Wrzesień 2015
N P W Ś C P S
« sie   paź »
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

Miesięczne Archiwa: Wrzesień 2015

Zaćmienie Krwawego Księżyca…

Ten rok jest dla mnie rokiem kolekcjonowania wspomnień. Zważywszy na to, że taka noc jak dzisiejsza ma się trafić dopiero w 2033 roku, więc postanowiłam (wyjątkowo) wstać o 4 rano. Muszę przyznać, że ostatnio śpię dłużej, choć zdecydowanie gorzej, bo ani zasnąć nie potrafię, ani obudzić się wypoczętą również… Cóż, jak ułożę wszystko to, co wymaga ułożenia, może i zasnę spokojnym snem… Przynajmniej taką mam nadzieję.

Tak też, wstałam, spojrzałam przez jedno okno, przez drugie… i myślę sobie: gdzie ten księżyc?! Potem nastąpiła chwila zawahania i kolejna myśl: no nie, nie przegapię takiej szansy! Założyłam buty, kurtkę, komin, soczewki i poszłam na spacer. Dopiero na schodach zorientowałam się, że nawet się nie uczesałam i nie ubrałam jak należy (ale przynajmniej moje spodnie od pidżamy wyglądają jak spodnie dresowe, więc gdy ktoś mnie zobaczył, to szoku nie doznał). Orzeźwiające powietrze od razu przypomniało mi, że warto było wyjść z domu. Ujrzałam go już przed domem: piękny, czerwony, magiczny. A wokół pełno jego towarzyszek: gwiazd. Można było zakochać się w tym widoku. W pewnej chwili pomyślałam, że tylko ja nie mam co robić o tej porze, ale po drodze spotkałam dwóch takich samych zapaleńców. Ich obecność dodała mi otuchy. Przynajmniej nie byłam sama. A ostatnio jest wiele rzeczy, spraw, uczuć, z którymi muszę zmagać się zupełnie sama. I nie, nie chodzi o to, że jestem samotna. Mam wspaniałe otoczenie. Ale czasem człowiekowi przychodzą do głowy takie głupie myśli, że aż nie ma sensu się nimi dzielić z innymi. Choć czuję, że ci którzy mnie dobrze znają (lub za dobrze)… wiedzą. I wiedzieli, na długo przed tym, zanim ja się zorientowałam co się wokół mnie dzieje (i przede wszystkim: co się we mnie zadziało). Czytając to po raz drugi, na Waszym miejscu pomyślałabym o myślach samobójczych. I uspokajam: akurat nie w tę stronę bym szła z insynuacjami.

Jeszcze wczoraj śmiałam się, że za 18 lat będę miała dzieci, wymarzoną pracę, więc zapewne nie będzie mi się chciało oglądać Krwawego Księżyca. Nie wiem jak będzie, ale wiem jedno, spacer się udał. Najpierw mnie ucieszył, potem zdołował, by na końcu dodać ochoty do działania. I po raz pierwszy, nie wiem co mnie czeka, nie mam planu na życie, nie wiem co będzie dalej. Ale musi być dobrze i musi być optymistycznie. Innej wersji nawet nie zakładam.

Wasza, stęskniona za Wami, Scarlett ;*