Czy to jawa? Czy to sen?

Spałam około trzech godzin, ale chyba się wyspałam. Nie wiem, jeszcze nie porozmawiałam ze sobą na ten temat. Zobaczymy wieczorem, czy nadal będę produktywna, czy już trochę mniej. A dzisiaj na słodkie lenistwo nawet nie mam czasu… Może to i dobrze.

Dziś historia jakich wiele, ale zawsze miło łudzić się, że akurat ta twoja jest wyjątkowa. Siedziała na korytarzu. Ewidentnie na coś czekała, bo była tak spięta, że bardziej już być nie można. Nagle dało się zauważyć w niej poruszenie. Przez jedne z drzwi wyszedł ON w towarzystwie tlenionej blondynki z bobem na głowie. Szli zagadani, rozmawiający o pracy. Dobrze, że tylko o pracy. Blondyna przypominała damską wersję jego. Szczupła, aż zbytnio. Wysoka. Ubrana w genialnie dopasowaną garsonkę. Ale według niej kanciasta. O, to dobre słowo. Oboje tacy profesjonalni, tacy świetnie znający się na swojej pracy. Idealni. A na nią nawet nie spojrzał. Ani się nie odwrócił. Jakby zapomniał. Jakby zapomniał, że ma go boleć, bo przecież tak brutalnie się rozstali. Ale ona nie dała za wygraną i przyszła tam po raz drugi. Jednak jak na złość sytuacja się powtórzyła. Znowu on, blondyna, zero spojrzeń. Czuła zazdrość. Od wielu miesięcy wreszcie ją poczuła. Całą sobą. I wtedy podjęła decyzję. Chce zapomnieć. W tym celu wybrała się z przyjaciółką na wycieczkę. Jadły kanapki, piły szampana. Przeprosiła ją za dawną siebie i powiedziała na głos, że chce zacząć nowe życie. Miała w zwyczaju, że jeśli coś wypowie to nabiera to uroczystego charakteru i jest dla niej ważne. To o czym milczała było tylko jej i nie miało prawa się ziścić. Była w tym wszystkim taka przekonująca. Ale w jej oczach widać było strach. Bo ciężko jest zapomnieć o czymś, czym się żyło przez ostatni czas. Trudno jest rzucić wszystko i tak po prostu odejść. Choć kto wie…

Gdy się obudziłam byłam zaskoczona, że żadnych kanapek nie ma, choć tak przekonująco pachniały. Ale głowa mnie boli, czyli kac po szampanie ewidentny. No i ten perfekcyjny motyw podróży. Tak, to był mój sen. Mój sen o jakimś nim, jakiejś niej i tlenionej nieznajomej. Ale jak to w moich snach bywa, tylko czasem są realne. Ten od razu spisuję na straty. Ostatnio śniło mi się, że umrę za dwa dni. Dwa dni minęły dokładnie trzy dni temu. Wiem, że nie ma żadnej tlenionej. Przecież tyle razy tak skutecznie mnie zapewniał. Tylko dziwi mnie skąd się pojawiła, skoro już od dawna nie czułam zazdrości. A on: zbyt idealny jak zawsze. I ta podróż. W życiu bym nie rozpoczynała tak bezwzględnie nowego życia, bo jestem zdania, że lepiej nie zamykać kiedyś otworzonych drzwi. Jeszcze nie wiadomo kiedy będą furtką do lepszych dni.

On. Dziś mija dokładnie 8 rocznica śmierci mojej babci. Zapewne by nie pochwalała onego jego. Te jej drastyczne poglądy, w zasadzie podobne do moich… Cieszę się, że to po niej odziedziczyłam. W życiu nie pozwoliłaby mi się brać za chociażby kogoś żonatego, albo z przeszłością, albo kto wie z czym jeszcze. To w sumie bardzo mądre z jej strony. Moja mama ma to samo, tylko w złagodzonej formie. Widzi mnie u boku kogoś na poziomie, nie rudego, nie łysego, nie wykonującego ryzykownego zawodu, nie kogoś popularnego, najlepiej żeby był obcokrajowcem, żebyśmy mieli domek, na ślubie by była obecna dorożka i obowiązkowo puszczanie gołębi, żeby był wierny, zabawny, inteligentny, nie miał krzywych nóg, i wydatnego jabłka Adama i żeby nie był niższy. I mamy zrobić przed ślubem wszelkie badania na wszelkie choroby. To chyba tyle. Część z tego zapamiętam, bo warto. Też miałam niegdyś swoje warunki. Zero dywanu na klacie, zero zarostu, oczy brązowe, brunet, jeśli starszy to góra o 5 lat. Potem szybko zrewidowałam swoje poglądy. A jeśli mowa o oczach, to jednak szare. I tak niezmiennie od bodajże sześciu lat. Tak było. Teraz już nieważnie jakie oczy, jaki dywan i o ile będzie wyższy. Osiągalny jest każdy pod warunkiem, że da się go gdzieś spotkać. No i że zaiskrzy. I tak jak kiedyś mówiłam, ważne bym miała z nim o czym rozmawiać przez kolejne 50 lat. Tyle. Reszta już jest nieważna.

A on? Coraz częściej po głowie chodzi mi nasz HR. I on. Kto by pomyślał, że ten HR będzie aż taki znaczący. I on.

PS. Nie myślcie sobie, że się zakochałam. Nawet jeśli. Rzeczywistość szybko zweryfikuje moje amory. Albo sfalsyfikuje. W końcu, jakby nie patrzeć, ja naprawdę zaczynam nowe życie. Może nie tak brutalnie jak w śnie, ale na pewno dzieje się to tu i teraz.

Pozdrawiam Was i życzę miłego środka tygodnia! :)

Wasza Scarlett!

4 comments on “Czy to jawa? Czy to sen?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.