W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz…

W swoim życiu przeprowadzamy tysiące rozmów. Rozmowy kwalifikacyjne, rozmowy o życiu, pogodzie, o uczuciach. Psychologowie mają swoje specjalistyczne rozmowy, prawnicy swoje, a przyjaciele swoje pogaduchy. Dzięki temu, że człowiek jest istotą społeczną, to obecność drugiej osoby, a także sama rozmowa RACZEJ nie powszednieją. Raczej. A kiedy mamy już dość słuchania rozmów polityków, krzyków sąsiadów zza ściany, tandetnych rozmów w gronie koleżeńskim… możemy uciec gdziekolwiek… W góry, do klasztoru, w ustronne miejsca pełne spokoju, ciszy, milczenia. By choć na chwilę oderwać się od krzyczących wokół słów. I to jest ważne i potrzebne. Śmietnik w mózgu też czasem trzeba opróżniać. Jednak to właśnie rozmowa jest najważniejszą ze składowych naszych relacji interpersonalnych. Ktoś mógłby to zanegować i powiedzieć, że przecież czyny są ważniejsze. Tak, ale nie od razu przecież ktoś się całował, tulił, seksił, pił, tylko zaczęło się przynajmniej od kilku słów. Czasem błahych, ale zawsze. I nie mam wątpliwości, że każda z rozmów coś nam daje. Daje odnowienie kontaktu, podtrzymanie go, wyjaśnia różne kwestie, informuje o czymś, przestrzega, ponagla. Ostatnio miałam okazję odbyć jedną z dziwniejszych rozmów w tym roku. Wyglądało to mniej więcej tak.

On: Piątka!
Ja: Piątka!
On: Chcesz ze mną chodzić?
Ja: Nie, dzięki.
On: A masz chłopaka?
Ja: Mam.

Ot, zwykła rozmowa na ulicy :D Na pewno nie raz taką odbywaliście, a jeśli nie, to wszystko przed Wami :) Niewątpliwie rozmową była, bo nie była monologiem ;) Może nie do końca była szczerza, bo z tym chłopakiem przestrzeliłam. Ale z jednej strony podniosłam sobie ego, że nawet kulawa mam jeszcze ten czar ;) Z drugiej, raczej chyba za szybko się ucieszyłam, bo po przeanalizowaniu jego słów to miał być dla mnie przywilej by móc z nim chodzić ;) Więc miło, że się zapytał akurat mnie :D Nie śmiem wnioskować co jemu dała ta rozmowa, ale przynajmniej z kimś sobie pogaworzył na ulicy :)

W ogóle… Fajnie, że są ludzie tacy odważni, tacy z polotem. Mi tego już brakuje. A mam kilka niezałatwionych spraw, które powinno się zakończyć lub rozpocząć w taki czy inny sposób. Napisać/powiedzieć: wiesz, o coś Cię poprosiłam, Ty mi to obiecałeś i dlaczego tego nie zrobiłeś?! Albo: ja Cię przeprosiłam… i czemu Ty masz mnie gdzieś? Ostatnio chociażby dostałam przedziwnego maila. To tak jakbyście odeszli z pracy, bo coś Wam tam nie pasowało, szefowie niekoniecznie mili, a oni nagle piszą, że może byśmy się spotkali, bo trzeba ratować firmę :D Mhm, ta jasne, już lecę, a wasz interes i tak wam upadnie… ;) Przecież oni mnie nawet nie lubili. Z resztą z wzajemnością. A teraz liczą się z moim zdaniem? Czy chcą mnie upokorzyć? Albo powyśmiewać się jaką to Scarlett jest ofiarą, bo znowu z kontuzją. Przy czym jedna wredna kobieta od razu kontuzję głowy by mi zarzuciła, bo przecież w jej oczach byłam, jestem i będę nikim. W takich wypadkach wiem co to znaczy się szanować. Choć znając życie jeśli mnie nie będzie to i tak będę z góry na dół objechana :D Ach… Ale przynajmniej mogłam się pośmiać. I za to dziękuję autorowi tego zacnego maila. I gdybym miała dawny polot to… Mówiłabym znów o tym co czuję, co mnie boli i po jakiego grzyba ktoś milczy, albo mówi zbyt dużo. Tylko ilekroć o tym myślę, to zastanawiam się ilu ludzi interesuje co tak naprawdę czujemy… Z resztą to chyba przemyślenia na inną okazję.

Dobrze. Wracając do tematu. Według mnie podstawą rozmowy jest, aby dwie strony chciały w niej uczestniczyć. Nikogo nie zmusisz do rozmowy, tak samo jak nie zmusisz do miłości. Jednak przy odrobinie dobrej woli i dobrych chęci rozmowa może dojść do skutku. Powyższa rozmowa z panem amantem doszła do skutku, jednak z racji tego, że ja na amory nie mam chęci, to szybko ukróciłam pogawędkę, bo wiedziałam, że jeśli powiem, że mam faceta to będę miała spokój. I tu pojawia się druga składowa. Rozmowa musi być szczera. Dobra, ja skłamałam, mam tego świadomość. Jednak nie była to rozmowa znacząca w moim życiu. Podryw jak każdy inny. Jednak trzeba pamiętać, że bez szczerości rozmowy są jałowe i nic nie wnoszą do relacji. Znaczy wnoszą… Kłamstwo, fałsz, niedopowiedzenia. Kiedy kogoś kocham, mówię mu to szczerze. Gdy przepraszam, także jestem szczera. A kiedy proszę, to na serio jestem w potrzebie. Nie przepraszam, bo chcę z tego mieć jakieś korzyści, a tak naprawdę wcale nie zamierzam się poprawić. Nie proszę ot tak tylko by sprawdzić czy ktoś spełni moje życzenie. Kiedy komuś mówię, że świetnie wygląda, to tak myślę naprawdę, a nie, bo chcę się przypodobać i bezczelnie kłamię.

Pomijam wszelkie inne składowe, które też są bardzo ważne, ale przecież nie przyszłam tutaj by robić Wam wykład. Nie chcę bagatelizować różnych składników komunikacji interpersonalnej, nie chcę też się rozwodzić jak istotną rolę odgrywa nasza komunikacja werbalna, niewerbalna, aktywne słuchanie, umiejętności empatii, reagowania, dostosowanie poziomu językowego do współrozmówcy, kultura języka, jasne komunikaty, wzajemna akceptacja, szacunek… I tak mogłabym do jutra.

Tak często uciekamy przed szczerymi rozmowami. I to boli. Często wolimy na siebie nakrzyczeć i rozejść się każde do swoich aktywności. Albo strzelić popularnego focha i kultywować ciche dni, które przeciągają się w tygodnie, a nawet miesiące. To trudna sytuacja dla obu stron. Rozmowa, szczególnie ta szczera pozwala nam w różnym stopniu poznać opinię i emocje drugiej strony. A bez rozmowy? Pozostają domysły i cierpienie. Bo dlaczego on milczy? Obraził się na amen? Na pewno poszedł do tej zdziry! Ona mnie już nie kocha. Milczy, czyli to koniec…

0_0_0_1174232386

wyciagnela_do_mnie_reke_nie_2014-03-18_10-17-15

Szczególnie ważna jest rozmowa właśnie w momencie konfliktu, kiedy się pokłóciliśmy, poróżniliśmy. Rozumiem, chwila oddechu i za pół godzinki wracamy do rozmowy, ale na boga (nieważne którego)… Nie przeciągajmy tego marazmu, bo im więcej milczenia, tym więcej cierpienia. Właśnie w konflikcie najczęściej występuje niechęć do rozmowy, do współpracy. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to już sprawa tej drugiej strony, że nie chce rozmawiać. Tylko, że nie da się ukryć, że najbardziej cierpi ta osoba, która wyciąga rękę… Wyciąga rękę, a przed nią pustka. Przecież niejednokrotnie tak się zdarza. Kiedy psycholog wyciąga rękę do dziecka, a ono mu nie chce jej podać, to się nie zraża, bo przecież różnie bywa, a nie każdy ma od razu zaufanie do obcej osoby na poziomie 500 plus. Jednak kiedy dorosła osoba wyciąga rękę do drugiej osoby, która jest dla niej ważna i tam jest pustka, to już można zacząć się zastanawiać. Wtedy każdy reaguje inaczej. Nie podał mi ręki, bo jestem dla niego nikim. Nie podał mi ręki, bo nie chce mnie dotknąć, bo gdy mnie dotknie przypomni sobie nasze dawne życie. Można gdybać, można po prostu zapytać. Tylko właśnie… Najtrudniej się otworzyć przed człowiekiem, który już bawi się w murarza i stawia pomiędzy nami mur…

wszystko-daloby-sie-rozwiaz

Jeśli ktoś jest dla nas ważny, jeśli kogoś darzymy szacunkiem to jak można milczeć?! To tak jakby był nam obojętny… Tylko, że najczęściej milczymy, bo nie jest nam obojętny. Czasem wszystko w nas krzyczy by powiedzieć mu, że dostaliśmy awans, by powiedzieć jej, że klasowa fajtłapa się żeni… Na pewno by się uśmiała, na pewno by się cieszył razem ze mną… I pozostaje tęsknota. I marzenia, że fajnie byłoby się odezwać. Ale po co znów wyjść na tego słabszego. W ogóle to jest okropne jak odwaga i chęć naprawienia relacji bywa odbierana przez dzisiejsze społeczeństwo za oznakę słabości… Smutne.

Drodzy, nie spuentuję tej mojej wypowiedzi. Każdy ma wolną wolę, robi co uważa, ale warto się zastanowić w jakich sytuacjach interpersonalnych milczycie, dlaczego właśnie wtedy, jakie odczuwacie wtedy emocje, czy wolicie milczenie czy gorzkie słowa…

Ach i przy okazji polecam też mówienie do siebie. Może niekoniecznie w miejscach publicznych, bo mogą wpaść ziomki z kaftanami, ale w domowym zaciszu czemu by nie. Nie dość, że uporządkujecie sobie różne sprawy, to jeszcze możecie nabyć różnych dobrych nawyków, które mogą Wam się kiedyś przydać w rozmowie. Rozmowa ze sobą to czasem jak rozmowa z najlepszym ekspertem. W końcu sami znacie siebie najlepiej. Ponadto rozmowy z kimś możemy sobie wizualizować, jednak trzeba być na tyle elastycznym, by wiedzieć, że wszystko może się potoczyć zupełnie inaczej ;)

PS. Przestrzegam przed osobami, które cały czas gadają :D Spotkałam na swojej drodze takie dwie. Pan i pani. Pan! Tak! Faceci też bywają gadułami :P Były to takie osobniki, że potrafiły gadać o sobie z godzinę, a dopiero potem pytały łaskawie co u Ciebie. I nie, nie szło im przerwać :D Chyba, że coś by się stłukło, albo coś… Okropna męczarnia… O, kolejna refleksja. Lepiej przebywać w otoczeniu milczków czy gadatliwych…? Tak, wiem, złoty środek ;)

I dziękuję Wam za wszelkie komentarze, sposoby na wenę, słowa otuchy. Co ja bym bez Was zrobiła :) Postaram się jutro na te komentarze poodpisywać. I poobserwuję co tam na Waszych blogach słychać. Całuję mocno, Wasza, rozmowna dziś, Scarlett ;)

I na koniec jeszcze kilka myśli na temat rozmów, na śmiesznie, na poważnie, różnie, czyli jak to u mnie na blogu z reguły bywa :)

7b998606f13e508f73e69ea36b585b96 baby cats2 o_uczuciach_trzeba_rozmawiac_bo_2015-10-13_10-13-03

10 comments on “W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz…

  1. Och Scarlett…Powalający tekst,niby taki oczywisty ale kurcze nooo…Zmuszający do refleksji.Hmmm nienawidzę ciszy ale wiem,że ja to powinnam nieraz ugryźć się w język.I to bardzo,bardzo mocno ;) Ale teraz już wiem,że potrzebuję czasu,że muszą emocje opaść i dopiero wtedy wznowić rozmowę.Na szczęście nie mam problemu z powiedzeniem – ok,uspokoiłam się,porozmawiajmy.Gorzej jak z drugiej strony jest cisza.Boli…Boli zwłaszcza brak komunikatu zwrotnego.Ale teraz takie dziwne czasy są,że ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać.Ojjjj nie potrafią.Tak jakby nic,nigdy dla siebie nie znaczyli.A podanie ręki na zgodę?To już wyższa szkoła jazdy.Nieraz czuję się jak kosmita jak próbuję kogoś przeprosić i konkretnie mówię za co przepraszam.No ale tak jak napisałaś – wielu to postrzega jako oznaka słabości.A to w przebaczeniu leży siła.I to jest kolejna rzecz,której powinniśmy uczyć się od dzieci – szybka kłótnia,jeszcze szybsza zgoda,pod warunkiem że dorośli się w to nie mieszają.Dzieciakom szkoda czasu na ciszę.Kochana – dobrze,że niemoc już Ci minęła ;* Pozdrawiam :)

  2. Myślę, że rozmawianie jest ważne. Ha, no jest na pewno. Aczkolwiek zastanawiam się, czy nie jest tak, że zapominamy jak to robić, jak rozmawiać? Często siedzimy w pracy do późna, albo na uczelni. Wracamy do domu i nie mamy na nic siły, tym bardziej na gadanie, które poniekąd wymaga wysiłku. Sądzę, że nie dogadywanie się ze sobą ma związek ze słuchaniem. Słuchanie też jest ważne w rozmowie. Jak ktoś mi ciągle nawija o sobie, to słucham go, być może w pewnym momencie przestaję, ale poprzez to ta osoba odbiera możliwość wyrażenia mojej opinii, opowiedzenia o swoich odczuciach. Milczenie może przeszkadzać. Pozostawia niedomówienie, pozostawia w niepewności, stresuje… Moim zdaniem na dobrą rozmowę potrzeba czasu, tak usiąść na spokojnie w jakimś miłym miejscu, patrzeć sobie w oczy i po prostu zacząć mówić o wszystkim, co zalega gdzieś w naszym wnętrzu. Dzisiaj mam wrażenie, że tylko odbywamy krótkie konwersacje w stylu ,,spotkałam cię na ulicy i zamieniłam z tobą kilka zdań”, czyli te rozmowy są zwyczajnie płytkie.

    1. Masz dużo racji. Na pewno na konkretną rozmowę o ważnych sprawach, ale także też o tych mniej ważnych potrzeba czasu, odpowiedniego otoczenia… Może właśnie ten brak czasu na rozmowy z kimś bliższym czy dalszym powoduje też to, że zamiast wyświechtanej, krótkiej, pozornie nic nie znaczącej konwersacji wybieramy milczenie…? A często zapominamy, że nawet kilka ciepłych słów, czy zwykłe „opowiadaj co u Ciebie?” może być naprawdę sympatycznym akcentem danego dnia czy też ogólnie relacji z drugim człowiekiem…

      1. Bardzo możliwe, że dlatego wybieramy milczenie. Chociaż teraz to przypomniało mi się popularne kiedyś ,,Nie chce mi się z tobą gadać” (chyba z jakieś reklamy, z Lindą? Albo z filmu, nie pamiętam) i skoro wracamy po całym dniu wypełniania obowiązków, no to nie chce nam się z nikim gadać, bo wolimy odpocząć, w końcu jutro czeka kolejna porcja zadań. W dzisiejszym świecie chyba niczego nie można wykluczyć ;D.
        Właśnie, powiedzenie opowiadaj, co u ciebie, może bardzo wiele znaczyć i tak naprawdę zacząć dłuższą rozmowę na poważny temat. Chociaż zwykle się słyszy w odpowiedzi po prostu ,,Dobrze, po staremu, nic się nie zmieniło”, ale ,,dobrze” króluje. ;)

        1. wychodzi na to, że czasami po prostu drugą osobę trzeba trochę, mówiąc kolokwialnie, pociągnąć za język ;) chociaż… wtedy znając życie powie: weź przestań, uczepiłaś się mnie dzisiaj!!! ;)

  3. Kochana przede wszystkim cieszę się, że znasz swoją wartość i nie dasz się wmanewrować za pomocą współczucia w jakieś dziwne akcje.. :) Poruszyłaś ważny i piękny temat. Niestety, ludzie czasami zapominają o tym, że rozmowa polega na mówieniu tego, co myślisz i co czujesz, a nie tego, co sprawi, że będziesz górować nad kimś. Nie ma co być złośliwym, używać epitetów tylko po to, by podkreślić swoje zdanie. Czasami myślę, że milczenie jest dobre przez chwilę- by odsapnąć i pomyśleć o tym, co naprawdę jest w naszym sercu, a nie pleść co ślina na język przyniesie… Buziaki :)

  4. Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. To znane polskie przysłowie nijak nie przystaje do sytuacji, kiedy partnerzy milczą zawzięcie mimo, że w ich sercach trwa emocjonalna burza. Wielogodzinne, a czasem i wielotygodniowe milczenie bywa formą celowej kary wymierzonej w drugą osobę. To jest rodzaj przemocy. Jej celem jest złamanie partnera, przejęcie swego rodzaju władzy w związku, czytelny komunikat: „To JA stawiam na swoim”. Efekt ? Niestety taką relację dosięgnie prędzej czy później kryzys. W takich razach milczenie pogłębia tylko oddalenie, poczucie obcości względem partnera, wzmaga frustrację . I tu trzeba powiedzieć jasno, bo wiele osób nie zdaje sobie sprawy z powagi problemu, karanie milczeniem to tzw. chłodna przemoc psychologiczna wymierzona w drugą osobę. To odcięcie partnera od relacji, pozbawienie go wpływu na związek, pokazywanie, że nic nie znaczy, nie jest potrzebny. W efekcie ciche dni bardzo ranią psychikę drugiego człowieka. Milczenie to też metoda manipulacji partnerem. Oczywiście należy odróżnić toksyczne dla relacji milczenie od słownej wstrzemięźliwości, która sprzyja przemyśleniu tematu, wyciszeniu zbędnych emocji… :)
    Przyglądając się problemowi trzeba pamiętać też , że każdy z nas przecież nieco inaczej przeżywa problemy, odreagowuje konflikty etc. Sporo zależy od charakteru, cech osobowościowych czy temperamentu danej osoby. W końcu istotną rolę odgrywa też schemat zachowań wyniesiony z domu rodzinnego. I tak dla jednych problem w relacji jest okazją do dyskusji a inni wszystko duszą w sobie, przeżywają problem wewnętrznie, bez okazywania emocji. Zaś u osób wybuchowych, impulsywnych eskalacja emocji bywa tak wielka, że uniemożliwia to jakiekolwiek porozumienie.
    Jedno jest pewne we wszystkim trzeba wyczuć tzw złoty środek … czasem trzeba pomilczeć a czasem pogadać tak od serca . Milczenie, przemilczanie na dłuższą metę nie jest zdrowe . Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.