Listopad 2015
N P W Ś C P S
« paź   gru »
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
2930  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

Miesięczne Archiwa: Listopad 2015

Miło tak przysiąść nad pytaniami, które dają do myślenia :)

Dawno, dawno temu, kiedy to jeszcze byłam wiecznie zabiegana, zostałam nominowana do Liebster Blog Award. Dla niewtajemniczonych…

„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”

Nominowała mnie autorka bloga, której wpisy wywołują we mnie zawsze ogromne emocje. Dlatego też, jak najbardziej go Wam polecam. Wejdźcie, poczytajcie, przeżyjcie wszystko wraz z autorką. Warto!


http://spalonypamietnik.blog.pl/

Nominacja ta pokazała mi, że w sumie to, co robię ma sens. I, że to co robię, robię dobrze. Chociaż raz ;) Poza tym, jest to naprawdę świetna zabawa. A ja lubię się bawić ;)

Także zapraszam do poczytania moich odpowiedzi.

1. Czy to pierwszy i jedyny blog jaki piszesz? Nie jest to mój pierwszy blog. Jednak prowadzenie pierwszego bloga nie sprawiało mi satysfakcji i nie miałam do niego serca. Był on bardziej naukowy, bardziej merytoryczny, ale nie odzwierciedlał w pełni tego, jaka naprawdę jestem. Aktualnie jestem tylko Scarlett, tylko sobą.

2. Czy udostępniasz swój blog bliskim i znajomym? O moim blogu wie garstka moich znajomych. Raczej pozwalam sprawom toczyć się swoim torem i wchodzą tutaj w dużej mierze osoby, których nie znam. I tak mi chyba jest o wiele wygodniej.


3. Na ile odkrywasz się w swoim blogu? Piszę dokładnie to, co myślę. O swoich przeżyciach, przemyśleniach. Nikogo nie udaję, bo nie muszę. Nie mogłabym używać nazwisk, nie używam też imion, bo mimo wszystko chcę utrzymać anonimowość pewnych osób. Nie mówię też kim jestem z zawodu, bo nie chcę by czytelnicy patrzyli na mnie z określonej perspektywy, doczepiając niepotrzebne łatki. Staram się czasem być ogólnikowa aż do bólu. Ale w tej całej ogólnikowości jestem autentyczna.


4. Czy zarabiasz na blogu, ewentualnie czy myślałaś o tym? Myślałam o zarabianiu na blogu, ale szczerze… nawet nie wiedziałabym jak się za to zabrać. Dlatego na myśleniu poprzestałam. Może kiedyś. Chociaż chyba nie jestem stworzona do biznesów ;)


5. Czy inne blogi są dla Ciebie inspiracją? Zdecydowanie. Lubię czytać inne blogi. Czasem jestem zaskoczona jak ich autorzy świetnie potrafią dobierać słowa, co mi czasem się nie udaje. I to daje mi napęd do tego by być jeszcze lepszą i by ktoś kiedyś w końcu powiedział mi: wiesz Scarlett, Ty to masz lekkie pióro ;)


6. Ulubiona postać kobieca z literatury albo filmu. Uzasadnij swój wybór. Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem”. Zdecydowanie. Kobieta pełna sprzeczności, intrygująca, taka jak my wszystkie. Widzę w niej siebie, swoje emocje. I wiem, że zapewne wszyscy domyślali się takiej odpowiedzi ;)


7. Gdybym mogła porozmawiać z postacią historyczną, wybrałabym…… Zastanawiam się nad dwiema osobami. Roskolana. Żona sułtana Sulejmana Wspaniałego. Porozmawiałabym z nią na temat mężczyzn. Potrafiła z nimi postępować i zawsze osiągała, to co chciała. I Sigmund Freud. Cały czas zadziwia mnie jego psychoanaliza. Nie wiem skąd on to wszystko brał :D Może jakby wytłumaczył mi to jakoś łopatologicznie, to bym zrozumiała ;)


8. Najfajniejszy rok w moim życiu to rok…. Ponieważ…. 2009. Zdałam maturę, chwilę potem zakochałam się bez pamięci, by zaraz potem iść na studia. Wtedy wszystko wydawało się takie możliwe, takie realne. Utopia.


9. Najważniejsza książka to …. Może i nie będę oryginalna. Biblia. Gdy nie wiem co mam zrobić, na chybił trafił szukam w niej cytatów. Chyba kiedyś do niej najczęściej zaglądałam. Teraz już mniej. Ale pomagała. Ogólnie dużo czytam. Nawet bardzo. Ale żeby jakaś z książek wywarła na mnie duży wpływ i mogłabym ją nazwać ważną, to niekoniecznie.


10. Najważniejszy film to …. Dziś jestem blondynką. Keith. Pasja. Whiplash. Once. Now is good. Gwiazd naszych wina. Pół żartem, pół serio. Śniadanie u Tiffanyego. Tych filmów jest ogromna ilość. Wiele oglądanych po kilka razy. Jednym zdaniem: uwielbiam filmy stare, z trudną tematyką i muzyczno-taneczne ;)


11. Blog „Pamiętnik spalony wstydem” określiłam jednym słowem jako…… ciarki!

 

A teraz pora na moje nominacje:


http://gratefulblog.blog.pl/
za świetne teksty i lekkość pióra :)


http://ktojestwsrodku.blog.pl/
za to, że pięknie Ktosia pisała, ale ostatnio mało jej mam ;)


http://czytam-opisuje.blog.pl/
za to, że była pierwszą, która komentowała moje wpisy, która interesowała się tym co piszę, a teraz już od dłuższego czasu nie mogę się doczekać na jakikolwiek wpis na jej blogu :( więc pora Cię Olu zmobilizować :)


http://daybyday.blog.onet.pl/
za to, że wreszcie mogę spojrzeć na świat męskimi oczami, męską wrażliwością i nominuję ten blog po to, by jego autor miał jeszcze mniej czasu na rozmyślanie ;)


http://naplaneciezwanejziemia.blog.pl/
kolejny mężczyzna, kolejny punkt widzenia, do którego również nieśmiało zaglądam. A co! Im więcej inspiracji, tym lepiej :)


http://o-powrocie-z-depresji.blog.onet.pl/
za piękne świadectwo tego, jak terapia zmienia życie… coś cudownego. akurat przeczytałam wpisy autorki w momencie, gdy przestałam wierzyć w wiele rzeczy, które według mnie nie miały już sensu.


http://zakazanayowoc.blog.onet.pl/
piękne teksty, które ubrane są w różne emocje. W większości te, które aktualnie targają moim sercem…


http://adewma.blog.pl/
za wszystko! dobrze przysiąść nad tym blogiem i otulić się słowami autorki. A wyliczenie wieku mężczyzny idealnego dla kobiety, majstersztyk :D rozbawił mnie do łez ;)


http://niezwykladusza84.blog.pl/
również ku mobilizacji autorki, bo świetnie pisze, a się nieładnie opuszcza na blogu ;)


http://macierzanka12.uchwycone-chwile.pl/
za postanowienia nienoworoczne ;) bo po co czekać aż do Nowego Roku!


http://karuzela-nan.blog.pl/
za pewien tekst. o wykładzie. ach! wejdźcie tam i poczytajcie :)

A oto moje pytania:

1. Z czego jesteś dumny w swoim życiu?

2. Gdybyś mógł urodzić się w innych czasach, to które by to były i dlaczego?

3. Jak zdefiniowałbyś szczęście?

4. Co najbardziej lubisz w sobie?

5. Gdzie odbyłeś swoją najdłuższą podróż?

6. Jakim mottem w życiu się kierujesz?

7. Gdybyś mógł być kimś innym, kim byś był?

8. Gdybyś posiadał jakąś moc (uzdrawiania, przenoszenia się w czasie, niewidzialności itp.), to jaką chciałbyś mieć i dlaczego?

9. Czy według Ciebie wina zawsze leży po obu stronach?

10. Czym według Ciebie jest osławione „to coś” w drugim człowieku?

11. Czy według Ciebie współcześnie jest jeszcze czas dla autorytetów?

Dziękuję za nominację, Wam za uwagę i wszystkim blogerom za to, że wykonują kawał dobrej roboty! Oby tak dalej!

Pozdrawiam, Wasza Scarlett :)

Człowiek, przedziwna istota, której pasją jest tworzenie problemów…

Tworzenie problemów urasta w naszym społeczeństwie do rangi pasji. Dodałabym do tego jeszcze brak umiejętności uczenia się na własnych błędach i mielibyśmy idealne koło, tyle że błędne. Są tutaj jednak pewne pozytywy zauważalne nagim okiem (nagim, bo nie lubię słówka gołym). Tworzymy problemy, czyli myślimy, o wiele za dużo i za często. Skoro myślimy, to żyjemy. Także genialnie. Skoro tworzymy, to znaczy, że jesteśmy kreatywni. Znów plus. Tylko czy, aby nie jest trudniej potem zburzyć ten swój problem, który już raz postawiło się na solidnych fundamentach? I czy Kartezjusz, mówiąc cogito, ergo sum, miał też na myśli zamartwianie się?

Moim zdaniem wiele problemów jest stworzonych przez samo homo sapiens. Nie wspominając nawet o czymś takim jak efekt cieplarniany, smog i pochodne. Ale np. choroby, drobne defekty urody, konflikty z innymi, samotność.

A życie jest dosyć proste. Jeśli lekarz mówi ci, co masz robić by wyzdrowieć, to stosuj się do jego zaleceń. To nie szaman, który wróży z fusów, tylko człowiek, który ileś lat się uczył, ileś lat praktykował. Musi się trochę znać na tym, co robi.

Jeśli narzekasz, że masz cienkie włosy, słabe rzęsy, wysuszoną cerę… Czy nie prościej się coś z tym zrobić, a nie wiecznie powtarzać sobie jestem taka beznadziejna

Pokłóciłaś się z nim. I zawisło między Wami milczenie. Zapytaj czemu milczy, czy może zachowałaś się jakoś niestosownie. Jeśli ma serce i mu na Was zależy, odpowie. Jeśli nadal będziesz słyszeć tylko szum własnego laptopa, możesz to wykrzyczeć w poduszkę. Pozwalam. Raczej nie jemu prosto w twarz, bo dobrze zachować trochę godności.

Samotność. Na samotność najlepsze jest wyjście do ludzi. Może być dziwnie i niezręcznie, ale a nuż będzie zabawnie ;)

Mogę tak w nieskończoność. Ale jeśli raz pojawi się dany problem i nic z nim nie zrobimy, to zacznie gnić w naszym życiu, a tego byśmy nie chcieli. Bo wiecie, skoro gnije, to śmierdzi. Skoro śmierdzi, to nie sposób o nim zapomnieć. I znów niesamowite błędne koło.

Mój apel na dziś? Nie zamartwiajmy się, nie w Dzień Pluszowego Misia. Po co smucić nasze zabawki z dzieciństwa ;) Działajmy. Bo co nam innego pozostało? Skoro potrafiliśmy stworzyć problemy, to pora zacząć tworzyć piękniejsze jutro, już od dziś. Stać nas na to. Przecież pięknie wybudowaliśmy nasz wysoki i smukły problem w stylu rokoko. A może w stylu romańskim…? Co kto woli ;)

PS. Zmierzajcie choćby tip-topami do Waszych celów i rozwiązania tego, co Was nurtuje po nocach. Warto. A jeśli uważacie, że z Waszym problemem nikt sobie nie poradzi, to piszcie do mnie. W końcu jestem etatową optymistką ;)

Pozdrawiam, Wasza przemądrzała Scarlett :)

Od rana mam genialny humor!

Czy ja przypadkiem wczoraj wieczorem zawodziłam jak to tęsknię za dawnymi czasami…? Czy myślałam o facecie, który milczy? Było coś, no nie? :D I może nadal zastanawiałabym się dlaczego mam takiego pecha, gdyby nie chłopak, który dzisiaj do mnie z rana napisał. Myślę, że nie będzie zły, jeśli wkopiuję tutaj jego wiadomość. Uwaga. Zaczynam. Żeby nie było, w oryginale. Bo po angielsku to jakoś mniej tanio brzmi ;)

you are a beautiful girl
all men dream to have a wife like you
all men dream a great love with you
all men dream to have a beautiful babies with you
all men dream a lovely family with you
you are beautiful girl
you are very beautiful girl

Myślę, że tłumaczyć nie trzeba :D Jakie to proste, a jak sprawiło, że się śmieję. Zawsze wiedziałam, że wszyscy mężczyźni mnie pożądają. A co! :D

Życzę Wam pogodnego dnia! Zarówno odnośnie aury zewnętrznej, jak i w serduszku.

Pozdrawiam, Wasza roześmiana Scarlett ;*

Przyjedź i pomilcz razem ze mną…

Czerwiec. Rok Pański 2015. Upalny, duszny dzień. Poranek pełen nerwów. Nauka na egzamin. Obawa, że z wieczornych planów nic nie wyjdzie. Poczucie, że wszystko pójdzie nie tak, jak pójść miało. Egzamin, końcem końców, zdany beznadziejnie. Prywatny egzamin, z dorosłości i komunikacji interpersonalnej, oblany. Gonitwa by zdążyć się ogarnąć przed wieczorem. Spóźniony pociąg. Podczas podróży cały czas coś piszczało. Ciemny las. Pioruny. Deszcz. Otarcia na stopach. Koncert z parasolkami. Wszystko nie tak.

Kiedy dziś wspominam tamten dzień… Był idealny. Pizza na pysznym cieście, dużo śmiechu, piękne rośliny tu i ówdzie. Moi cudowni chłopcy, którzy śmiali się i byli tacy szczęśliwi. Czułam, że mogę wszystko. Że możemy wszystko. Gdy teraz patrzę na tamte zdjęcia, i na te późniejsze, na video z nimi, na niego… coś jest nie tak. Nie ma blasku w oczach. Nie ma. Albo chcę by go nie było. Mimo wszystko, wiele bym dała, by cofnąć się w czasie i być znowu tam… Tam, gdzie w moim słowniku nie było stwierdzenia: to jest niemożliwe. Chcę znów móc wszystko.

Jest taka piosenka. Moniki Lewczuk. Która przypomniała mi właśnie o tamtym dniu i ówczesnym poczuciu sprawczości.

Rzucić los w nieznane
Tańczyć nieprzerwanie
Cieszyć się każdą z chwil
Odnaleźć gdzieś najdalej
Noce nie przespane
Od nowa spełniać wszystkie sny

Te słowa najlepiej opisują to, co w tej chwili czuję. Nie myślcie, że czegoś mi brakuje, że się zamartwiam… Nie. Jest dobrze. Wiele osób trzyma za mnie kciuki i jak tylko wyzdrowieję, to będę biegać od jednej kawy do drugiej, a nawet pomiędzy jedną wiśniówką, a drugą whisky. Zauważam też coraz więcej lajków na fb, coraz więcej Was tutaj. I to dobrze, bo wreszcie mogę być dumna z mojego raczkującego dziecka, jakim jest ten blog. Ale dzisiaj pojawiła się jakaś nutka sentymentu. Naprawdę tęsknię za tym co było. A to było życie w biegu. Chaos kontrolowany. A najgorsze w tym wszystkim nie jest wcale to, że jestem uziemiona. O nie. Najgorsze jest to, że tam gdzie inni stawiają kropkę, tam ja zawsze muszę postawić wielokropek. A jak postawić wielokropek po ciszy? Po milczeniu? Czyżbym kolejny raz przegrała?

Swoją drogą, zauważyłam, że pisanie o milczeniu to ostatnio popularny temat wśród tutejszych blogerów. I dobrze mi mówić komuś: spokojnie, on/ona się odezwie. Jak mogę tak twierdzić, skoro jestem w identycznej sytuacji i doskonale wiem, że po tym milczeniu nie nastąpi nawet najlichsza rozmowa… Choć łudzę się w cichości mego serca już chyba z drugi miesiąc… Co nie zmienia faktu, że te milczenie coraz bardziej dla mnie oznacza obojętność. Ktoś milczy, bo ma mnie, kolokwialnie mówiąc, gdzieś. Nawet śnieg za oknem wydaje się cieplejszy niż sytuacja, która ma miejsce między nami.

Oszukiwałam się, że problemy zdrowotne są o wiele gorsze niż problemy w relacjach interpersonalnych. Ale po nocach wcale nie płaczę dlatego, że wszystko okropnie mnie boli. W nocy płaczę, bo są osoby, którym już nigdy nie będę mogła powiedzieć, że jest dobrze, albo źle. Nie pochwalę się tym i tamtym. Szczęściem będzie jeśli w ogóle spojrzą mi w oczy, kiedy spotkają mnie na ulicy. Nie będzie życzeń, podziękowań, przeprosin. Niczego.

Milczenie. Pokazało mi, że nic nie znaczę. Mniej niż nic. Kocham ciszę, ale akurat nie w takich sytuacjach. Nie milczenie. Stan, po którym już nic nie następuje, po którym nic nie ma prawa się zdarzyć, zaistnieć…

Brak mi naszych nocnych rozmów, spowiadania się z tego co akurat robimy i wiecznego tłumaczenia się. Bo przecież oboje baliśmy się, że druga strona źle zinterpretuje nasze słowa. Aż się dziwię, że nie pomyśleliśmy o własnym słowniku polsko-polskim. Takim tylko dla nas. Brak mi tej pewności, że mogę wszystko naprawić. A w Lublińcu jeszcze ją miałam, bo przecież wtedy mogłam wszystko.

Myślisz, że jestem twarda, a ja tak naprawdę marzę tylko o tym, byśmy milczeli siedząc obok siebie. Bo po co milczeć w samotności?

Otulam Was pozdrowieniami jak najcieplejszym z szalików!

Wasza, sentymentalna, Scarlett ;*

Przedsmak Gwiazdki!

Kto by pomyślał, że Święta w moim domu rozpoczną się już dzisiaj… Żartuję, ale dla mnie, w obecnej sytuacji, dzisiejszy dzień był najpiękniejszym od TAMTEGO wieczoru. Chociażby z tego powodu, że do mojego domu przybył box z sushi i wiele innych drobiazgów. Nie wiem czym sobie na te dobroci zasłużyłam, ale wiem jedno: że gdybym mogła, to skakałabym z radości. I nie zraziło mnie nawet, że część z prezentów miała już motywy świąteczne. Choć osobiście jestem zagorzałą przeciwniczką tych wszędobylskich ozdób na miesiąc przed Wigilią. Zaś pach mandarynek wpłynął na mnie tak jakoś podniośle i ni stąd ni zowąd pomyślałam, że chętnie poszłabym na Roraty :D Nie wiem czemu. Ale chyba to znak, że jak ten cały koszmar się skończy i zmieszczę się w terminie, to trzeba się wybrać. A co! Sam widok dzieci zapewne poprawi mi humor do reszty.

Ale nie będę dużo gadać. Lepiej sami zobaczcie moje cuda, czyli małe rzeczy, które tak cieszą. I co z tego, że widać markę… Przynajmniej mam nadzieję, że zrobię pozytywny PR ;)

Po pierwsze, chusteczki. Chyba na wypadek gdybym miała zamiar płakać ;) Ale zupełnie w moim stylu, zważywszy na zwierzęcy motyw. Mrrr… I tylko żal, że pudełko naprawdę nie jest włochate… Choć iluzja rzecz fantastyczna.

DSC_0147~2

I jeszcze więcej chusteczek. Przypomina mi to zapas na depresję jesienno-zimową. Z resztą też w moim stylu. Nie depresja, lecz pudełko. Pomijając słowo QUEEN ;) (skromna)… to ta rozpięta koszula działa na kobiece zmysły. Szczególnie na moje ;) Ale żeby tak wyciągać chusteczki z brzucha…? :D

mraśny

Świeca, dzięki której poszerzyłam słownictwo. Zawsze zapominałam co oznacza RUSTYKALNY. Już wiem! Ha! I tutaj plusik dla tego prezentu. Poza tym, jestem maniaczką świeczek i klimatu jaki dają. Sami widzicie, łatwo sprawić bym się uśmiechała :)

DSC_0142~2

I jeszcze więcej świeczek z pięknym motywem. I z pięknym zapachem. Pomijając napój znanej firmy z tym boskim napisem :D Nie wiem z kim się spotkam pod tą jemiołą, ale uwierzcie, u mnie w domu zawsze ma ona swoje miejsce w świątecznym czasie. O zgrozo, nad drzwiami wejściowymi :D I skarpetki! Nie wiem czemu ludzie nie lubią dostawać skarpetek. Ja tam lubię, pod warunkiem, że mają taki motyw, którego jeszcze nie mam w swojej kolekcji. A mam przedziwne skarpetki, które nie pasują czasem do 25-letniej „poważnej” kobiety. Chociażby teraz mam założone skarpetki w sowy ;) Hm, zupełnie jakbym musiała dodać sobie mądrości i powagi ;)

DSC_0144~2

I kolejne świeczki <3 Gdzieś mi w tym wszystkim zabrakło tylko wina i ciepłego koca… Ale i tak jestem szczęśliwa. Jestem SZCZĘŚLIWA. Jeszcze kilka dni temu nie pomyślałabym, że mogę coś takiego stwierdzić leżąc w łóżku jak kłoda. A jednak! :)

pieknosci

PS. Szczęścia życzę też Wam. I uśmiechu dla wszystkich. Ja stawiam! 

Wasza, szczęśliwa, Scarlett.

O czym marzy dziewczyna, kiedy zdrowieć zaczyna…?

To będzie najkrótszy wpis w historii w moich wpisów. Taki, żeby tylko zaznaczyć, że żyję i mam się świetnie. Po pierwsze, nie ma co się użalać nad sobą. Po drugie, powodów do euforii też raczej nie ma ;) Po trzecie, wymądrzać się nie mam ochoty.

Ale optymizm wraca. Nie interesuje mnie już długość rehabilitacji, albo fakt, że skręcony staw skokowy jednej nogi i skręcone kolano drugiej bolą jak cholera. I co z tego…? Ja już myślę gdzie pojadę jak tylko stanę pewnie na dwóch nogach. Już gdzieś tam z tyłu głowy świta myśl o koncertach, muzyce, relaksie w ukochanym otoczeniu. Już widzę jak idę na drinka z koleżanką, jak się śmieję od ucha do ucha. Przecież każdy problem kiedyś się rozwiązuje i odchodzi w zapomnienie. I tak będzie też tym razem :)

Jednak cały czas pamiętam o mądrości zawartej w tym cytacie: „Zanim zaczniesz bujać w obłokach, naucz się twardo stąpać po ziemi”. [za Chiny nie mogłam znaleźć czyje to słowa :( może Wy wiecie?] Także póki co, uczę się twardo stąpać po ziemi. Dosłownie i w przenośni.

Pozdrawiam Was gorąco!

Wasza, niezmiennie optymistycznie nastawiona do życia, Scarlett ;*

Nie ma co się rozpisywać… No SORry…

Nawet nie wiem jak zacząć ten wpis. Chyba od tego, że optymistyczna Scarlett umiera. Jak tak dalej pójdzie, to zmieniam imię i staję się pełnowartościową pesymistką.

W Krakowie dotknęły mnie skrajne emocje. Bo i radość i smutek… i miałam okazję popłakać się i z pierwszego i z drugiego powodu. Oczywiście, w domu, prawda póki co nie wyszła na jaw. Zrzuciłam wszystko na karb długiego spacerowania. Tylko ja wiem, że na dnie walizki jest płytka, „bransoletka” i wypis z SORu. SOR. Scarlettkowe Ogólne Rozczarowanie.

A przecież Scarlett narodziła się w Krakowie. Miało być pięknie, fantastycznie… I w zasadzie tak było. Zapomniałam tylko o tym, że Scarlett narodziła się gdy leżałam z kontuzją ponad dwa miesiące. Aż mi tęskno do tamtych czasów. Naderwane więzadła kostki. Tylko tyle. Z rozerwaną torebką, ale tylko tyle. Tylko kostka. Tylko. A teraz. Pakiet dwóch kontuzji zlokalizowanych w taki sposób, że wiecznie zastanawiam się jak mam stawać, żeby się nie przewrócić, gdyż chwieję się jak pijaczyna. W tych moich nogach chyba już żadne więzadła nie trzymają. Nie życzę tego największemu wrogowi. Chociaż… :D

PS. Nie wyjeżdżam już nigdzie, nigdy. No, może za 12 lat. A teraz… pora wydorośleć. Hmm… Podobno, gdy zdarzają się takie rzeczy, to znaczy, że Góra chce nam coś powiedzieć… Ciekawe co… Jedyne, co mogłaby mi powiedzieć, to „weź się ogarnij i znajdź pracę”. Kur**! W takim stanie?! Ciekawe jak… A może to nie o te przesłanie chodzi…

Więcej nie mam ochoty pisać. Ale nie martwcie się. Ja tak tylko mówię. Scarlett przeżyje i dalej będzie koncertować. W końcu nie ja pierwsza i nie ostatnia dostałam od życia kopniaka w kolano, w kostkę i Góra wie w co jeszcze…

Całuję, Wasza zakręcona i powykręcana (choć nadal w jednym kawałku) Scarlett ;*