna trwa od 22:00 do 6:00. I ja się do tego stosuję, bo dopiero po 6:00 włączam radio trochę głośniej. Także proszę mi o 23:00 nie pukać młotkiem. Bo co jak co… Ale w nocy to się „puka” własną żonę, a nie młotkiem w ścianę. Dziękuję za uwagę. Bo rozjuszona Scarlett, to Scarlett, która się mści. Więc radze uważać. Amen!

 

 

Od rana mam genialny humor!

Czy ja przypadkiem wczoraj wieczorem zawodziłam jak to tęsknię za dawnymi czasami…? Czy myślałam o facecie, który milczy? Było coś, no nie? :D I może nadal zastanawiałabym się dlaczego mam takiego pecha, gdyby nie chłopak, który dzisiaj do mnie z rana napisał. Myślę, że nie będzie zły, jeśli wkopiuję tutaj jego wiadomość. Uwaga. Zaczynam. Żeby nie było, w oryginale. Bo po angielsku to jakoś mniej tanio brzmi ;)

you are a beautiful girl
all men dream to have a wife like you
all men dream a great love with you
all men dream to have a beautiful babies with you
all men dream a lovely family with you
you are beautiful girl
you are very beautiful girl

Myślę, że tłumaczyć nie trzeba :D Jakie to proste, a jak sprawiło, że się śmieję. Zawsze wiedziałam, że wszyscy mężczyźni mnie pożądają. A co! :D

Życzę Wam pogodnego dnia! Zarówno odnośnie aury zewnętrznej, jak i w serduszku.

Pozdrawiam, Wasza roześmiana Scarlett ;*

Przedsmak Gwiazdki!

Kto by pomyślał, że Święta w moim domu rozpoczną się już dzisiaj… Żartuję, ale dla mnie, w obecnej sytuacji, dzisiejszy dzień był najpiękniejszym od TAMTEGO wieczoru. Chociażby z tego powodu, że do mojego domu przybył box z sushi i wiele innych drobiazgów. Nie wiem czym sobie na te dobroci zasłużyłam, ale wiem jedno: że gdybym mogła, to skakałabym z radości. I nie zraziło mnie nawet, że część z prezentów miała już motywy świąteczne. Choć osobiście jestem zagorzałą przeciwniczką tych wszędobylskich ozdób na miesiąc przed Wigilią. Zaś pach mandarynek wpłynął na mnie tak jakoś podniośle i ni stąd ni zowąd pomyślałam, że chętnie poszłabym na Roraty :D Nie wiem czemu. Ale chyba to znak, że jak ten cały koszmar się skończy i zmieszczę się w terminie, to trzeba się wybrać. A co! Sam widok dzieci zapewne poprawi mi humor do reszty.

Ale nie będę dużo gadać. Lepiej sami zobaczcie moje cuda, czyli małe rzeczy, które tak cieszą. I co z tego, że widać markę… Przynajmniej mam nadzieję, że zrobię pozytywny PR ;)

Po pierwsze, chusteczki. Chyba na wypadek gdybym miała zamiar płakać ;) Ale zupełnie w moim stylu, zważywszy na zwierzęcy motyw. Mrrr… I tylko żal, że pudełko naprawdę nie jest włochate… Choć iluzja rzecz fantastyczna.

DSC_0147~2

I jeszcze więcej chusteczek. Przypomina mi to zapas na depresję jesienno-zimową. Z resztą też w moim stylu. Nie depresja, lecz pudełko. Pomijając słowo QUEEN ;) (skromna)… to ta rozpięta koszula działa na kobiece zmysły. Szczególnie na moje ;) Ale żeby tak wyciągać chusteczki z brzucha…? :D

mraśny

Świeca, dzięki której poszerzyłam słownictwo. Zawsze zapominałam co oznacza RUSTYKALNY. Już wiem! Ha! I tutaj plusik dla tego prezentu. Poza tym, jestem maniaczką świeczek i klimatu jaki dają. Sami widzicie, łatwo sprawić bym się uśmiechała :)

DSC_0142~2

I jeszcze więcej świeczek z pięknym motywem. I z pięknym zapachem. Pomijając napój znanej firmy z tym boskim napisem :D Nie wiem z kim się spotkam pod tą jemiołą, ale uwierzcie, u mnie w domu zawsze ma ona swoje miejsce w świątecznym czasie. O zgrozo, nad drzwiami wejściowymi :D I skarpetki! Nie wiem czemu ludzie nie lubią dostawać skarpetek. Ja tam lubię, pod warunkiem, że mają taki motyw, którego jeszcze nie mam w swojej kolekcji. A mam przedziwne skarpetki, które nie pasują czasem do 25-letniej „poważnej” kobiety. Chociażby teraz mam założone skarpetki w sowy ;) Hm, zupełnie jakbym musiała dodać sobie mądrości i powagi ;)

DSC_0144~2

I kolejne świeczki <3 Gdzieś mi w tym wszystkim zabrakło tylko wina i ciepłego koca… Ale i tak jestem szczęśliwa. Jestem SZCZĘŚLIWA. Jeszcze kilka dni temu nie pomyślałabym, że mogę coś takiego stwierdzić leżąc w łóżku jak kłoda. A jednak! :)

pieknosci

PS. Szczęścia życzę też Wam. I uśmiechu dla wszystkich. Ja stawiam! 

Wasza, szczęśliwa, Scarlett.

Narzekająca optymistka i jej ody do ludzkości

Wstałam. Obolała. Niewyspana. Gdzieś kwiczy jakiś kot. Jaki kot?! Ach, to moja mała sąsiadka się obudziła… Za oknem mokro i zimno. Jeszcze telefon mi się rozładował. Cukier chciałam włożyć do lodówki. Mam dostać dzisiaj okres. I data na kalendarzu krzyczy TRZYNASTY! I co z tego, że nie piątek… I tak źle się kojarzy. Co ja miałam powiedzieć wczoraj… Dwunasty kojarzy mi się jeszcze gorzej…

Coś mi się wydaje, że dzisiaj jest idealny dzień dla tych, którzy uważają, że są optymistami. Czyli że niby dla mnie… Spojrzałam na to wszystko wokół bardziej pozytywnie. I wiecie… Dobrze, że taki dzień, kiedy spadają na Ciebie wszystkie nieszczęścia świata zdarza się tylko raz na jakiś czas. To mnie podniosło na duchu. Nie chcę być nudna w tym swoim optymizmie. Nie chcę być też jakimś nierealnym tworem, bo wszyscy zaczną czekać, kiedy wreszcie się złamię i powiem, że życie jest do bani. Dlatego zacznę narzekać. Właśnie dzisiaj.

I wiecie co mi się nie podoba? Na przykład ludzie, którzy nigdy nie kibicowali Polakom, wystrzegali się wszelkich meczów, aż tu nagle są ogromnymi fanami piłki… Ciekawe co robili w chwili, gdy naszym nie wiodło się najlepiej. I mam prawo w tej kwestii narzekać, bo jestem typową kobietą, która wie czym jest chociażby spalony. Ja oglądałam te porażki jeszcze kilka lat temu. Ryczałam, ale wierzyłam, że kiedyś się odkujemy. I proszę… Nigdy nie zapomnę Euro 2012. Szczęsny dostał czerwoną kartkę. Wchodzi za niego Tytoń. Obroniony karny. Matko, takich emocji się nie zapomina. Oczywiście potem było tylko gorzej, ale się zrehabilitowaliśmy. A gdzie byli ci wielcy fani? Bóg jeden wie…

Dobijają mnie też osoby wiecznie narzekające na pogodę. Coś w stylu: wstałam rano i patrzę za okno, a tu śnieg. O matko, taką pogodynką to i ja być potrafię. Pełno tego w Internecie… Tylko po co się dobijać…? To żadna anomalia pogodowa, bo klimat się przecież cały czas zmienia. Wstaną tacy jedni z drugimi za 20 lat i się zdziwią, bo w ogóle zimy nie będzie. A ja tęsknię na swój sposób za trzaskającym śniegiem i za mrozem. Ma swój urok taka biała kraina…

Co mnie jeszcze denerwuje…? Ostatnio ludzie, którzy odzywają się tylko wtedy, kiedy czegoś chcą, a tak po prostu nie zapytają, co tam u mnie. I vice versa. Nie będę dla innych słodka, skoro oni są gorzcy.

Wkurza też mnie fakt, że niektórzy potrafią tylko narzekać. Ja narzekam, bo… tak :D Tak to jest gdy trafi się wolny dzień. Nie mam zaległości w Imperium Miłości, we Wspaniałym Stuleciu, w Pamiętnikach Wampirów. Więc nie ma co odciągnąć mojej uwagi. Choć przyznam, że książka Ja, diablica coraz bardziej mi się podoba. Tematyka w sam raz na jesień. Zabawna i taka nierealna. A Piekło takie piękne. I Kleo. Nie ta przez C od Donatana, do której mnie kiedyś porównywano, tylko Kleopatra ;) Więc chyba wracam do książki… Ale zanim…
 
Muszę Wam przyznać, że ostatnio jestem zafascynowana tymi dwoma powyższymi serialami rodem z Turcji. Obydwu nie oglądałam od początku, bo sobie pomyślałam o jednym: o matko, jaka maskarada, a o drugim: o matko, jakie to nudne. Te seriale mają to do siebie, że jest dużo przestojów, akcja nie jest jakaś specjalnie wartka. Duże znaczenie mają pojedyncze gesty, spojrzenia, mimika. I coś mnie w tym urzekło. Intrygi są perfekcyjne. Kobiety piękne. Mężczyźni… no, powiedzmy, że przystojni na swój sposób. I miłość. Tak złożona jak nigdzie. Fakt, że Sułtan tak kocha Sułtankę, choć jej brakuje wiele do idealnego charakteru… Zaś w Imperium ciągle coś przeszkadza miłości głównych bohaterów. A ja skupiam się na rudej długowłosej, która zakochała się w mężczyźnie od pierwszego wejrzenia. Potem cały czas o nim marzyła. I mdlała za każdym razem gdy był blisko :D Aż ich drogi znów się skrzyżowały, tylko, że teraz ona jest już mężatką, on ma żonę. Ale sposób w jaki ona wodzi za nim wzrokiem… Jak on mówi jej, że ją kocha, ale ta miłość jest niemożliwa… Na tle wszystkich innych seriali, te dwa (plus moje niezmiennie ukochane Pamiętniki Wampirów) wyróżniają się i to dosyć mocno. Na ten czas. Bo oglądałam już wiele seriali, które też mnie urzekły. Ale póki co, te w zupełności mi wystarczą.
 
Co do seriali… Zadano mi kiedyś pytanie co ja widzę w serialach, filmach i książkach o wampirach, aniołach, wilkołakach, diabłach… Może oswajam bestie? A tak naprawdę pokazują one, że ważna jest przyjaźń, miłość, że wszystko jest możliwe. I ważne jest to, po jakiej stronie się stoi. Istotne jest dobro, którego moim zdaniem, cały czas brakuje…
 
Sama chyba jestem czarownicą, więc nie ma co się dziwić moim zamiłowaniom. Mam dobrze rozwiniętą intuicję, tylko nie zawsze się w nią wsłuchuję. Miewam prorocze sny. Nigdy nie zapomnę jak jechałam autobusem. Zasnęłam. I przyśnił mi się wypadek. Obudziłam się, a chwilę potem wypadek miał autobus, który jechał przed nami. Zdarza się, że wiem kogo spotkam danego dnia, wiem kto jak się będzie do mnie odnosił. Moja mama w tym wszystkim jest jeszcze gorszą czarownicą, bo nie ma moich zdolności, ale za to, umie siłą woli powodować wypadki. Po prostu, ktoś zalezie jej za skórę, ona rzuci w myślach na niego stek wyzwisk (pardon, ona nie klnie…), w każdym razie rzuci jakieś klątewki w związku z tym, żeby temu chamowi się coś stało. No i na drugi dzień, ten ktoś przychodzi do pracy np. z ręką w gipsie. Udała mi się taka sztuczka tylko raz. I więcej nie próbuję. A mama chyba dalej knuje od czasu do czasu.
 
No ale żebyście myśleli nadal o mnie dobrze, bo nie dość, ze ponarzekałam, to wyjawiłam swój sekret, że jestem czarownicą, to jeszcze chcę dodać Wam wierszyki dwa. Poprosiłam moją kuzynkę by podała mi dwa zestawy słów. Byle jakich, dosłownie: od czapy. I tak powstała oda na część kobiety i druga, na cześć mężczyzny. Zapraszam!
 

O kobiety tego świata
Pragnie Was każdy mężczyzna
I ten podobny do Dawida i ten do Goliata
I karabinier który też Wam wdzięk przyzna
Walka o Was trwa nieprzerwanie
Każdy facet chce mieć Was w swoim klubie
Czy to Zosię, Ulę, Anię
Czy też Scarlett, ot się chlubię
Wasze usta są jak truskawki czerwone
Oczka niczym dwa w pełni księżyce
Każdy mężczyzna wziąłby taką za żonę
Zaśpiewał piosenkę i namieszał w metryce
Do tego piękne zdjęcie z rączki
Daleka podróż z któregoś lotniska
Podniebne loty latawcem, rozległe łączki
I nowe klosze w lampach i siedziska
Więc kobiety wiedzcie, że jesteście cudowne
Kochają Was wszyscy dokoła
A przed Wami życie dorodne
A przed Wami życiowa szkoła

 
O mężczyzno władco tego świata
Twoje życie niczym bajka szczęśliwa
Rzesze kobiet wokół Twego gniazda lata
Choć żadna z nich niezbyt spolegliwa
Masz więc władzę, pieniądze, siłę
Wokół ptaszynki się przymilające
Wolność, niezależność – to miłe
I łeb jak sklep oraz znasz słowa wymijające
Lecz tak naprawdę to, co masz w sercu jest sekretem
I nie jest to żadne zaburzenie
Przy sobie chcesz mieć tylko jedną kobietę
Choćby milion innych przyprawiało Cię o drżenie
Czasem trudno z Tobą żyć, jak z pacjentem chorującym na migdały
Coś przeszkadza, coś nie pasuje, coś wadzi
Jednak kochamy Cię za to, że w uczuciach jesteś stały
Żadnej zemsty nie ma nawet sensu prowadzić
Więc mężczyzno, pamiętaj jesteś królem
Jesteś władcą i panem na tym świecie
Lecz wiedz jakim to było okraszone bólem
I że wszystko zawdzięczasz kobiecie
 
 

I to by było na dzisiaj tyle. Dobrego dnia robaczki moje!

Wasza Scarlett!

Coś się wdzięczy, coś się mieni. Złote dary tej jesieni. Złote liście, piękny las. Napawaj się, celebruj, to jest Twój czas.

Niegdyś w jesieni widziałam tylko deszcz, krótsze dni, lodowate noce, deszcz, kałuże, deszcz, jeszcze więcej deszczu, zbliżającą się zimę, szarość, burość i nijakość. Jesień była też taką porą w szkole, czy na studiach, kiedy zbytnio nic się nie działo. Zdarzały się jakieś kartkóweczki, kolokwia, ale były dość sporadyczne. Były podawane wytyczne, harmonogramy, ale przez nikogo nie brane na serio. Nuda. Jesień to też święta… Wszystkich Świętych, Dzień Zaduszny, 11 listopada. Nigdy przeze mnie nie obchodzone. Dopóki nie przyszło samemu opiekować się grobem czy też dopóki nie otrzymałam magicznej książeczki wojskowej, która sprawiła, że wszelkie przejawy zdrowego i szczerego patriotyzmu ogromnie zaczęły mnie wzruszać. Taaak, służba Ojczyźnie też mnie kiedyś interesowała. Nawet mi to proponowano. Yhym. Nie, żebym coś miała przeciwko, ale w zasadzie… to zawsze jakaś alternatywa. Chociaż inni widzieliby mnie w policji… A ja siebie w szpitalu i na uczelni. No i weź to pogódź. Jest śmiesznie, uwierzcie. Ale idę swoją własną drogą. Wracajmy do jesieni, bo się zaraz zrobi wiosna, jak wezmę się za dyrdymały wszelakiego rodzaju. Jesień w pracy to też trochę wyczekiwanie przedświątecznych premii, planowanie Sylwestra. A nuż trafi się długi weekend. Jeden, dwa, albo trzy. Jesień widoczna jest w zmianie garderoby. Wszyscy szarzeją, czarnieją i brązowieją, znaczy takowe barwy przybierają, by zlać się z otoczeniem i zbytnio nie wychylać. Zaś na twarzach i ciałach bledną. Opalenizna schodzi z człowieka zapewne dlatego, by nikt w depresyjną jesień nie tęsknił za słońcem i ciepłem. Jesień to czas kiedy odechciewa się wychodzenia z domu. Bo po co? By się pochorować?! Albo utopić w kałuży?!

A jak patrzy na to zwykła, szara, pani O’Hara…? Nie mogłam odmówić sobie tego dennego rymu ;) Mam nadzieję, że moja jesień będzie złota. Że będę chciała wyjść z domu, nie dlatego by z niego uciec, by uciec od samej siebie, tylko by po prostu pospacerować. Chcę by moja jesień była taka, jak ta przed rokiem. Pamiętam ten dzień doskonale. Byłam wtedy po bilety na koncert i nagle z głośników zaczęła grać muzyka, liście wokół spadały, fontanna szalała w sobie znany takt. Ludzie się zatrzymywali. Czułam, że nie jestem sama. I ta feeria barw, i moje szczęście z okazji zdobycia biletów. Czułam spokój w sercu. I przeogromną radość. To było to. Aż uwieczniłam ten moment zdjęciem. Szkoda tylko, że nie mogłam uwiecznić emocji. Wtedy wszystko było takie proste. Aż banalne. Teraz też tak jest, ale jest inaczej. Po prostu… inaczej.

10320551_738564206215212_5175295965452294901_n

Chcę by ta jesień była obfita w owoce, warzywa… i nie tylko po to, by się nie przeziębić, by nie zadręczać się chorymi zatokami, oskrzelami i ich znajomymi, ale by wyrabiać w sobie zdrowe nawyki. Chcę mieć czas na wylegiwanie się pod ciepłym kocem z ogromnym kubkiem herbaty, niekoniecznie w trakcie choroby. Chcę przeczytać kilka dobrych książek, lecz nie po to, by cieszyć się czyimiś sukcesami i żyć czyimś życiem, tylko dla czystej przyjemności. Chcę ćwiczyć, choćby z E.Ch., nie po to by schudnąć czy coś, tylko po to, by wytwarzać masę endorfin. Chcę zrobić kolejne zdjęcia złotej polskiej, aby za rok mieć, co wspominać.

Nie poddam się zaokienkowej melancholii. Nie poddam się czarnej dziurze jesieni. Nie poddam się pustce, która czasem atakuje. Nie zaśniedzieję. Nie!

PS. Cieszcie się jesienią gołąbeczki. Niech nie smucą się Wasze mordeczki. Kochajcie i dla innych bądźcie kochani. I słuchajcie rad Waszej blogowej pani ;)

Musiałam Wam uprzykrzyć dzisiaj życie tymi kiepskimi rymami. Może a nuż ktoś się zaśmieje, że są na świecie jeszcze takie poetyckie beztalencia jak ja ;)

Całuję Was, Wasza Scarlett ;*

Czy to jawa? Czy to sen?

Spałam około trzech godzin, ale chyba się wyspałam. Nie wiem, jeszcze nie porozmawiałam ze sobą na ten temat. Zobaczymy wieczorem, czy nadal będę produktywna, czy już trochę mniej. A dzisiaj na słodkie lenistwo nawet nie mam czasu… Może to i dobrze.

Dziś historia jakich wiele, ale zawsze miło łudzić się, że akurat ta twoja jest wyjątkowa. Siedziała na korytarzu. Ewidentnie na coś czekała, bo była tak spięta, że bardziej już być nie można. Nagle dało się zauważyć w niej poruszenie. Przez jedne z drzwi wyszedł ON w towarzystwie tlenionej blondynki z bobem na głowie. Szli zagadani, rozmawiający o pracy. Dobrze, że tylko o pracy. Blondyna przypominała damską wersję jego. Szczupła, aż zbytnio. Wysoka. Ubrana w genialnie dopasowaną garsonkę. Ale według niej kanciasta. O, to dobre słowo. Oboje tacy profesjonalni, tacy świetnie znający się na swojej pracy. Idealni. A na nią nawet nie spojrzał. Ani się nie odwrócił. Jakby zapomniał. Jakby zapomniał, że ma go boleć, bo przecież tak brutalnie się rozstali. Ale ona nie dała za wygraną i przyszła tam po raz drugi. Jednak jak na złość sytuacja się powtórzyła. Znowu on, blondyna, zero spojrzeń. Czuła zazdrość. Od wielu miesięcy wreszcie ją poczuła. Całą sobą. I wtedy podjęła decyzję. Chce zapomnieć. W tym celu wybrała się z przyjaciółką na wycieczkę. Jadły kanapki, piły szampana. Przeprosiła ją za dawną siebie i powiedziała na głos, że chce zacząć nowe życie. Miała w zwyczaju, że jeśli coś wypowie to nabiera to uroczystego charakteru i jest dla niej ważne. To o czym milczała było tylko jej i nie miało prawa się ziścić. Była w tym wszystkim taka przekonująca. Ale w jej oczach widać było strach. Bo ciężko jest zapomnieć o czymś, czym się żyło przez ostatni czas. Trudno jest rzucić wszystko i tak po prostu odejść. Choć kto wie…

Gdy się obudziłam byłam zaskoczona, że żadnych kanapek nie ma, choć tak przekonująco pachniały. Ale głowa mnie boli, czyli kac po szampanie ewidentny. No i ten perfekcyjny motyw podróży. Tak, to był mój sen. Mój sen o jakimś nim, jakiejś niej i tlenionej nieznajomej. Ale jak to w moich snach bywa, tylko czasem są realne. Ten od razu spisuję na straty. Ostatnio śniło mi się, że umrę za dwa dni. Dwa dni minęły dokładnie trzy dni temu. Wiem, że nie ma żadnej tlenionej. Przecież tyle razy tak skutecznie mnie zapewniał. Tylko dziwi mnie skąd się pojawiła, skoro już od dawna nie czułam zazdrości. A on: zbyt idealny jak zawsze. I ta podróż. W życiu bym nie rozpoczynała tak bezwzględnie nowego życia, bo jestem zdania, że lepiej nie zamykać kiedyś otworzonych drzwi. Jeszcze nie wiadomo kiedy będą furtką do lepszych dni.

On. Dziś mija dokładnie 8 rocznica śmierci mojej babci. Zapewne by nie pochwalała onego jego. Te jej drastyczne poglądy, w zasadzie podobne do moich… Cieszę się, że to po niej odziedziczyłam. W życiu nie pozwoliłaby mi się brać za chociażby kogoś żonatego, albo z przeszłością, albo kto wie z czym jeszcze. To w sumie bardzo mądre z jej strony. Moja mama ma to samo, tylko w złagodzonej formie. Widzi mnie u boku kogoś na poziomie, nie rudego, nie łysego, nie wykonującego ryzykownego zawodu, nie kogoś popularnego, najlepiej żeby był obcokrajowcem, żebyśmy mieli domek, na ślubie by była obecna dorożka i obowiązkowo puszczanie gołębi, żeby był wierny, zabawny, inteligentny, nie miał krzywych nóg, i wydatnego jabłka Adama i żeby nie był niższy. I mamy zrobić przed ślubem wszelkie badania na wszelkie choroby. To chyba tyle. Część z tego zapamiętam, bo warto. Też miałam niegdyś swoje warunki. Zero dywanu na klacie, zero zarostu, oczy brązowe, brunet, jeśli starszy to góra o 5 lat. Potem szybko zrewidowałam swoje poglądy. A jeśli mowa o oczach, to jednak szare. I tak niezmiennie od bodajże sześciu lat. Tak było. Teraz już nieważnie jakie oczy, jaki dywan i o ile będzie wyższy. Osiągalny jest każdy pod warunkiem, że da się go gdzieś spotkać. No i że zaiskrzy. I tak jak kiedyś mówiłam, ważne bym miała z nim o czym rozmawiać przez kolejne 50 lat. Tyle. Reszta już jest nieważna.

A on? Coraz częściej po głowie chodzi mi nasz HR. I on. Kto by pomyślał, że ten HR będzie aż taki znaczący. I on.

PS. Nie myślcie sobie, że się zakochałam. Nawet jeśli. Rzeczywistość szybko zweryfikuje moje amory. Albo sfalsyfikuje. W końcu, jakby nie patrzeć, ja naprawdę zaczynam nowe życie. Może nie tak brutalnie jak w śnie, ale na pewno dzieje się to tu i teraz.

Pozdrawiam Was i życzę miłego środka tygodnia! :)

Wasza Scarlett!