Późne dojrzewanie Scarlett…

Mniemam, że wielu z nas ma tendencję do rozpamiętywania. Na siłę chcemy zatrzymać chwile, które już dawno same się ulotniły. Boimy się zapomnieć, skończyć coś, bo zburzy to nasz prowizoryczny ład. A czy właśnie w takich momentach nie lepiej pozwolić odejść temu, co nas hamuje?

Bo może się zdarzyć tak, że jesteśmy w nowym związku, mamy nową pracę, nowe ukochane miejsca, nowe pasje, a nadal tęsknimy za przeszłością i pragniemy, by kiedyś zapukała do naszych drzwi… Czy to ma sens?

Chciałam opowiedzieć Wam łzawą historyjkę. Począwszy od śmierci mojego przyjaciela. Poprzez człowieka, który potem jako jedyny potrafił mnie rozbroić. I że tylko on przyprawiał mnie o szybsze bicie serca. O tym, jak wiele błędów popełniłam. Ileż to razy kogoś opieprzyłam, choć wcale tak nie myślałam. Chciałam wreszcie opowiedzieć tę historię od początku aż do końca. Bo jeszcze nigdy tego nie zrobiłam…

I kiedy siadłam po turecku, spojrzałam na datę… Okazało się, że przegapiłam miesięcznicę śmierci mojego przyjaciela, co wcześniej mi się nie zdarzało. Tak samo jak z kontuzją… Kto by pomyślał dwa, trzy miesiące temu, że będzie coraz lepiej, a po turecku będę siadać automatycznie. Nawet czasem przyłapuję się na tym, że zapominam jak to było na tym krakowskim SORze. Więc może jest nadzieja, że zapomnę o osobach, które dotąd mieszkały w moim sercu, o mojej przeszłości? Skoro wyciągnęłam wnioski, czegoś się nauczyłam… Może czas wyrzucić dzikich lokatorów i ich bibeloty?

Dawno tak nie myślałam. Ale może pora ruszyć do przodu. Zostawić za sobą wszystko. Zapomnieć. Tak jak te zdarzenia i ci ludzie zapomnieli już o mnie. Tak. Pora nie żyć przeszłością.

Nie zrozumcie mnie źle. Nigdy nie zapomnę o tych ciężkich chwilach, o przyjacielu, tych którzy odeszli. Ale w innych życiowych sytuacjach… Po prostu nie chcę już na siłę utrzymywać nadziei, która i tak ledwo dyszy ostatkiem sił.

Nie chcę już tęsknić, czy przepraszać poraz setny za to, co zrobiłam. Nie chcę patrzeć na telefon, który już nie dzwoni. Nie może być tak, że moje serce cierpi, a przeszłość się zastanawia: „jak ona wogóle miała na imię?!”

Podobno nowy rozdział nie może mieć początku, jeśli poprzedni nie zostanie zamknięty. Do tej pory myślałam, że żeby zamknąć tamte drzwi, muszę coś zrobić. Nie wiem, spróbować jeszcze raz, spojrzeć w czyjeś oczy, znów obić się o mur obojętności, okazać skruchę. Te drzwi zawsze były uchylone. Ale nie ma sensu tego ciągnąć. Przeżyłam tę przeszłość już raz. Po co każdego dnia do niej wracać?

Kochana Przeszłości. Byłaś piękna, miejscami dramatyczna. Ale nie wstydzę się Ciebie, tak jak nie zamierza wstydzić się siebie samej. Było, minęło. Gdybym nagle zaczęła wracać do ludzi, miejsc, które zostawiłem bez słowa, rozdrapałabym nie tylko swoje rany. Czasem jednak dla niektórych trzeba umrzeć, by samemu móc żyć dalej. Kochana moja, zawsze miałaś szare oczy. Choć w różnych odcieniach. Zawsze byłaś cierpliwa. Może aż nazbyt. Dawałaś mi poczucie stałości, a jednocześnie ciągłej niepewności. Ale nasze drogi muszą się rozejść. Dla dobra wszystkich.

Może na tym polega dorosłość. Żeby zaakceptować, że wszystko się kiedyś kończy?

Wreszcie, nie chcę z tym wszystkim walczyć. Nie chcę okłamywać samej siebie, że ktoś gdzieś czeka choć na jedno moje słowo, że tęskni. Chcę wewnętrznego spokoju, który będzie tulił mnie do snu, zamiast marzeń, które nigdy nie doczekają się spełnienia. Tym razem to ja chcę ruszyć do przodu, zostawiając cały świat w tyle.

Może macie podobne doświadczenia? Może też nie potrafiliście postawić w jakimś miejscu swojego życia kropki i nadużywaliście przecinków? A może, wręcz przeciwnie, mieliście ogromną łatwość w otwieraniu nowych rozdziałów? Chętnie Was wysłucham.

Wasza Scarlett…

… która dojrzała, albo wręcz przeciwnie ;-)

4 comments on “Późne dojrzewanie Scarlett…

  1. Przeszłość jest jakąś częścią nas, nie pozbędziemy się jej, ale nie wolno nam dopuścić, by zdominowała nasze teraźniejsze życie. To być może nie jest łatwe, czasem mimowolnie wraca się do tego, co było. Tęskni się za tym, ale życie idzie do przodu, czas się nie cofa i my też nie powinniśmy. To unieszczęśliwia.

  2. z początkiem sierpnia opuścił mnie mój Przyjaciel.. jedyny.. znaliśmy się całe życie i był chyba jedyną osobą, która znała mnie z każdej strony.. zarówno ze złej jak i z dobrej..
    po tym jak dowiedziałem się o tym, że już nie pójdziemy na piwo.. że nie zadzwoni z pytaniem kiedy w końcu znajdę dla niego chwilę w tym cholernym zabieganiu.. dużo się zmieniło..
    w swoim życiu podejmowałem różne decyzje.. z jednych jestem dumny z innych nie.. wszystkie natomiast mnie kształtowały.. gdy się odwracam nie widzę prostej linii, a szereg zakrętów, skrótów, ślepych uliczek.. do tego stopnia, że ciężko dostrzec początek mojej drogi..
    dlaczego o tym piszę? cóż.. ja z tej śmierci (bezsensownej i zdecydowanie przedwczesnej) próbuję wyciągnąć tyle ile mogę.. On był lepszym człowiekiem ode mnie.. i wiele razy powtarzał mi, że coś robię nie tak.. wtedy to ignorowałem.. a teraz? teraz Jego słowa wróciły do mnie ze zdwojoną siłą.. i nie dość, że opłakuję Jego brak, opłakuję także własne życie.. i masz rację, że się odcinasz od przeszłości.. ja też chcę to zrobić ale zanim to nastąpi odszukuję w myślach osoby, które w jakiś sposób skrzywdziłem, zerwałem kontakt przez głupotę lub czynniki zewnętrzne.. dzięki tej śmierci wróciłem do osób z przeprosinami (niekiedy minęło kilkanaście lat od ostatniego kontaktu…).. to jest jedyna ulga jaka mnie spotkała od sierpnia.. ale zasługa nie leży tylko po stronie Przyjaciela, który wiem że nad tym czuwa, dużą rolę odegrała tutaj moja żona, która cały czas jest przy mnie.. gdyby nie to.. nie dałbym rady..

    dzięki Scarlett za ten wpis..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.