Styczeń 2016
N P W Ś C P S
« gru   lut »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

Miesięczne Archiwa: Styczeń 2016

Tulcie się!

Drodzy, w zasadzie ostatnie kilkadziesiąt godzin mojego życia to sprzątanie po kochanych panach fachowcach. Dziękuję za wiele ciekawych komentarzy, za nowych autorów, którzy zawitali do mojej Krainy, za Wasze nowe wpisy, które koniecznie muszę przeczytać. Obiecuję, że niedługo pojawi się jakiś bardziej konkretny post, że nadrobię zaległości w odpowiadaniu na Wasze słowa, ale w tym tygodniu czeka mnie jeszcze masa wrażeń, łącznie z imieninami, przeróżnymi rocznicami, wizytami tu i tam. Także nie wiem jak to będzie z moim pisaniem, czytaniem, a w szczególności z czasem. Ale ciągle o Was myślę i staram się wpadać tu na kilka krótkich chwil.

Dzisiaj musiałam przysiąść nad blogiem, a to z racji tego, że jest Międzynarodowy Dzień Przytulania. Wiem, że nie każdy z Was zagląda na mój fanpage, dlatego pozwolę sobie tutaj się powtórzyć.

Przytulajcie się moi drodzy! Podobno przytulanie redukuje stres, spowalnia proces starzenia się komórek, wspomaga system immunologiczny, a nawet pomaga choremu sercu i osobom cierpiącym na depresję.

Taki prosty lek, a nic nie kosztuje, nie tuczy, nie uzależnia, nie podlega opodatkowaniu, nie jest elitarny!

Przytulajcie się… choćby wirtualnie, choćby ciepłym słowem, uśmiechem, albo tak jak kiedyś pisałam: przytulajcie się spojrzeniem!

Ściskam Was mocno, mocno, mocno! I dziękuję, że jesteście :)

Wasza Scarlett!

Zaskakuję nawet samą siebie…

Remont: kontynuacja. I wolę nie myśleć, ile ta farsa jeszcze potrwa.

Wczoraj wszyscy zaklinaliśmy, by sąsiadom nadal śmierdziało, łapałam się za głowę słysząc przez dziury głosy z dołu i z góry. Jak w Big Brotherze… Przy odrobinie szczęścia, w którejś dziurze można zobaczyć znajomą twarz. I o ile wczoraj się śmiałam, że gdyby za kilka lat miał tu miejsce pożar, to aktualny remont byłby daremny, tak dzisiejszej nocy uratowałam tyłek sobie i wszystkim mieszkańcom.

Ta noc była dla mnie wyjątkowo ciężka. Wszędzie pył i te zionące dziury, a do tego prywatne życie sąsiadów wystawione na moje biedne uszy… Żeby uniknąć większego zakurzenia, do spania przygotowałam tylko połowę łóżka, bo po co brudzić całe. Z resztą i tak chciałam spać u mamy, ale końcem końców pomyślałam, że jednak wolę się nie zamieniać. I wyobraźcie sobie, ile małych decyzji, przypadków, zbiegów wydarzeń, losu i przeznaczenia ma nad nami kontrolę…

Jest noc. Przewracam się z boku na bok, niewygodnie mi, ciasno, kostka boli, kolano nie mniej… Ale i tak zasypiam z uśmiechem na ustach, bo przecież wcześniejsze komentarze Małej Mi mnie totalnie rozbroiły. Po wielu bojach z kołdrą i poduszkami wreszcie zasnęłam na dobre. 

Środek nocy. Nagle słyszę masę lejącej się wody. Już nie wiedziałam czy jestem w łóżku czy nad wodospadem. Może to Niagara? Zaczęła się dedukcja. Wprawdzie rozmawiałam wczoraj o wizie, ale nie przypominam sobie bym leciała samolotem :D Hm… Ale w Polsce zapowiadali wiatr i deszcz, więc myślę: oho, nieźle daje. Jednak jestem wyczulona na wodę kapiącą, lejącą się, wszelaką i ta sytuacja zaczęła mnie po kilku sekundach irytować. Nagle myślę: nie no, deszcz nie waliłby tak o podłogę. I jak nie wstałam, jak nie ruszyłam obudzić mamy, jak ona nie zadzwoniła do sąsiadów, że to od nich się leje! I niech ktoś mi powie, że moje nogi nie są na wagę złota ;)

Gdyby nie ja, piętro by zamokło, znając życie nasze podłogi też i sufit sąsiadów. Już pieprznął przy okazji prąd na korytarzu, a strach pomyśleć, co działoby się dalej. Grunt, że wody było tylko po kostki. A przecież tam są wszelkie liczniki… I się śmieję, że jestem bohaterką, choć tak źle życzyłam temu domowi ;) A tak naprawdę dziękuję Temu Tam na Górze, że miałam na tyle lekki sen, by w porę się obudzić. Przynajmniej nie mamy jeszcze większego bajzlu. A przy okazji zrobiłam coś dobrego dla lokalnej społeczności. Jestem z siebie dumna. 

Dobra, moje życie, moim życiem… A jaki z tego morał dla wszystkich? Widzę kilka.

Nie wymieniaj rur zimą :P

Warto otaczać się dobrymi duszami, czyt. mua.

A trochę bardziej na poważnie…

Nie znasz dnia, ani godziny. I nie tylko jeśli chodzi o śmierć, ale o wszystko, co nas w życiu spotyka.

Czasem na coś lub na kogoś narzekasz, życzysz jak najgorzej, a potem okazuje się, stanowi to dla Ciebie największą wartość.

Praktycznie całe życie polega na wyczuciu idealnego momentu. Nie mówię jednak o obudzeniu się przed budzikiem. 

Nie ma to jak remontowe przemyślenia. Pozdrawia wasza samozwańcza bohaterka, Scarlett.

Krótka notka pełna rozgoryczenia.

Żałuję, że nie jestem studentką. Żałuję, że jestem bezrobotna. A chyba najbardziej żałuję, że mam tę głupią kontuzję. Najchętniej wyszłabym z domu, po prostu się gdzieś poszwendać, ale tak bezcelowo zupełnie mi się odechciewa. Tym bardziej, że na jutro zaplanowałam sobie dłuższy spacer, a kolejny tydzień to już w ogóle same wojaże… No nic. Jestem skazana na tę sytuację.

A wszystko przez to, co się tutaj dzieje. Mieszkam w domku czterorodzinnym. Jedni z sąsiadów stwierdzili, że im coś śmierdzi. Wymienili już chyba wszystko, co się da. Dziś postanowili wymieniać pion. Kanalizacja już dawno zmieniona, klimatyzacja też. Teraz uważają, że wszystko tkwi w kolejnych rurach. A to przez nich prawie umarłam, kiedy coś źle podłączyli i razem z wodą w kranie leciał prąd… I o ile do dzisiaj śmiałam, że zostanę słoikiem, tak chyba najwyższa pora na wyprowadzkę do Stolicy. Nooooo po prostu szok. Nie mam nic więcej do dodania. Acha. Tylko jedno. Może pora zacząć się myć, to nie będzie tak śmierdzieć. Drugie, problemów szukajcie najpierw w sobie, a potem na zewnątrz!

Optymizm? A oczywiście, że obecny! Wszyscy pozostali sąsiedzi się zebrali i wzajemnie postanawiamy czarować, by tym głupim ludziom dalej śmierdziało :D

Tak też leżę, czytam, a cały świat mam gdzieś. Swoją drogą, polecam książkę „Go ask Alice”. Moja akurat jest po angielsku, ale polska wersja również istnieje. Książka traktuje o dziewczynie, pochodzącej z tzw. dobrego domu, która zaczyna brać narkotyki. A co się dzieje dalej… Zainteresowani niech przekonają się sami.

Pamiętnikarz postawił mnie przed wyzwaniem. Aż doznałam szoku z rana, widząc jego wpis :D Uwaga cytuję…

Trochę naciągając pomysł z Scarlett, https://www.youtube.com/watch?v=4rglfO9oTMI to link do piosenki, która ostatnio ciągle siedzi mi w głowie. Scarlett, kochana wymyśliłem sobie zabawę.
Nominuję Cię do wstawienia swojej piosenki pod kolejnym wpisem i nominowania kolejnego bloga, daj argument za co lubisz ten blog i za co artystę, którego piosenkę udostępniłaś! Pozdrawiam ciepło!
Trochę głupia zabawa, ale coś mnie tak naszło :D
Otóż lubię twój blog za wspaniały kunszt pisarski, którym się posługujesz na blogu, a co do artysty… Leszek jest hejtowany, cóż. Mimo to uważam go za poetę. Jest nim.

Od rana chodzi mi po głowie Sex on fire. Ulubiona na pewno na dziś. Energiczna. Zawsze wprawiała mnie w dobry nastrój przed egzaminami, a że teraz sesja lub tuż przed, to może komuś się przyda. A może Pamiętnikarzowi do przygotowań przedmaturalnych ;) Jednak udostępnię inną piosenkę. Artystów, którzy od 2014 roku skradli moje serce. I nic na to nie poradzę. Mogłabym o nich mówić godzinami, wspominać każdy koncert, każde miasto w którym się z nimi bawiłam (a trochę tego było). Pokazać wszystkie płyty, autografy. Ale oni nie potrzebują aż tylu słów. Każda piosenka ma piękną melodię, dobór tekstu jest fenomenalny, że aż ciarki przechodzą. Każdy koncert to majstersztyk. Zupełnie inny, z innymi emocjami, wydarzenie, które się pamięta miesiącami, latami. I nie mówię tego na wyrost. Oto piosenka: 

A jeśli chodzi o ulubiony blog. Zagwozdka. Uwielbiam czytać blogi. Staram się odwiedzać Was tak często, jak się tylko da. Ale jakoś zżyłam się z Safą.
http://rozwinac-skrzydla.blog.onet.pl/ 
Też kocha medycynę, potwierdza, że terapia wiele daje, świetnie opisuje swoje doświadczenia, a to daje przykład wszystkim, tak wszystkim. I tym, którzy byli na terapii, tym którzy w niej trwają, postanawiają się na nią wybrać. Albo tym, którzy są terapeutami lub chcą nimi być. Tak, im też. Safa ma podobne poczucie humoru. I też kibicuje naszym kochanym „szczypiorkom”, jak ich ostatnio uroczo nazywam. 
Safo nominuję Ciebie :)  Niech zamysł Pamiętnikarza idzie w świat :)

Pozdrawiam Was ciepło, przy wtórze młotka :D

Deszcz nastraja…

sad-505857_1280

Pada deszcz. I jest szaro za oknem. Chociaż wczoraj było jeszcze biało. Zupełnie jakby anioły bawiły się cukrem pudrem ;) Szkoda, że dzisiaj przestały…

DSC_0381~2 DSC_0356~2

Upiekłyśmy kaczuchę, a teraz wegetujemy w domu i słuchamy muzyki. I powiem Wam, że dawno nie przesłuchałam tylu fantastycznych utworów. Oczywiście zamierzam się z Wami nimi podzielić. Taka jestem dobra :P

1. Kobieta, o elektryzującym głosie. Piękna muzyka. Słowa, pełne bólu, ale też nadziei. Pełne tęsknoty i miłości. Banalny teledysk, prosty, ale jakże adekwatny. Coraz częściej zakochuję się w piosenkach od pierwszego przesłuchania. Tak też stało się tym razem.



2. Ciągle o nich słyszę, a tak naprawdę rzadko miałam okazję posłuchać ich muzyki. Myślałam, że to jakiś strasznie ciężki rock. O jakże się myliłam. Ileż to ja straciłam!!! Ale nadrabiam zaległości. Są fantastyczni! I pod względem wokalnym i przede wszystkim instrumentalnym. Jest moc!



3. Nie przepadam za coverami, ale ten jest świetny. Taki słodki, uroczy, pełen ciepła. W sam raz na zimne dni.



4. I kolejny cover. Kuba. Ana. Uwielbiam. I już nie wiem kogo bardziej. Dwa głębokie, silne głosy, a jakże pięknie śpiewają o miłości. I te słowa, które mnie nigdy nie rozczarują.



5. Najnowsza propozycja Cleo. Niekoniecznie w moim klimacie, choć na jej koncercie też miałam okazję być i pamiętam, że świetnie się bawiłyśmy z przyjaciółką. W końcu Słowianki dały głos :D I szczerze, coraz bardziej się do tej piosenki przekonuję. Tekst życiowy, teledysk boski. Te góry. Krajobrazy. Ach.



6. Kolejna, młoda artystka. Też niekoniecznie moje klimaty. Choć na jej koncercie również miałam okazję być. Gdzie ja nie byłam?! :D Ale piosenka bardzo pozytywna. By cieszyć się tym, co jest tu i teraz, nie stać w miejscu, nie rozpamiętywać, żyć. W sam raz na mojego bloga :)



7. Mela. I żurawie, które sama uwielbiam robić, by przynosiły szczęście ;) Tutaj nic nie trzeba dodawać. Przepiękne słowa, melodia i ona…



8. To zawsze się sprawdza. Mężczyzna śpiewający o miłości. Tyle.



9. Wspomnienie zeszłego roku. Wspomnienie wiosny i wakacji. Przytula swoim ciepłem i radością. I miłością!



I ostatnie trzy piosenki. Kocham je za słowa. Pełne cierpienia, nostalgii, ale cóż poradzić, są przepiękne :) Według mnie, oczywiście :)







Jeśli chcecie, możecie polecać mi muzykę. Jej nigdy za wiele :)

Pozdrawiam Was niedzielnie. Wasza Scarlett!

Kto bogatemu zabroni…

Oczywiście bogatemu emocjonalnie :P Choć kto wie… może za lat kilka dorobię się ogromnej fortuny (nie wiem na czym), albo znajdę bogatego męża (nie wiem gdzie), względnie dostanę pokaźny spadek (choć nie wiem od kogo) i nie będą to długi, o nie (!). Wszystko jest możliwe.

Także… Kto bogatemu zabroni czasem być aż nadto refleksyjnym? Co do wczorajszego wpisu, ja tak naprawdę nie piszę wierszy od bardzo, bardzo dawna. I widzę jak (chociażby ten mój wczorajszy) różni się od tych sprzed sześciu lat. Tamte były… takie… optymistyczne :D Choć było we mnie dużo melancholii. Teraz są one bardziej rzewne, choć ja sama tryskam szczęściem na wszystkie strony świata. Ogólnie nie lubię swojej poezji, tak samo jak swoich wpisów, ale cały czas zwycięża we mnie moje motto: nie znam się, więc się wypowiem i góruje nad drugim: albo robię coś na sto procent, albo wcale. Z resztą poezja w moim wykonaniu to za duże słowo. Ale myśli zebrane w parapoezję czemu nie :D W końcu parapsychologia też istnieje ;)

Dzisiaj w ogóle uderzyłam w jakieś depresyjne stany, a to po słowach, które usłyszałam. Traktowały one o tym, że milczenie niweluje odczucie strachu i jednocześnie nie uruchamia w nas niepotrzebnej nadziei. Mniej więcej o to w tej myśli chodziło. Ale jak ja mogę milczeć, kiedy moje serce krzyczy?! I tak: mam nadzieję, bo czymże byłoby bez niej człowieczeństwo?! A może nieświadomie milczę, a serce się szamocze tylko poprzez wiersze? A może już za wiele powiedziałam i teraz to się na mnie mści? A może ja tę parapoezję biorę z trzewi, a moje wnętrzności myślą inną kategorią :D Ach, kto by się nad tym zastanawiał ;)

Polecam Wam moje dzisiejsze, poniższe dzieło (aż przytłacza mnie to wielkie słowo) ;) Nie jest ładne, idealne, optymistyczne, ale jest szczere i może kogoś do czegoś zainspiruje. A nawet jeśli nie, to przynajmniej ja się emocjonalnie wybebeszyłam :D Matko, jak tu dzisiaj jelitowo… Zepsułam atmosferę ;)

Pozdrawiam, Wasza, jakaś-taka, Scarlett :)

depresja

A dziś będę kipieć miłością…

Polecam Wam poezję. Niegdyś moja dusza śpiewała, dziś mówi (niekoniecznie swoimi słowami). Miłego czytania :)

 

AVE
  
Kiedy cię spotkam co ci powiem
że byłaś światłem moim Bogiem
że szmat już drogi przemierzyłem
i byłaś wszędzie tam gdzie byłem
odległą gwiazdą w sztolni nocy
zachodem słońca snem proroczym
przestrzenią serca której strzegłem
jak oka w głowie dla tej jednej
mądrej i pięknej ludzkim prawem
ave
 
Kiedy cię spotkam czy ukryję
wszystkie kobiety których byłem
pacjentem uczniem profesorem
żal nie na miejscu i nie w porę
jak mogło być a jak nie było
że wszystko na nic tylko miłość
na wieki wieków i że żaden
człowiek nie był mi tak potrzebny
ave
 
Kiedy cię spotkam jak mam spojrzeć
żebyś nie mogła w oczach dojrzeć
starego głodu którym hojnie
obdarowałem tyle spojrzeń
blasku księżyca który każe
od ścian odbijać się od marzeń
do zjawy twej wyciągać ręce
w śniegu pościeli pisać wiersze
szkłem ryte skrycie tatuaże
ave
 
[M. Czyżkiewicz]
 
Jeśli nie przyjdziesz 

świat będzie uboższy
o tę trochę miłości
o pocałunki które nie sfruną
w otwarte okno

świat będzie chłodniejszy
o tę czerwień
która nagłym przypływem
nie rozżarzy moich policzków

świat będzie cichszy
o ten gwałtowny stukot
serca poderwanego do lotu
o skrzyp drzwi
otwieranych na oścież

drgający żywy świat
zastygnie
w kształt doskonały nieomal
geometryczny 

[H. Poświatowska]
 

kochaj
mimo rozłąki i życia przepaści
kochaj
mimo dni krótszych i nocy bolesnych
kochaj
mimo niedomówień i rozterek
kochaj
czule i namiętnie
bo ja umiem tylko krzykiem
łzą
nienawiścią
kochaj
mnie za mnie

[Ot taka sobie, nieznana szerszej publiczności, Scarlett]

Czasem dobrze się pośmiać z optymistów ;)

Zdziwieni? Że ja również się śmieję optymistów? A otóż i to. Bo przecież najlepiej śmiać się z samego siebie ;) A że Łukasz, Pamiętnikarz (swoją drogą polecam Wam jego bloga po raz kolejny: 
http://naplaneciezwanejziemia.blog.pl/
), pożyczył mi swój optymizm i mam go powiększyć tysiąc razy (!!!), to robię w tym kierunku pierwszy krok ;)

Polecam Wam kilka myśli, które mnie rozbawiły, albo po prostu mi się z różnych powodów spodobały. Tylko o optymizmie. A co!

Zacznę refleksyjnie.

0_0_0_1851374943

Od razu pomyślałam o moim przyjacielu. To by było w jego stylu ;)

139

Ten demotywator nieustannie mnie śmieszy :D

1268242911_by_alterkonto_600

Hahaha :D Panowie, przepraszam. Równie dobrze mogłyby to być małe piersi ;) 

1338545384_by_Jannnu22_600

I coś dla kobiet :D

1344361594_by_kicikici91_600

A poniżej… Cała ja!

1345065506_3sixk6_600

Optymiści, nie denerwujcie maszynisty ;)

1369506284_psq4jy_600

A tutaj… Nawet ja takiego wariackiego optymizmu nie posiadam :D

optymizm

Ostatnia myśl. I osławiony tekst: „będzie dobrze”

roznica_pomiedzy_optymista_i_2015-12-14_13-06-39

Mam nadzieję, że choć trochę Was rozbawiłam.

Pozdrawiam cieplutko!

Wasza, roześmiana optymistka, Scarlett!

Jakim cudem przebywam ze sobą dwadzieścia cztery godziny na dobę… i jeszcze nie zwariowałam?!

goal-729567_1280A może już dawno zwariowałam, tylko nikt nie potrafi mnie zdiagnozować?! Wiecie, sama się zastanawiam skąd we mnie takie ogromne pokłady optymizmu. Dlatego też chcę Wam pokazać, że moje życie nie jest i nigdy nie było wymalowane barwami tęczy. Chcę Wam dać do zrozumienia, że każdy w sobie może wykształcić pozytywne nastawienie do świata. Już nie mówię o takiej skrajnej postaci jaka występuje u mnie :D Ale po prostu o umiejętności cieszenia się z życia. Hm, jednak jest to chyba tekst tylko dla ludzi o mocniejszych nerwach, bo ja pisząc go, sama mam ochotę sobie przylutować. Jak można się nad sobą użalać na tak dużej kartce?! O paręnaście zdań za dużo w moim mniemaniu. Pisanie tego wszystkiego przez optymistę jest drogą przez mękę. Serio. Ale nie przedłużam, bo dalej będzie Wam ze mną dużo gorzej ;)

Na początku proponuję kilka słów o tym, jak to mi niefajnie w życiu było, ewentualnie jak niefajnie jest. Nie zagłębiając się w szczegóły, bo nie ma sensu obarczanie Was moimi historiami i histeriami.

To co już wiecie, to na przykład to, że nie potrafię sobie nigdy poradzić ze śmiercią bliższych i dalszych. To akurat moja ogromna męka, ale radzę sobie coraz lepiej. Tak mi się przynajmniej wydaje. Choć w praktyce już nie chcę tej mojej nowo nabytej zdolności sprawdzać. Jeszcze niech raz ktoś pokaże mi zdjęcie córki i powie radosnym tonem: moja żona i dwie córki zostały zamordowane, to chyba sama się zabiję… Bez przesady, ale faktem jest, że w takich sytuacjach wolałabym zniknąć. Chciałoby się rzec: o jak dobrze, że nie jestem psychologiem. Chcieć to móc, podobno ;) Że mam pecha do kontuzji też wiecie. Uciążliwość. Ale tym razem zabiję dziadówę. Acha, zapomniałam, że miałam zionąć pesymizmem. Dobra… do tego dochodzi hipotonia, nie trawię laktozy, neuralgia międzyżebrowa, niegdyś podejrzenie boreliozy, problemy z układem oddechowym, jakieś problemy z sercem, cerą, wagą, chyba z czym się da. Jeśli ktoś myśli, że jestem szalenie bogata i stąd ten optymizm, to też muszę to wykluczyć, bo żyję na w miarę stabilnym poziomie. Kiedyś może i były momenty, że trudno było wyżyć do pierwszego, ale w tej kwestii akurat się polepszyło. Nawet długi były i chyba sto lat temu jakiś komornik. Ale kto by to pamiętał. E, miało być pesymistycznie :D No to, jestem bezrobotna, a moje wykształcenie i tak nie gwarantuje mi dobrze płatnej pracy. Z resztą nie chcę pracować w zawodzie. Może nie tyle nie chcę, co się nie nadaję. Musiałabym pracować z ludźmi, a oni albo mnie olewają, albo odzywają się tylko wtedy kiedy czegoś potrzebują, albo skrupulatnie milczą, albo mnie obrażają, albo nie kochają mnie. Och jak to żałośnie wszystko brzmi, ale jest całą prawdą. Może z tym niekochaniem przesadziłam. Ale kto mnie ma kochać, ten nie kocha ;) Chyba :D Także kontakty interpersonalne też są na, ekhym, wysokim poziomie. Hm a może mam zamożną rodzinę i w ogóle dobry dom w każdym tego słowa znaczeniu?! Albo przodkowie są tacy ą i ę? No nie sądzę… Jeśli patrzeć na poczynania wcześniejszych pokoleń, to będę starą panną z dzieckiem. I albo będę miała przypadkowego kochanka, albo mnie zgwałcą. Umrę zapewne na chorobę płuc, na raka czegokolwiek, a gdzieś po drodze czeka mnie jeszcze schizofrenia i alkoholizm. A może wyższe wartości? Wiara? Jeśli nie istnieje twór o nazwie wierzący-niepraktykujący, to chyba oficjalnie mogę nazwać się ateistką. A w sobotę czeka mnie wizyta duszpasterska. Ślicznie :D Będzie zabawnie. Pomijając fakt, że po śmierci mojego przyjaciela tak się rozminęłam z wiarą i z księżmi, że jeśli się wzajemnie nie zatłuczemy to będzie dobrze. Z resztą wierząca chyba byłam mniej więcej tak od bierzmowania. Nie no jestem. Ale tylko w sercu. Także zionę pesymizmem w tym względzie. A może ludzie mnie lubią? Podziwiam tych, którzy mnie lubią :D Ale w swoim życiu nasłuchałam się wielu niemiłych słów. Więc chyba nie każdy za mną przepada. Przede wszystkim takie kwiatki były dziełem moich znajomych i nauczycieli. Że na niczym się nie znam, a już na pewno nie na życiu, że źle skończę. Że jestem nikim. Zawoalowane: że jestem głupia. No tak, na mądrej głowie włosy nie rosną, a u mnie ostatnio rosną na potęgę ;) A może mam boską przeszłość. Hm, jeśli dobrze sobie przypominam, wagarowałam, szukała mnie nawet policja, raz chciałam popełnić samobójstwo, a może dwa. Jakiś tam przypadek samookaleczenia był. I wzięcia większej ilości tabletek nasennych. Do tego bunt młodzieńczy, nawet z chowaniem alkoholu w kościele :D Nie pytajcie… A może mam fantastycznego faceta? Mężczyźni jakoś ode mnie uciekają. Wredna suka ze mnie, to po co mieliby zostawać. I chyba już jestem starą panną :D Śmiesznie jest. Więc skąd ten mój optymizm? Może mam dobrego dilera? Za dużo piję? Może już powinnam iść do psychologa, bo mam takie problemy i nadal się cieszę jak głupia… To chyba trzeba mieć coś z głową? Do psychologa akurat mam strasznie blisko, więc na pewno skorzystam ;)

Przeczytałam to wszystko i uwierzcie, albo nie, ale chce mi się śmiać. Ach dodam, że przyszłość też się różowo nie zapowiada, bo wiecie te bezrobocie, te moje nogi nieszczęsne się wyleczyć nie chcą. Więc na koncert już chyba nigdy nie pojadę, w ogóle nigdy nigdzie nie wyjadę i z nikim się nie spotkam, bo przecież strach wychodzić z domu, bo znów się mogę uszkodzić. Lęk przed przestrzenią? Przed pająkami? Lęk wysokości? Też się przewijają. I mogłabym tak wymieniać…

Gdzieś mniej więcej 10 lat temu usłyszałam, że nie znam życia i co ja mogę o nim wiedzieć. Miałam wtedy pomiędzy 15-16 lat. Oczywiście skwitowałam to jakimiś przekleństwami, bo przechodziłam okres buntu. A mieszkanie w wielopokoleniowym domu niczego nie ułatwiało. Uważałam, że jestem taka mądra. Potem przyszła śmierć mojej babci, wagarowanie, było raz lepiej, raz gorzej, miłości, niemiłości, jak u każdego. Choroby, kolejne odejścia (te metafizyczne, fizyczne, mentalne). I mogę przyznać z zupełnym przekonaniem, że jako nastolatka się myliłam. Nie znałam życia. Nadal nie znam, ale przez ten czas nauczyłam się bardzo wiele. I może to właśnie z tych wszystkich wydarzeń wyniosłam ten cały swój niepoprawny optymizm. I jakkolwiek frazesowo by to nie zabrzmiało, tak właśnie jest. Mądrości, które spisałam poniżej może są oklepane, może niezbyt fachowe. Jednak jeśli trochę się przeżyło, to dociera się do momentu, że nawet jeśli coś jest oklepane to może być prawdą. Mając 15 lat na pewno większość tego tekstu bym wyśmiała i powiedziała magiczne: to mnie nie dotyczy. Teraz wiem, że nie jestem nieśmiertelna, że ludzie wokół mnie też o dziwo odchodzą i nie będą żyć wiecznie, że kiedyś zostanę sama i nie pomogą mi żadne pieniądze. Wiem, że na samej karierze życie się nie kończy, że potrafię kochać i to mocno, może za mocno. I wiem, że potrafię wyjść z nawet największych tarapatów. Dlatego przedstawiam Wam to, czego nauczyło mnie prawie 26 lat życia na tym łez padole.

1. Najważniejsze jest zdrowie. Co do tego nie ma wątpliwości. Rozumieją to osoby, które te zdrowie kiedykolwiek straciły na dłuższy czas. Osobiście jestem zdania, że jeśli ma się zdrowie, ma się wszystko. Można korzystać z życia, poznawać nowych ludzi, pielęgnować przyjaźnie, spełniać się zawodowo i nie tylko. I to nieprawda, że najważniejsza jest miłość. Choć sama czasem bardziej zawodzę nad tym, że za kimś tęsknię niż nad tym, że coś mnie strasznie boli, dlatego mój organizm skutecznie mi przypomina, że nadal boli i że mam nie zawodzić nad tym, że jestem taka niekochana ;)

2. Marzenia się spełniają. I je się spełnia. Czasem same się realizują i aż bywam zaskoczona, że to czy owo się udało. Jednak nie ma nic piękniejszego niż dążenie do realizacji swoich pragnień. Chociażby aktualnie zafiksowałam się na tym, by 6 marca pojechać na koncert do Krakowa. I zrobię wszystko, by uczynić te marzenie realnym. Ktoś zapyta: a co jeśli się nie uda? Trudno. Rok ma jeszcze wiele lepszych i odpowiedniejszych dni :)

3. Nic w życiu nie jest przesądzone. Czasami myślę: oho, to klops, to mi się nie uda. Albo: oho, on się już nie odezwie i nigdy nie spojrzymy na siebie tak jak wtedy. Albo: oho, skoro moja mama nie ma faceta, ja też nie będę miała. Pff… Nie ufajcie tym swoim wewnętrznym i zewnętrznym potworom, które odbierają wszelkie nadzieje.

4. Nie możemy zakładać, co ludzie o nas myślą. A ja uwielbiam to robić. Zakładam odgórnie, że ktoś mnie nie lubi, bo… Albo, że jest taki i siaki wobec mnie, dlatego bo… Potem się okazuje, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Bo skąd mam wiedzieć czemu ktoś np. nie odpisał na mojego maila? Mam zgadywać? Zadręczać się? A nie prościej, prosto z mostu zapytać?

5. Trzeba korzystać z życia. Cieszyć się każdą chwilą. Bo żadna z nich się nie powtórzy. I nie ma, że boli, że za oknem zimno, że nuda. O nie. Trzeba się jakoś zorganizować. Zrobić coś, co się kocha. Żyć.

6. Żałujemy tylko tego, czego nie zrobiliśmy. Pamiętam ile głupot popełniłam w życiu. I cholernie miło je wspominam. Nawet jeśli wtedy wyglądało to trochę niezbyt ciekawie.

7. Trzeba być dobrej myśli, bo po co być złej. To chyba robię codziennie i doskonale to widzicie. Nie ma co się nakręcać, że coś nie pójdzie po naszej myśli, coś się nie uda… Bo co to daje? Złe nastawienie. A jeśli będziemy nakręceni zbyt pozytywnie, a potem przyjdzie rozczarowanie i szlag wszystko trafi? Hm, wydaje mi się, że wtedy do celu po prostu trzeba iść inną drogą. To, że coś raz, czy drugi nie wyszło, nie znaczy, że nie wyjdzie nigdy.

8. Warto być dobrym dla siebie samego. W każdym względzie. Dbać o ciało, psychikę, pozwalać sobie na różne emocje, wymagać od siebie, ale nie być zbyt surowym sędzią. Jeśli będziemy dla siebie dobrzy to zaprocentuje :)

9. Dobrze mieć pasję. Bez pasji życie jest jakieś takie… Błe. A pasja sprawia, że mamy odskocznię od codzienności. Robimy co kochamy, co daje nam szczęście, ubogaca nas.

10. Porażki też są po coś. Chociażby po to, by się na nich uczyć ;)

11. Jeśli czegoś nie wolno, a bardzo się chce, to można. Można, bo kto nam zabroni. Nie mówię tutaj o łamaniu prawa. Ale na przykład, kiedy jest się na diecie i już trzy miesiące nie jadło się niczego słodkiego, a tu nagle przychodzi okazja, bo idziemy na ciacho z przyjaciółką, to czemu nie :)

12. Miłość to nie tylko kochanie zalet. Z ładnej miski się nie najesz. Kiedyś wyśmiewałam moją mamę i babcię za poglądy w tym względzie. Ale rzeczywiście… Pusta, ładna miska na nic się zdaje. Chyba tylko do dekoracji. A miłość to kochanie całego człowieka, nawet jeśli nie jest najprzystojniejszy, a potrafi Cię co dzień zaskakiwać i nigdy Cię nie nudzi, to jest to :)

13. Niczego nie musisz. W życiu tak już jest. Nie musimy niczego. Chociażby nie musimy na siłę być szczęśliwi. Dlatego nie myślcie, że każę Wam te moje rady wdrażać w życie ;)

14. Nie można dawać sobą pomiatać. Ja to robiłam zdecydowanie za długo. Aż zrozumiałam, że w moim życiu najważniejsza jestem ja sama, a nie spełnianie zachcianek innych. Jestem człowiekiem, pełnoprawnym, jak każdy, i mnie się nie poniża.

15. Życie to też chwile szaleństwa. Nuda w życiu nie jest wskazana. Czasem dobrze zrobić coś szalonego, co można wspominać latami.

16. Warto mieć wokół siebie zaufanych ludzi. Ale nie takich, którzy najpierw kogoś obgadują, a potem są tego kogoś najlepszym kumplem. Z zaufaniem akurat mam problemy, bo często ufam nie temu komu trzeba. Albo w ogóle nie ufam. Ale to da się wypracować.

17. Nie warto się przejmować. Łatwo mówić. Ale po co się przejmować czymś co miało miejsce, a na co nie mieliśmy wpływu, albo tym, co dopiero ma mieć miejsce? I rozpamiętywać to dniami i nocami…? Tutaj akurat mistrzem nie jestem. Ale cały czas się uczę :)

18. Mniej myśleć, więcej działać. Sama widzę, że tutaj się opuściłam. Ale gdzieś w postanowieniach to zapisałam, także muszę działać. Przykładowo, czasami sobie myślę: matko, a co ona sobie pomyśli, gdy powiem jej, że to czy tamto?! Scarlett, weź po prostu mów i nie marudź :D

19. Człowieka można zniszczyć ale nie pokonać. O to to to! Ilu już chciało mnie zniszczyć. Ilu już praktycznie to zrobiło. A ja odrodziłam się. Jeszcze silniejsza.

20. Na wszystko potrzeba czasu. Kiedy byłam w żałobie, z resztą jak wiecie po moim wpisie (jednym z uczuciami na wierzchu), wielu ludzi mówiło, że chyba powinnam skończyć się zadręczać, bo tydzień cierpienia to lekka przesada. Psychologia na ten temat też twierdziła, że no tyle i tyle czasu potrzeba maksymalnie. Ja potrzebowałam ponad roku, by przestać ronić łzy za każdym razem, kiedy widziałam jego fotki, słyszałam imię. Dzisiaj mogę powiedzieć: jest dobrze. Nie idealnie, ale dobrze. I tak jest z każdą sytuacją. Na wszystko tego czasu nam potrzeba. A jest on bardzo indywidualną sprawą i nie mogą go wyliczyć żadne podręczniki.

Z tymi moimi pesymistyczno-optymistycznymi myślami Was zostawiam :) Nie planuję puenty, bo uważam ją tym razem za zbędną.

Wasza Scarlett!

Facet to facet…?

waiting-410328_1280

Jeśli ktoś z Was śledzi mój facebookowy profil, to doskonale wie, że w weekend postanowiłam docenić panów. Ostatnio często wrzucałam chwalebne grafiki na cześć kobiet, a przecież moją Krainę odwiedzają także mężczyźni. Mężczyźni, którzy też potrzebują uwagi. Serio. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. [Panowie, radzę doczytać do końca.]

Facet, to taki twór, który potrafi tylko jedno. Nie no… trzy rzeczy. Jeść, zalegać na kanapie i kochać się z byle kim. Raczej pieprzyć, bo kochać to chyba za duże słowo. Dodatkowo, facet nie jest specjalnie inteligentną istotą. Jakżeby inaczej, skoro myśli penisem, a nie jak kobiety – mózgiem. Jak ten dobry Bóg to rozdzielał?! Ach i mężczyzna nie ma uczuć. Facet jest tylko od… hm… chyba od niczego. Skoro ani to się nie ruszy by wbić gwóźdź, ani to ambitne, ani nawet miłe w dotyku. Działa instynktownie, zupełnie jak zwierzęta. Leci tylko za pańcią i non-stop chce wszędzie zostawiać swoje geny. A potem żre. Żre i żre, aż pęknie. Ofiara. No ofiara!

Panowie moi ukochani. Nie wiem kto jest autorem przeróżnych myśli na obrazkach i nieobrazkach w Internecie. Ale to chyba babki przed okresem, lub takie, które przez całe swoje życie spotykały niewłaściwych facetów. Dlatego też trudno znaleźć ciekawy cytat, który oddałby chociażby w dziesięciu procentach to, że Wy, panowie, jesteście, jakby nie patrzeć, nam kobietom potrzebni do życia. I to nie tylko, odnośnie sfery seksualnej czy młotkowo-gwoździowej. Ale cóż jest piękniejszego od miłości? Od męskiego wsparcia? Od tego, jak nas rozczulacie, rozśmieszacie, rozpieszczacie? Poza tym, nie oszukujmy się, my kobiety musimy mieć na kogo narzekać ;) A w Internecie widzę, że Wy lecicie tylko na duże cycki jak u Pameli, nie robicie nic a nic i zagryzacie to niczym, a jeśli już zdarzy Wam się myśleć, to oczywiście tylko o seksie. Hm, a może ja zwyczajnie mam szczęście i trafiam na same całkiem niezłe okazy?! I tym bardziej się cieszę, że znam panów, którzy jak dla mnie zasługują na miano bohaterów. Kobietki, żebyście nie pomyślały, że coś mi dzisiaj na mózg siadło, albo, że dobry seks w nocy sprawił, że się zafiksowałam ;) Może i siadło, może i seks, ale Wy Panie też jesteście bohaterkami. Bo każdy z nas nim jest. ŻYĆ to naprawdę ogromna sztuka i wyczyn. Dla każdego.

Jednak kontynuując… Chciałabym dodać, że panowie są idealnym dowodem na to, że pod twardą skorupką, można znaleźć coś miększego. I nie chodzi o to, że niewiele potrzeba by twardy penis stał się miękki i odwrotnie. Bo panowie mają uczucia! I niekoniecznie są to uczucia rozpłodowe. Tylko czasem chowają emocje pod maską i trzeba ogromnej determinacji, by do niektórych z nich dotrzeć. Co za tym idzie, mężczyzn jest często łatwiej zranić, niż kobiety. I wcale nie dlatego, że są słabi. Tylko dlatego, że zbyt długo musieli udawać silnych. Nasze społeczeństwo nie potrafi znieść męskich łez, uważając je za objaw największej dziejowej słabości. A męskie łzy to właśnie obraz tego, jak bardzo mężczyźnie zależy, jak bardzo bolesna jest dla niego dana sytuacja, jak cierpi. I wcale nie dlatego, że jest ciapą. Bo nie jest.

Panowie, mam ogromny szacunek do tego, że staracie się być tacy męscy, silni, potraficie być dla nas ostoją. To właśnie przy Was kobiety najpiękniej rozkwitają i aż strach pomyśleć, co by było gdyby Was nie było. I przyzna to każda pani, która nie wstydzi się zgodzić z faktem, że z mężczyznami nam do twarzy. A Wam z nami, drodzy mężczyźni :)

Zaś wszystkim tym, którzy mają dzisiaj studniówkę, a wiem, że takowi są, życzę żebyście przetańczyli całą noc, nie upili się zbytnio (bo po co się zbłaźnić przy nauczycielach), abyście mieli co wspominać za kilka lat (zupełnie tak jak ja). I bez obaw. Studniówka nie jest potworem. Potworem nie jest też matura. Ba, nawet nie studia. Potworem nie jest nawet życie. Potwory tworzymy sami. Grunt by nauczyć się je okiełznać :) Mądralińska się znalazła ;)

Pozdrawiam Was weekendowo,

Wasza Scarlett.

Historia, która (być może) nigdy nie miała miejsca.

love-177785_1280

A pamiętasz jak Ty byłaś zakochana? Słowa, które sprawiły, że miałam ochotę powiedzieć wszystko, co do kropeczki, ale nie mogłam. Jednak każdy z nas ma tajemnice i dopóki nie są one specjalnie raniące i specjalnie ważne, to lepiej je zatrzymać dla siebie. Matko, co ja mówię. To najważniejsza z moich tajemnic, ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że mówię o niej bez zaczerwienionej twarzy. Za tydzień jest rocznica. Taka mała. Choć nie wiem czy to stało się akurat wtedy. Śmiesznie, bo kolejna sytuacja przypomina mi tamten dzień. Nie pamiętam zbytnio jaka była pogoda, ale pamiętam, że w domu nie mówiłam o niczym innym. A za kilka tygodni wszystko tak perfekcyjnie się spieprzyło. Wiem, że za tydzień będzie ciężko. Zupełnie jakbym cofnęła się w czasie. Nie pokojarzyłam na początku. Ten sam dzień, nagła zmiana godziny. Tak jak wtedy. Musiałam nawet spojrzeć na stare połączenia, bo nie wierzyłam.

Mężu. Nie czytaj. Zajmuj się Leosiem :P

ONA.

Postanowiliśmy napisać kilka słów o sobie nawzajem. W rezultacie, siedzimy w fotelach naprzeciwko siebie. Dzieli nas mały stoliczek. Mam ochotę krzyknąć, że laptop na kolanach źle mu zrobi na potencję, ale od razu się zdenerwuje, więc po co mam psuć dobry nastrój. Tak, to mnie w nim irytuje najbardziej. Zbyt szybko się denerwuje. Oczywiście cały kipi, złość wychodzi uszami, a potem ucieka i tyle go widziałam. Jak ogłuszony pies. Zamiast na mnie nakrzyczeć, rzucić czymś we mnie, poprzeklinać. Nie. Duma go zżera, urażone to to i bez kawy nie podchodź. Bo czym jak czym, ale akurat dobrą kawą da się go udobruchać. Ale miałam pisać o pozytywach. A znowu się nakręcam. Może opiszę co widzę. Widzę moje słońce. Ubrane najzwyczajniej w świecie. Zwykłe dresowe spodnie, zwykła koszulka spod której wystają delikatne włoski na torsie. Wywalił te swoje nogi do przodu, bo przecież tak mu najwygodniej i uśmiecha się do komputera nie wiadomo z jakiego powodu. Lubię go takiego zamyślonego, zapracowanego, bo rzadko mu się to zdarza :D Oberwę po tym tekście. Serio. Jak nie przeżyję to przynajmniej będzie dowód. Co jeszcze w nim lubię? Jego zakochane oczy. Młodnieje przy mnie. O teraz się patrzy. Tak, zakochane oczy. Kiedy jest na mnie zły, albo sprawiam mu przykrość, to na mnie nie patrzy. Może dlatego tak kocham kiedy rozczulająco na mnie spogląda. Tak jakby przytulał mnie spojrzeniem. Lubię też to jak na mnie reaguje. Zawsze się odpręża kiedy jestem blisko. Cały mikroklimat wokół się wtedy uspokaja. Kocham go za to, że jest taki duży, taki mądry, taki stateczny, a mimo wszystko taki ciepły i do rany przyłóż. Kocham go, choć nigdy bym nie powiedziała, że to właśnie do niego szybciej zabije moje serce. O matko, tak, kocham go. Całą sobą. I w sumie, wiecie co, trudno to wszystko opisać słowami. Po prostu, chciałabym zająć miejsce tego jego laptopa. Idę.

ON.

Ona. Jest najlepszym co mi się w życiu przydarzyło. Nie wierzę, że po tylu latach bezsensownego czekania na niewiadomo co, weszła do mojego życia i wywróciła je do góry nogami. Zupełnie jakbym był naocznym świadkiem huraganu czy innego tsunami. Zawsze roześmiana, ciągle szczęśliwa, zabiłbym tego, który zmazałby jej uśmiech z twarzy. Właśnie ten uśmiech to jej wizytówka. Kiedy się nie uśmiecha czuję jakby słońce zgasło. I nigdy nie wiem co na to poradzić. Jak to facet wymyślam durne żarty, wygłupiam się. Wszyscy by się śmiali. Ale ona nie. Bo ona nie jest taka jak wszyscy. Przecież tylko ona potrafiła trafić w moje serce. Teraz się śmieje, zapewne napisze o mnie coś głupiego, ale niech pisze. Nie potrafię się na nią gniewać dłużej niż kilka sekund. Bardziej boję się, że kiedyś zrobię coś głupiego i zostanę sam. Bez niej już nic nie miałoby sensu. Idzie do mnie. Koniec tej zabawy w słowa. Kocham ją. Po prostu.

Historia jest. Żebyście tak nie zasnęli z niczym ;) A ja lecę oglądać zmagania naszych szczypiornistów.