Styczeń 2018
N P W Ś C P S
« paź    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Scarlett w kawałku ;)

wersja-ja.jpg

Kontakt do Scarlett

Gdyby ktoś z Was chciał zapytać skąd czerpię moje niezmierzone pokłady optymizmu,
jak sobie radzę w trudnych sytuacjach,
czy ja w ogóle czasami się smucę...

A może ktoś chciałby porozmawiać o literaturze,
filmie,
muzyce,
tańcu,
psychologii,
matematyce,
arteterapii,
medycynie i fizjoterapii.
Pogadać po angielsku,
hiszpańsku,
nauczyć mnie rosyjskiego i podszkolić w ukraińskim.

A może ktoś posiada ciekawe linki,
chciałby bym poruszyła jakiś istotny temat na blogu,
chce się zwierzyć,
pożartować,
porzucać ciętymi ripostami,
zwyczajnie pogadać.

Może ktoś chciałby złożyć mi ofertę pracy,
współpracy,
albo ot tak ofiarować mi dużą sumę pieniędzy :P

Może nie każdy ma odwagę komentować moje wpisy, a jednak chciałby mi powiedzieć, że to i owo mu się nie podobało... I wyrzucić z siebie sakramentalne: "Scarlett, weź skończ!"

W takich wypadkach gorąco zapraszam do kontaktu mailowego :)

kraina.scarlett@gmail.com

Możesz mnie znaleźć na Facebooku

Tak często odwiedzacie moją Krainę

  • Wszystkich wizyt: 8739
  • Wszystkich komentarzy: 612

Blogowi sąsiedzi Krainy Scarlett!

Późne dojrzewanie Scarlett…

Mniemam, że wielu z nas ma tendencję do rozpamiętywania. Na siłę chcemy zatrzymać chwile, które już dawno same się ulotniły. Boimy się zapomnieć, skończyć coś, bo zburzy to nasz prowizoryczny ład. A czy właśnie w takich momentach nie lepiej pozwolić odejść temu, co nas hamuje?

Bo może się zdarzyć tak, że jesteśmy w nowym związku, mamy nową pracę, nowe ukochane miejsca, nowe pasje, a nadal tęsknimy za przeszłością i pragniemy, by kiedyś zapukała do naszych drzwi… Czy to ma sens?

Chciałam opowiedzieć Wam łzawą historyjkę. Począwszy od śmierci mojego przyjaciela. Poprzez człowieka, który potem jako jedyny potrafił mnie rozbroić. I że tylko on przyprawiał mnie o szybsze bicie serca. O tym, jak wiele błędów popełniłam. Ileż to razy kogoś opieprzyłam, choć wcale tak nie myślałam. Chciałam wreszcie opowiedzieć tę historię od początku aż do końca. Bo jeszcze nigdy tego nie zrobiłam…

I kiedy siadłam po turecku, spojrzałam na datę… Okazało się, że przegapiłam miesięcznicę śmierci mojego przyjaciela, co wcześniej mi się nie zdarzało. Tak samo jak z kontuzją… Kto by pomyślał dwa, trzy miesiące temu, że będzie coraz lepiej, a po turecku będę siadać automatycznie. Nawet czasem przyłapuję się na tym, że zapominam jak to było na tym krakowskim SORze. Więc może jest nadzieja, że zapomnę o osobach, które dotąd mieszkały w moim sercu, o mojej przeszłości? Skoro wyciągnęłam wnioski, czegoś się nauczyłam… Może czas wyrzucić dzikich lokatorów i ich bibeloty?

Dawno tak nie myślałam. Ale może pora ruszyć do przodu. Zostawić za sobą wszystko. Zapomnieć. Tak jak te zdarzenia i ci ludzie zapomnieli już o mnie. Tak. Pora nie żyć przeszłością.

Nie zrozumcie mnie źle. Nigdy nie zapomnę o tych ciężkich chwilach, o przyjacielu, tych którzy odeszli. Ale w innych życiowych sytuacjach… Po prostu nie chcę już na siłę utrzymywać nadziei, która i tak ledwo dyszy ostatkiem sił.

Nie chcę już tęsknić, czy przepraszać poraz setny za to, co zrobiłam. Nie chcę patrzeć na telefon, który już nie dzwoni. Nie może być tak, że moje serce cierpi, a przeszłość się zastanawia: „jak ona wogóle miała na imię?!”

Podobno nowy rozdział nie może mieć początku, jeśli poprzedni nie zostanie zamknięty. Do tej pory myślałam, że żeby zamknąć tamte drzwi, muszę coś zrobić. Nie wiem, spróbować jeszcze raz, spojrzeć w czyjeś oczy, znów obić się o mur obojętności, okazać skruchę. Te drzwi zawsze były uchylone. Ale nie ma sensu tego ciągnąć. Przeżyłam tę przeszłość już raz. Po co każdego dnia do niej wracać?

Kochana Przeszłości. Byłaś piękna, miejscami dramatyczna. Ale nie wstydzę się Ciebie, tak jak nie zamierza wstydzić się siebie samej. Było, minęło. Gdybym nagle zaczęła wracać do ludzi, miejsc, które zostawiłem bez słowa, rozdrapałabym nie tylko swoje rany. Czasem jednak dla niektórych trzeba umrzeć, by samemu móc żyć dalej. Kochana moja, zawsze miałaś szare oczy. Choć w różnych odcieniach. Zawsze byłaś cierpliwa. Może aż nazbyt. Dawałaś mi poczucie stałości, a jednocześnie ciągłej niepewności. Ale nasze drogi muszą się rozejść. Dla dobra wszystkich.

Może na tym polega dorosłość. Żeby zaakceptować, że wszystko się kiedyś kończy?

Wreszcie, nie chcę z tym wszystkim walczyć. Nie chcę okłamywać samej siebie, że ktoś gdzieś czeka choć na jedno moje słowo, że tęskni. Chcę wewnętrznego spokoju, który będzie tulił mnie do snu, zamiast marzeń, które nigdy nie doczekają się spełnienia. Tym razem to ja chcę ruszyć do przodu, zostawiając cały świat w tyle.

Może macie podobne doświadczenia? Może też nie potrafiliście postawić w jakimś miejscu swojego życia kropki i nadużywaliście przecinków? A może, wręcz przeciwnie, mieliście ogromną łatwość w otwieraniu nowych rozdziałów? Chętnie Was wysłucham.

Wasza Scarlett…

… która dojrzała, albo wręcz przeciwnie ;-)

Koniec bloga.

Bloger we współczesnym świecie nie ma łatwo. Ludzie wolą dobre książki, specjalistyczne czasopisma, albo sami coś piszą. Coraz częściej, zamiast przesiadywać przed komputerem, preferują aktywne spędzanie czasu: bezwłosy mężczyzno w garniturze i kaszkiecie, śmigający dzisiaj na hulajnodze: You Made My Tuesday <3

Ponadto, trudno się wybić, trudno przyciągnąć czytelnika, trudno go utrzymać. Kiedy piszesz długie teksty, ludziom możesz się znudzić, bo przecież uwaga i koncentracja mają swoje granice. Jeśli piszesz krótko, ktoś może zarzucić, że traktujesz temat po macoszemu.

Ostatnio przeczytałam artykuł, w którym pewien mężczyzna opisuje, co go przyciąga w blogach. Podobno opisywanie własnego życia, własnych emocji. Zero lukru, pseudointeligentnych porad itd. Brzmi banalnie.

Kiedy dawno temu natknęłam się na pierwsze blogi, a sama jeszcze nie pisałam, wydawało mi się to proste jak bułka z masłem. Po kilku latach stwierdziłam, że jak dla mnie, to zbyt trudna sztuka. :-D

Wrzucasz cytaty, piszesz swoje teksty. Ludzie myślą sobie: o, cytat, który już widziałam 700 razy w Internecie. Albo: o, za długi ten tekst, przynudza, chciało mu się tyle pisać…Czasem ktoś zhejtuje, czasem tylko sobie pomyśli, czasem wesprze, przytaknie.

Mogłabym każdemu z osobna polecić pisanie bloga. Każdy z nas ma coś do przekazania, do opowiedzenia. Historie, które gdzieś w nas siedzą, dobre pomysły, ułatwiające życie. Gdyby wielu z nas robiło coś nie tylko „do szuflady”, zrozumiałoby, że tylko konstruktywna krytyka ma sens. A bloger też człowiek i pisanie czasem nie przychodzi mu tak łatwo. Pomimo, że tak wygląda.

Ostatnio zastanawiałam się też, kiedy następuje koniec bloga. I czy po prostu odchodzi się bez słów, czy żegna się z czytelnikami…

Nie wyobrażam sobie, że ktoś po prostu przestaje pisać i ma w dupie czytelnika, który był z nim od lat. Czy to już brak szacunku czy tylko niedopatrzenie?

Koniec bloga…

Mój znajomy, mając 21 lat stwierdził, że blog to dobra zabawa tylko dla dzieci. Serio? Wolę blogi osób, które mają coś do przekazania. Mogą mieć lat 15. 40. 73. Nie sądzę by wiek miał znaczenie. Choć może być dobrą wymówką…

Znam ludzi, którzy skończyli pisać przez nawał obowiązków. Ale… Czy nie można pisać wpisów raz na miesiąc, dwa, trzy? Na wartościowe słowa warto czekać, a czytelnicy o kimś takim nie zapomną.

Jeden bloger zmarł, a w zaświatach niestety brak Wi-Fi. Tutaj już nie ma wytłumaczenia… Jego mama wtedy napisała, że on zmarł. Hm. A jeśli umrę za 40 lat? Będziecie ze mną przy moim ślubie, pierwszym dziecku, i przy tym czwartym też, i przy wnukach. Widzicie to? Widzicie babcię Scarlett? :-D

Blogerzy odchodzą, bo wena umiera, inspiracje się kończą, tracą serce do blogowania. Jeśli traci się serce do pisania, to już poważna sprawa. Ale i wena może wrócić i serce też.

Bloger odchodzi, bo ma nadzieję, że jest tak genialną marką, że czytelnicy sami się pojawią. Sama czasem tak patrzę… Na fp jestem regularnie, czytelnicy nie zawsze. Ale próbuję. Nie ten post, to inny trafi do czyjegoś serca. Dzięki temu zaczynam poznawać kto co lubi, jakich czytelników mam. Co ich ciekawi, intryguje. Czasem ktoś przestaje mnie czytać. Trudno. Grunt, że wie co go przyciąga. Po co ma się zmuszać.

Ale jak to mówią, wszystko się kiedyś kończy… Mój blog też kiedyś umrze. Spokojnie, narazie nie mam nawet takiego zamiaru. :-)

A według Was dlaczego blogerzy kończą pisać, czasami nawet się nie żegnając?

Wiem. Hasła na pewno zapomnieli! Optymizm pełną parą ;-) Jak to u mnie ;-)

Drodzy blogerzy, nie poddajemy się! To jest wojna! Na słowa ;-)

LBA once again :)

Nominacja do LBA nr dwa. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, to taka nieformalna nagroda od blogera dla blogera, a jednocześnie dobra zabawa i możliwość zapoznania nieznanych obszarów blogosfery.
 
Miło mi, bo to oznacza, że pomimo, iż raz po raz ręce mi opadają, osiadam na laurach i wogóle czasem nie potrafię sklecić kilku sensownych zdań, to i tak jestem zauważona. Brawo ja ;-) Dziękuję autorce Limonkowych Opowiadań za taką miłą niespodziankę <3 Zapraszam do jej świata, kochani: www.limonkoweopowiadania.pl 
 
Oto moje odpowiedzi na pytania. 
 
Moja przygoda z blogowaniem zaczęła się, bo… Zawsze mi wmawiano, że nie umiem pisać lekko i z sensem. Musiałam się przekonać. A na poważnie, namówiła mnie do tego koleżanka. I dobrze, że jej posłuchałam, bo teraz mam swoją Krainę, do której uciekam, kiedy tylko chcę. I nie muszę mieć ani biletu ani wizy ;-) 
 
Nazwa mojego bloga wzięła się z... Głowy. A że czaszkę mam pokaźną… Szczerze, początkowo nazwa była inna. Teraz jest taka jaka jest. Ale zapewne jak dojrzeję, to nieraz ją zmienię.
 
Moją inspiracją do blogowania jest… Szeroko pojęte życie i inni blogerzy.
 
Moja ulubiona blogowa tematyka to… Miłość! Psychologia! Medycyna! Taniec! Poezja! Wszystko! 
 
Piszę, bo… Czekam aż ktoś mi powie, że mam lekkie pióro. Dopóki nie zelżeje, to będę pisać. Na pochybel! A może pohybel? A dodatkowo, chcę pokazać tym, którzy uważali, że moja pisanina to żart, a to wcale żart nie jest. I co najważniejsze, kocham to robić. A zabicie we mnie miłości do pióra musiało się kiedyś zemścić na moich wrogach ;-) 
 
Mój nick wziął się z… „Przeminęło z wiatrem”. Ta kobieta to ja.
 
Jaka książka jest dla mnie najważniejsza i dlaczego… Niezmiennie Biblia. Bo daje odpowiedzi na moje pytania. Czasem ostre i brutalne, ale z reguły pełne nadziei.
 
Jakiego bajkowego bohatera nie zapomnę i dlaczego… Dziewczynki z zapałkami. Choć to raczej baśń. Jednak ilekroć ją czytam lub oglądam ekranizacje, niezmiennie mam nadzieję, że ta historia inaczej się skończy. Niegdyś mnie wzruszyła i tak już zostało. 
 
Moim nałogiem jest… Kawa. Ale myślę też, że drugi człowiek. Lubię obserwować ludzi, przebywać w ich towarzystwie. Głębia drugiego człowieka zawsze będzie mnie zadziwiać. 
 
Najbardziej denerwuje mnie… Brak szacunku do innych. Nie rozumiem jak można traktować kogoś źle, skoro jest takim samym człowiekiem jak my. A chyba odrobina atencji i  zrozumienia należy się każdemu.
 
Do działania napędza mnie... Scarlett. Sama sobie jestem sterem i okrętem i kapitanem tej łajby też. Bo ani wrogom nie muszę się pokazywać z najlepszej strony, ani starać się dla bliskich. A nic tak pięknie nie rozwija jak motywacja wewnętrzna. 
 
Moje pytania są następujące. A raczej tym razem zdania wymagające dokończenia. 
 
1. Moim ukojeniem jest…
2. Tęsknię za…
3. Nigdy…
4. Chętnie pojechałbym/łabym do…
5. Moim zdaniem miłość to…
6. Moją największą wartością w życiu jest…
7. Najbardziej w sobie lubię…
8. Z blogiem mi do twarzy bo…
9. Najpiękniejsza piosenka to…
10. Moją radą dla blogerów jest…
11. Blogowanie nauczyło mnie…
 
A zapraszam do zabawy… Siódemkę wspaniałych.
www.emocjamipisane.blog.pl
www.wojowniczka-dobra.blogspot.com
www.basniowo.blogspot.com
www.czyimisoczami.pl
www.wszystkooczymmarzakobiety.blogspot.com
www.aneetine.blogspot.com
www.realnie-lb.blog.pl
A wszystkich zachęcam do odwiedzenia tych blogów. Warto, warto, warto. Inspirują. Słowem, pomysłami, kreatywnością. Czego chcieć więcej :)

Złoto, które wpada do kałuży, nie traci na wartości.

Jesteśmy tak wiele warci, a nagminnie o tym zapominamy. Gdzieś umykają nam nasze sukcesy, zalety, walory… Dzieje się tak, szczególnie wtedy, gdy zdarzy się nam jakaś mniejsza lub większa porażka, bliska osoba się od nas odwróci, gdy zaczynamy porównywać się do kogoś innego. A przecież, co by się nie działo, to wcale nie obliguje nas ku temu byśmy myśleli o sobie jako o tworze gorszego sortu. 

Pomyśl, tak łatwo przychodzi Ci prawienie komuś komplementów. Tak łatwo dostrzegasz piękno w drugiej osobie. Prosto jest zazdrościć komuś perfekcyjnej (Twoim zdaniem) figury, oczu, włosów. A tak trudno Ci pokochać samego siebie, a przede wszystkim: siebie zaakceptować. Ciągle jest coś nie tak… Krótkie nogi, duży nos, małe piersi, piwny brzuszek. Własne niedoskonałości potrafisz wymienić jednym tchem. A może warto byś zapytał samego siebie: która cześć Twojego ciała jest Twoją ulubioną? czego w swoim wyglądzie sam mógłbyś sobie zazdrościć? co jest Twoim atutem?

Wiem, życie nie ułatwia nam tego, byśmy czuli się atrakcyjni. Ideały piękna tworzone są przez perfekcyjne photoshopowe proporcje. Kobiety dzięki hormonom, zależnie od fazy cyklu, czują się jak wielkie słonie. Mężczyźni czasem chwytają się na myślach, że przecież ich mało atrakcyjni kumple już są żonaci, a oni nie mają nawet styczności z kobietami. A panie wciąż nie potrafią zrozumieć dlaczego zwracają na nie uwagę tylko mężczyźni nie w ich typie. I w pewnym momencie zaczynamy się zastanawiać: czy coś jest ze mną nie tak? dlaczego to właśnie ja mam te idiotyczne kurze łapki? Bóg nie mógł mi dać większego tyłka?

A może po prostu należy uczynić atutem, to co już posiadasz?

I przede wszystkim…

Nie słuchaj negatywnych opinii na temat swojego wyglądu. Bo właśnie one prowadzą do rzeszy kompleksów. A może ktoś Cię obraża, bo Ci zwyczajnie zazdrości?

Mów sobie często za co kochasz samego siebie. I właśnie te części ciała eksponuj i podkreślaj. I praw komplementy innym. Może właśnie w tej sekundzie ktoś tego potrzebuje.

Pamiętaj, że Twoje niedoskonałości są Twoim atutem. To właśnie one czynią Cię kimś wyjątkowym, a nie kolejną pustą Barbie i równie pustym Kenem.

Weź sobie do serca, że na dłuższą metę i tak najważniejszy jest charakter i Twoja pasja do życia. Jeśli nie nadrobisz czegoś wyglądem, to charakterem. Odwrotnie podobno też działa.

Pod żadnym pozorem nie porównuj się z innymi.

Ciesz się, że to tylko dwie fałdki, a nie, chociażby, złośliwy nowotwór.

I raduj się życiem. Ono jest tylko jedno i nie warto go poświęcać na zamartwianie się swoimi kompleksami. Znając życie, ludzie wokół i tak ich w Tobie nie dostrzegają.

Skoro już się powymądrzałam… Teraz trochę o mnie. Dziękuję za masę komentarzy do ostatnich wpisów, za życzenia wszelkie. Odpiszę na nie niebawem. Osoby, które wchodzą często na mojego fanpage’a są na bieżąco. Jednak nie każdy ma Facebook, więc powróciłam również tutaj. Choć, przeszło mi przez myśl już nie raz, by porzucić blogowanie. Jednak nie wyobrażam sobie, żebyśmy urwali kontakt, tym bardziej, że jesteście fantastyczni.

W skrócie, u mnie wszystko dobrze. Jestem szczęśliwa, jak to ja. Choć czasem mam ochotę rzucić czymś o ścianę, jak każdy. Od poniedziałku znów wracam na rehabilitację. Jestem już po 80 zabiegach i nie wiem jak przeżyję 30 kolejnych. Ale mam cel, w końcu muszę odgonić widmo artroskopii.

Trzymajcie kciuki. I opowiadajcie co tam u Was, bo ciekawość mnie zżera. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnieliście.

Całuję, Wasza Scarlett.

Przecież wiecie, że Was uwielbiam!

Moi kochani!

Za kilka tygodni, a dokładnie w Wielki Czwartek, przypadają moje dwudzieste szóste urodziny. Do tego czasu postanowiłam poukładać swoje życie. Dlatego też jeszcze przez kilka dni będzie mnie tutaj mało. Mam zamiar powyjaśniać kilka kwestii z rodziną, przyjaciółmi, rozpocząć kolejną część rehabilitacji, wreszcie przemyśleć w jakim kierunku chcę iść i dlaczego w akurat takim, a nie innym ;)

Strasznie dużo się u mnie dzieje. Ale chcę pozamykać to, co mam do pozamykania, pootwierać, to co należy otworzyć. I rozpocząć dojrzałe życie z czystą kartką. Jeszcze do niedawna pragnęłam szaleństwa w życiu, a jednocześnie jakoś cały czas dążyłam ku stałości. Teraz wiem, że są sprawy, które muszę załatwić, bo nie dadzą mi spokoju. Nawet jeśli myślałam, że są moją stałością i tak już po prostu musi być. Jednak wiem, że jeśli pozostawię wszystko losowi, to wiecznie będę się fiksować na jednym i tym samym, a co za tym idzie moje wpisy staną się monotonne, a moje życie uciążliwe.

Dzisiaj na moim fanpage’u wrzuciłam takie oto słowa:

Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma więcej pieniędzy, więcej szczęścia, większy dom, więcej miłości, więcej zdrowia i dużo więcej dzieci.

Zawsze też będą istniały osoby, które mają dużo gorzej. Bo nie mają domu, nie mają bliskich, nie mają poszanowania w społeczeństwie.

Warto się porównywać? Warto się poddawać, kiedy widzimy sukcesy innych i milion naszych porażek? Warto spoczywać na laurach i twierdzić, że sam dach nad głową wystarczy? Warto bezrefleksyjnie przeżywać dzień za dniem, odliczając chwile do urlopu, emerytury, do śmierci?

Po co się ograniczać? Przecież możemy wszystko. Wszystko. Tylko nie po wszystko mamy odwagę sięgnąć. Bo głupio prosić, głupio kochać, głupio przebaczać, głupio się spełniać… I wiecie co…? Głupio jest tylko czekać na lepsze jutro, nie robiąc nic w tym kierunku, by różniło się ono czymkolwiek od dnia dzisiejszego.

Takie to przemyślenia naszły Scarlett po wizycie u ortopedy ;)

PS. I wiecie co? Teraz jestem jeszcze bardziej pewna, że każda chwila w naszym życiu, każda porażka, każdy upadek, każdy człowiek na naszej drodze jest PO COŚ. Często nie rozumiemy tego od razu, myśląc, że los z nas kpi, nas pogrąża… A tak naprawdę każda minuta naszego życia nas wzbogaca.

Mam nadzieję, że wiecie to od dawna, a ja Wam tylko o tym przypomniałam. A jeśli się jeszcze o tym nie przekonaliście, to wszystko przed Wami :)

Dni są dla mnie trudne, bo podobno kolejna seria rehabilitacji będzie tak bolesna, że mój ukochany doktor uważa, że go przeklnę. To będą ciężkie dni dla mojego serca, dla duszy. Ale wiem, że pewne sprawy są nieuniknione i cały czas powtarzam sobie SCARLETT, WALCZ, PRZECIEŻ TY MOŻESZ WSZYSTKO. I tak też jest :)

Uwielbiam Was! Za wszystko. I cieszę się ogromnie, że mogę Was poznawać, z Wami rozmawiać, pisać, śmiać się, zastanawiać. A może i nawet niedługo z niektórymi się spotkam :) Tyle pięknych dni przede mną, że kilka wzgórz i dolin nie może tego wszystkiego popsuć :)

Pozdrawiam Was ciepło i nie zapominajcie o mnie! :*

Koniec Świata…

Podobno piątego marca Ziemię ma minąć asteroida, która z zaskoczenia pojawiła się w obiektywach astronomów. Nic o niej nie wiedzą i możliwe jest, że ten kamyczek rąbnie o naszą planetę. W radiu śmiali się, że asteroida minie nas dokładnie ósmego marca i będzie nosić imię kobiety, która nie dostanie tego dnia kwiatka. Od razu ochrzcijcie ją Scarlett!

Ale gdyby tak rąbnęła… Przypomniał mi się szumny koniec świata w 2012. Siedziałam wtedy na wykładzie z moją przyjaciółką, w pierwszym rzędzie. Byłyśmy tak spięte, a jednocześnie rozchichotane. Jak to my. I wtedy ksiądz zapytał nas: to już?! :D Nawet on się zafiksował…

Jak widzicie przeżyliśmy Koniec Świata. I jeszcze niejeden przeżyjemy.

Z resztą. Według mojej teorii wszystko zacznie się od początku. I to nie przez Ewę, tylko przez Scarlett ;) Opowiem Wam pokrótce dlaczego tak uważam :P

Przypuśćmy, że po Sądzie Ostatecznym zostałabym skierowana do Piekła. Specjalnie zapierać się nie będę, bo mam nadzieję spotkać tam wszystkich moich znajomych. W ogóle, zastanawiając się nad Piekłem… Znając życie będzie tam grało disco polo, a w menu będą tylko i wyłącznie potrawy z królika. Bo oczywiście ani za jednym ani za drugim nie przepadam. Znaczy króliki kocham, ale nie na tyle by je pochłaniać. Oczywiście z moją przyjaciółką będziemy w rytm disco polo się bujać, bo my tak już mamy. Na przykład gdy byłyśmy na koncercie Kultu, to czułyśmy się jak w nie swojej bajce. Wszyscy skakali, pogo pod sceną, a potem jak zaczęłyśmy ryczeć MARIA MA SYNA, to aż miło :D Więc dopasujemy się wszędzie.

Ja zapewne będę chciała się przypodobać diabłu i będę mu śpiewać PRZEZ TWE OCZY, TWE OCZY CZERWONE OSZALAŁAM! A on będzie skrzekliwie mi odpowiadał: SCARLETT TU JEST I TAŃCZY DLA MNIE. Na to ja: JESTEM SZALONA, MÓWIĘ CI. A w głowie już mi będzie świtać myśl, że więcej w tym domu wariatów nie wytrzymam i muszę dostać się do Nieba. Bo tak już mam, że zawsze narzekam.

I pewnego dnia, anioł z Nieba, słysząc jak się dobrze bawimy przyleci do nas i jako ten łowca sław zrobi casting do chóru anielskiego. Przymkną oko na moje grzeszki i na brak słuchu muzycznego i tak oto trafię do Nieba. A w Niebie… BĘDZIE, BĘDZIE ZABAWA…

Niebo to będzie taka jedna wielka kawiarnia. Po środku będzie stał bar z szampanem i truskawkami w czekoladzie, ale oczywiście wszystko będzie można wcinać oprócz tego. I będzie mi mijał dzień za dniem. Eklerka na śniadanie, pączek na drugie, lody na obiad, tort na kolację, wszystko zapijane kawą… I tak w kółko. Ach i między posiłkami: próby chóru. Oczywiście zakocham się w wykładowcy śpiewu. Kilka lat zajmie mi zbajerowanie go, ale czego się nie robi dla miłości… I tak, kroczek po kroczku zaciągnę go do baru na truskawki i szampana. Pal licho przepisy prawne Nieba. Stasiu się zgodzi. Spróbowałby odmówić. Z resztą któż się oprze pięknej, byłej diablicy Scarlett. Znaczy rogi nadal miałabym… Do podtrzymywania aureoli ;) W barze barman będzie kusił, oj kusił. Będzie mówił, że dzięki jego specjałom poznamy największe tajemnice, posiądziemy władzę. Ja na to jak na lato, Stasiu też się specjalnie nie będzie opierał. Więc będę go karmić tymi truskawkami, poić szampanem… I nagle spojrzę na jego szyję… Truskawka Stanisława :D Patrzę niżej. EJ STANISŁAW, JAKIEGO TY MASZ MAŁEGO. On: JA NA TWOIM MIEJSCU Z TAKIM BRAKIEM CYCKÓW W OGÓLE BYM SIĘ NIE POKAZYWAŁ PUBLICZNIE. Poszliśmy się ubrać. Stanisław oczywiście melepeta i pomylił liście. Wziął pokrzywy :D I nagle jak nie rypnie, jak nie walnie i stanie koło nas miły dziadzio. Oczywiście z naszej dwójki, to tylko ja mam głowę na karku i przypomnę sobie jak to leciało i mówię: tak wiem, będę w bólu rodziła dzieci i bla bla. ZAMILCZ. Wywalasz nas. A Stasiek będzie musiał walczyć o pokarm dla nas. Ale i tak w związku to on będzie głową, a ja tylko jego szyją… CISZA. TY BARMAN, OD TERAM BĘDZIESZ PEŁZAŁ NA BRZUCHU I JADŁ OKRUSZKI, A WY… WYPAD Z BARU. I SCARLETT, WEŹ TYLE NIE GADAJ.

No i wyjdziemy ze Stasiem. Oczywiście szybko wybaczymy sobie głupotę. Narodzimy dzieci. W tym córki dwie o imionach Bela i Inka. Pomieszajcie literki to zrozumiecie dlaczego ;) Będą się szarpać, jak to dziewczyny. Każda będzie chciała to, co ma ta druga. Skończy się jak się skończy. Potem będzie facet na którego będą wołali E-No i zbuduje canoe. Potem taki Input zrobi embargo na truskawki i szampana… I tak powstanie ruski szampan. Oczywiście inne imiona też zostaną w kolejnym świecie pozmieniane. Taki Józef… Potem mają śpiewać: JÓZEK NIE DARUJĘ CI TEJ NOCY?! Maryja. No każdy ma ryja i nikt jakoś specjalnie się z tym nie obnosi. Jezus… Takie niepopularne, nienośne imię. Może gdyby to był jakiś James, to więcej osób by potrafiło jakoś go przyjąć, zaakceptować. Oczywiście nasi bracia bliźniacy znów będą w kolejnym wcieleniu, ale mam nadzieję, że ktoś ich skutecznie wyśle wreszcie na ten księżyc ;) I to zanim rąbnie samolot!

Pamiętajcie, że za to w Wigilię będziemy obchodzić imieniny Scarlett i Stanisława. SS… Przypadek?! ;)

Całuję Was mocno, bo po co lekko? ;) Wasza Scarlett.

W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz…

W swoim życiu przeprowadzamy tysiące rozmów. Rozmowy kwalifikacyjne, rozmowy o życiu, pogodzie, o uczuciach. Psychologowie mają swoje specjalistyczne rozmowy, prawnicy swoje, a przyjaciele swoje pogaduchy. Dzięki temu, że człowiek jest istotą społeczną, to obecność drugiej osoby, a także sama rozmowa RACZEJ nie powszednieją. Raczej. A kiedy mamy już dość słuchania rozmów polityków, krzyków sąsiadów zza ściany, tandetnych rozmów w gronie koleżeńskim… możemy uciec gdziekolwiek… W góry, do klasztoru, w ustronne miejsca pełne spokoju, ciszy, milczenia. By choć na chwilę oderwać się od krzyczących wokół słów. I to jest ważne i potrzebne. Śmietnik w mózgu też czasem trzeba opróżniać. Jednak to właśnie rozmowa jest najważniejszą ze składowych naszych relacji interpersonalnych. Ktoś mógłby to zanegować i powiedzieć, że przecież czyny są ważniejsze. Tak, ale nie od razu przecież ktoś się całował, tulił, seksił, pił, tylko zaczęło się przynajmniej od kilku słów. Czasem błahych, ale zawsze. I nie mam wątpliwości, że każda z rozmów coś nam daje. Daje odnowienie kontaktu, podtrzymanie go, wyjaśnia różne kwestie, informuje o czymś, przestrzega, ponagla. Ostatnio miałam okazję odbyć jedną z dziwniejszych rozmów w tym roku. Wyglądało to mniej więcej tak.

On: Piątka!
Ja: Piątka!
On: Chcesz ze mną chodzić?
Ja: Nie, dzięki.
On: A masz chłopaka?
Ja: Mam.

Ot, zwykła rozmowa na ulicy :D Na pewno nie raz taką odbywaliście, a jeśli nie, to wszystko przed Wami :) Niewątpliwie rozmową była, bo nie była monologiem ;) Może nie do końca była szczerza, bo z tym chłopakiem przestrzeliłam. Ale z jednej strony podniosłam sobie ego, że nawet kulawa mam jeszcze ten czar ;) Z drugiej, raczej chyba za szybko się ucieszyłam, bo po przeanalizowaniu jego słów to miał być dla mnie przywilej by móc z nim chodzić ;) Więc miło, że się zapytał akurat mnie :D Nie śmiem wnioskować co jemu dała ta rozmowa, ale przynajmniej z kimś sobie pogaworzył na ulicy :)

W ogóle… Fajnie, że są ludzie tacy odważni, tacy z polotem. Mi tego już brakuje. A mam kilka niezałatwionych spraw, które powinno się zakończyć lub rozpocząć w taki czy inny sposób. Napisać/powiedzieć: wiesz, o coś Cię poprosiłam, Ty mi to obiecałeś i dlaczego tego nie zrobiłeś?! Albo: ja Cię przeprosiłam… i czemu Ty masz mnie gdzieś? Ostatnio chociażby dostałam przedziwnego maila. To tak jakbyście odeszli z pracy, bo coś Wam tam nie pasowało, szefowie niekoniecznie mili, a oni nagle piszą, że może byśmy się spotkali, bo trzeba ratować firmę :D Mhm, ta jasne, już lecę, a wasz interes i tak wam upadnie… ;) Przecież oni mnie nawet nie lubili. Z resztą z wzajemnością. A teraz liczą się z moim zdaniem? Czy chcą mnie upokorzyć? Albo powyśmiewać się jaką to Scarlett jest ofiarą, bo znowu z kontuzją. Przy czym jedna wredna kobieta od razu kontuzję głowy by mi zarzuciła, bo przecież w jej oczach byłam, jestem i będę nikim. W takich wypadkach wiem co to znaczy się szanować. Choć znając życie jeśli mnie nie będzie to i tak będę z góry na dół objechana :D Ach… Ale przynajmniej mogłam się pośmiać. I za to dziękuję autorowi tego zacnego maila. I gdybym miała dawny polot to… Mówiłabym znów o tym co czuję, co mnie boli i po jakiego grzyba ktoś milczy, albo mówi zbyt dużo. Tylko ilekroć o tym myślę, to zastanawiam się ilu ludzi interesuje co tak naprawdę czujemy… Z resztą to chyba przemyślenia na inną okazję.

Dobrze. Wracając do tematu. Według mnie podstawą rozmowy jest, aby dwie strony chciały w niej uczestniczyć. Nikogo nie zmusisz do rozmowy, tak samo jak nie zmusisz do miłości. Jednak przy odrobinie dobrej woli i dobrych chęci rozmowa może dojść do skutku. Powyższa rozmowa z panem amantem doszła do skutku, jednak z racji tego, że ja na amory nie mam chęci, to szybko ukróciłam pogawędkę, bo wiedziałam, że jeśli powiem, że mam faceta to będę miała spokój. I tu pojawia się druga składowa. Rozmowa musi być szczera. Dobra, ja skłamałam, mam tego świadomość. Jednak nie była to rozmowa znacząca w moim życiu. Podryw jak każdy inny. Jednak trzeba pamiętać, że bez szczerości rozmowy są jałowe i nic nie wnoszą do relacji. Znaczy wnoszą… Kłamstwo, fałsz, niedopowiedzenia. Kiedy kogoś kocham, mówię mu to szczerze. Gdy przepraszam, także jestem szczera. A kiedy proszę, to na serio jestem w potrzebie. Nie przepraszam, bo chcę z tego mieć jakieś korzyści, a tak naprawdę wcale nie zamierzam się poprawić. Nie proszę ot tak tylko by sprawdzić czy ktoś spełni moje życzenie. Kiedy komuś mówię, że świetnie wygląda, to tak myślę naprawdę, a nie, bo chcę się przypodobać i bezczelnie kłamię.

Pomijam wszelkie inne składowe, które też są bardzo ważne, ale przecież nie przyszłam tutaj by robić Wam wykład. Nie chcę bagatelizować różnych składników komunikacji interpersonalnej, nie chcę też się rozwodzić jak istotną rolę odgrywa nasza komunikacja werbalna, niewerbalna, aktywne słuchanie, umiejętności empatii, reagowania, dostosowanie poziomu językowego do współrozmówcy, kultura języka, jasne komunikaty, wzajemna akceptacja, szacunek… I tak mogłabym do jutra.

Tak często uciekamy przed szczerymi rozmowami. I to boli. Często wolimy na siebie nakrzyczeć i rozejść się każde do swoich aktywności. Albo strzelić popularnego focha i kultywować ciche dni, które przeciągają się w tygodnie, a nawet miesiące. To trudna sytuacja dla obu stron. Rozmowa, szczególnie ta szczera pozwala nam w różnym stopniu poznać opinię i emocje drugiej strony. A bez rozmowy? Pozostają domysły i cierpienie. Bo dlaczego on milczy? Obraził się na amen? Na pewno poszedł do tej zdziry! Ona mnie już nie kocha. Milczy, czyli to koniec…

0_0_0_1174232386

wyciagnela_do_mnie_reke_nie_2014-03-18_10-17-15

Szczególnie ważna jest rozmowa właśnie w momencie konfliktu, kiedy się pokłóciliśmy, poróżniliśmy. Rozumiem, chwila oddechu i za pół godzinki wracamy do rozmowy, ale na boga (nieważne którego)… Nie przeciągajmy tego marazmu, bo im więcej milczenia, tym więcej cierpienia. Właśnie w konflikcie najczęściej występuje niechęć do rozmowy, do współpracy. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to już sprawa tej drugiej strony, że nie chce rozmawiać. Tylko, że nie da się ukryć, że najbardziej cierpi ta osoba, która wyciąga rękę… Wyciąga rękę, a przed nią pustka. Przecież niejednokrotnie tak się zdarza. Kiedy psycholog wyciąga rękę do dziecka, a ono mu nie chce jej podać, to się nie zraża, bo przecież różnie bywa, a nie każdy ma od razu zaufanie do obcej osoby na poziomie 500 plus. Jednak kiedy dorosła osoba wyciąga rękę do drugiej osoby, która jest dla niej ważna i tam jest pustka, to już można zacząć się zastanawiać. Wtedy każdy reaguje inaczej. Nie podał mi ręki, bo jestem dla niego nikim. Nie podał mi ręki, bo nie chce mnie dotknąć, bo gdy mnie dotknie przypomni sobie nasze dawne życie. Można gdybać, można po prostu zapytać. Tylko właśnie… Najtrudniej się otworzyć przed człowiekiem, który już bawi się w murarza i stawia pomiędzy nami mur…

wszystko-daloby-sie-rozwiaz

Jeśli ktoś jest dla nas ważny, jeśli kogoś darzymy szacunkiem to jak można milczeć?! To tak jakby był nam obojętny… Tylko, że najczęściej milczymy, bo nie jest nam obojętny. Czasem wszystko w nas krzyczy by powiedzieć mu, że dostaliśmy awans, by powiedzieć jej, że klasowa fajtłapa się żeni… Na pewno by się uśmiała, na pewno by się cieszył razem ze mną… I pozostaje tęsknota. I marzenia, że fajnie byłoby się odezwać. Ale po co znów wyjść na tego słabszego. W ogóle to jest okropne jak odwaga i chęć naprawienia relacji bywa odbierana przez dzisiejsze społeczeństwo za oznakę słabości… Smutne.

Drodzy, nie spuentuję tej mojej wypowiedzi. Każdy ma wolną wolę, robi co uważa, ale warto się zastanowić w jakich sytuacjach interpersonalnych milczycie, dlaczego właśnie wtedy, jakie odczuwacie wtedy emocje, czy wolicie milczenie czy gorzkie słowa…

Ach i przy okazji polecam też mówienie do siebie. Może niekoniecznie w miejscach publicznych, bo mogą wpaść ziomki z kaftanami, ale w domowym zaciszu czemu by nie. Nie dość, że uporządkujecie sobie różne sprawy, to jeszcze możecie nabyć różnych dobrych nawyków, które mogą Wam się kiedyś przydać w rozmowie. Rozmowa ze sobą to czasem jak rozmowa z najlepszym ekspertem. W końcu sami znacie siebie najlepiej. Ponadto rozmowy z kimś możemy sobie wizualizować, jednak trzeba być na tyle elastycznym, by wiedzieć, że wszystko może się potoczyć zupełnie inaczej ;)

PS. Przestrzegam przed osobami, które cały czas gadają :D Spotkałam na swojej drodze takie dwie. Pan i pani. Pan! Tak! Faceci też bywają gadułami :P Były to takie osobniki, że potrafiły gadać o sobie z godzinę, a dopiero potem pytały łaskawie co u Ciebie. I nie, nie szło im przerwać :D Chyba, że coś by się stłukło, albo coś… Okropna męczarnia… O, kolejna refleksja. Lepiej przebywać w otoczeniu milczków czy gadatliwych…? Tak, wiem, złoty środek ;)

I dziękuję Wam za wszelkie komentarze, sposoby na wenę, słowa otuchy. Co ja bym bez Was zrobiła :) Postaram się jutro na te komentarze poodpisywać. I poobserwuję co tam na Waszych blogach słychać. Całuję mocno, Wasza, rozmowna dziś, Scarlett ;)

I na koniec jeszcze kilka myśli na temat rozmów, na śmiesznie, na poważnie, różnie, czyli jak to u mnie na blogu z reguły bywa :)

7b998606f13e508f73e69ea36b585b96 baby cats2 o_uczuciach_trzeba_rozmawiac_bo_2015-10-13_10-13-03

Niemoc twórcza ;)

Ostatnio rzadko tutaj bywam. Tak jakoś czasu brak. A kiedy już się pojawi kilka minut lub godzin spokoju, to nie potrafię zebrać myśli, by cokolwiek napisać. Ale taki mały przestój jest dobry. Chociażby po to, bym ja zebrała nowe siły, a dodatkowo, żebyście za mną zatęsknili :D (mam o sobie stanowczo za wysokie mniemanie)

Gdzieś około piątej zrobiłam sobie poranek filmowy i obejrzałam „Exam”. Ktoś go polecał psychologom, psychoterapeutom i psychiatrom, więc się skusiłam ;) Myślałam, że na bank nie zrozumiem o co w nim chodzi :D Prawdą jest, że moje szare komórki musiały pracować na zwiększonych obrotach, ale bez przesady. Ogólnie, polecam go wszystkim, niezależnie od zawodu. Chyba najbardziej z tego względu, że idealnie pokazuje mechanizmy jakie kierują grupą w sytuacji stresowej. Jeśli dochodzi do tego jeszcze ambicja, chęć wyeliminowania przeciwników, to już w ogóle wychodzą z ludzi ich najbardziej skrywane instynkty. To niesamowite jak współpraca może przerodzić się w bezwzględne współzawodnictwo, jak konkurowanie ze sobą przynosi opłakane skutki, jak niewiele potrzeba by się znienawidzić. Czasem mam wrażenie, że w korporacjach, albo ba, nawet na studiach, ba, już na wcześniejszych etapach edukacji, ludzie by się najchętniej pozagryzali. Jak bestie.

A jeśli ktoś zapytałby jaki to Scarlett ma humor, czy też co w niej znowu śpiewa, to przyznam, że jestem w tym względzie trochę na zakręcie ;) Bo i to pachnie i to nęci ;)

Z jednej strony, wraz z moją rodzicielką, zakochałyśmy się w piosence, która leci w tle filmowej wiosennej ramówki stacji TVN, a dopiero dzisiaj, po ciężkich poszukiwaniach odnalazłam jej tytuł. Gdy już wsłuchałam się w tekst, to zakochałam się podwójnie. Idealna do mojego aktualnego stanu!



I kilka kolejnych piosenek, które ostatnio grają mi w uszach. Część, bo tak banalna, a tak prawdziwa, część, bo aż ciary tu i tam, część, bo wspomnienia. Jeśli macie ochotę, posłuchajcie.











Hm, skoro moja niemoc twórcza póki co trwa, a nie wiem kiedy się skończy, to może macie jakieś pytania? Chętnie odpowiem na każde, nawet najdziwniejsze :D A może ostatnio coś Was zaskoczyło, poruszyło, wzruszyło i chcecie się tym podzielić? Piosenka, książka, film, anegdota na rozluźnienie? ;)

Liczę na Was i ściskam mocno!

Wasza Scarlett :)

Miłość? Kiedy jedno spada w dół, drugie ciągnie je ku górze.

Pozwoliłam sobie na cytat z piosenki. Z resztą, słów nauczyła mnie moja przyjaciółka. A gdy już zapamiętałam co i jak, chodziłyśmy po całym mieście i śpiewałyśmy ją wniebogłosy. Piękne wspomnienia :)

Jednak dziś nie o wspomnieniach. Jutro Walentynki. Odkryłam Amerykę ;) Wiecie, nawet mnie porwał ten szał ;) Jednak wiadomo, że przez jednych jest to święto kochane, przez innych nienawidzone. Gdy byłam małą dziewczynką, 14.02. zawsze kojarzył mi się z wierszykiem „na górze różne, na dole fiołki, a my się kochamy jak dwa aniołki”. Który potem ewoluował w „na górze róże, na dole bez, a my się kochamy jak kot i pies” ;)

Już uszami wyobraźni słyszę lecące jutro wszędzie piosenki o miłości. Z resztą, prawie każda o niej traktuje. A ja znów będę marzyła o tym, by moje życie miało soundtrack :D Ach. Dzisiaj w tle mojego życia powinni zagrać „Zagadkę” Grzesia Hyżego. Tak bardzo <3

Niektórzy jutro będą wymiotować tymi wszystkimi dekoracjami, wszędobylskimi serduszkami, będą narzekać, że jest to święto z zachodu i że w ogóle jest beznadziejne. Że przecież kocha się cały rok, a nie tylko od święta. Niektórzy będą walić drinki, inni w tynki, jeszcze inni z dynki. Niektórzy będą marzyć, by kolejny Dzień Zakochanych spędzić właśnie z tym wyczekanym. Ktoś będzie liczył ileż to zdobył walentynek i czy pobił rekord sprzed roku. Ktoś inny będzie czekał tylko na tę jedną jedyną oznakę sympatii. Wielu zakochanych spędzi ten dzień wspólnie, przy dobrym obiedzie, kolacji, przy świetnej muzyce, na spacerze, w kinie, przytuleni. Ktoś będzie tęsknił za tym, który jest daleko, ktoś będzie wzdychał do swojego ekranowego amanta. Ktoś zapewne będzie leczył przeziębienie czy inną chorobę. Ktoś pani ktosiowej zrobi wyrzuty: przecież mówiłaś, że nie obchodzisz walentynek!!! Ktoś inny będzie zapewniał: nie, nie przytyłaś kochanie, to mózg ci urósł. Ktoś może się pokłóci, ktoś inny pogodzi. Ktoś wreszcie zbierze się na odwagę i powie ukochanej, co do niej czuje. Ktoś będzie wspominał inne Walentynki, kiedy to był taki zakochany, tak szczęśliwy… Inny spędzi ten dzień z winem, przed telewizorem. Inni będą pocieszać, że to nie tylko w Walentynki jest się niekochanym, ale też przez cały rok.

Jakkolwiek spędzicie jutrzejszy dzień i jakikolwiek macie stosunek do Walentynek, chcę Wam życzyć tego, czego praktycznie każdy na świecie pragnie, a mianowicie: szczerej, wiernej, pięknej miłości. Nie życzę Wam braku problemów, bo w każdym uczuciu takowe są, ale istotą jest aby nauczyć się je pokonywać razem, ramię w ramię.

Zakochani, pielęgnujcie swoje uczucie i w tej kwestii nigdy nie spoczywajcie na laurach. Szanujcie swoją drugą połówkę, wspierajcie ją i kochajcie tak mocno, jak to tylko możliwe. I bądźcie dla siebie wyrozumiali, mimo wszystko!

Zakochani nieszczęśliwie… Czy też zakochani bez wzajemności. Wiecie, według mnie to troszkę niefortunne określenia. Każda miłość jest w jakimś stopniu szczęśliwa, nawet jeśli wzdychacie do kogoś, z kim być może nigdy nie będziecie. Każda miłostka przybliża nas do tego najpiękniejszego uczucia jakim jest prawdziwa, wzajemna miłość. A któż wie czy kochacie bez wzajemności? A nuż druga strona czuje to samo, tylko boi się, że zostanie odrzucona. Może to jest taki dobry dzień by powiedzieć komuś, że się o nim pamięta, tęskni za nim, myśli o nim…? Skoro cały rok jakoś nie było odwagi, to może wreszcie nadszedł ten upragniony moment?

I wreszcie, single, osóbki, które na razie nikogo nie szukają. Drodzy, miłość przyjdzie szybciej czy później, w niespodziewanym momencie. Teraz cieszcie się bliskością przyjaciół, momentami jakże szeroko pojętej wolności, bo przecież już za kilka miesięcy, dni wszystko może wyglądać zupełnie inaczej. Cieszcie się przede wszystkim miłością tych, którzy są Wam bliscy, których lubicie, podziwiacie. A jeśli ktoś Was kiedyś zranił, to tylko po to, byście odrodzili się silniejszymi, byście zrozumieli, że czeka na Was coś więcej niż łzy i niepokoje. Bądźcie otwarci na niespodzianki losu!

Drodzy wszyscy, żyjcie z całych sił, bo któż za Was przeżyje Wasze życie? :)

PS. Śmiałam się ostatnio chodząc po supermarkecie, że jakiś pan pewnej pani kupi zapewne na jutro środek na odchudzanie, a ona jemu na potencję ;) Jakaż ja jestem romantyczna! :P

Przytulam, Wasza Scarlett.

Świętujemy sobie z Pierwszą Damą ;)

A cóż świętujemy? Poprawiny Tłustego Czwartku? Korzystamy z uroków końcówki karnawału? Obchodzimy Dzień Nutelli? Albo urodziny Christiano Ronaldo? W zasadzie każdy z tych powodów byłby dobry ;)  

Jednak my mamy imieniny.

Jak już kiedyś wspominałam, ze mną jest trochę tak, że mnie się kocha, albo nienawidzi. Nic pomiędzy. Tak też jest z moim prawdziwym imieniem. Przez całe dzieciństwo szczerze go nienawidziłam. Dorosłam i powiem Wam, że je pokochałam. Chyba żadne inne imię tak perfekcyjnie nie oddałoby mojego charakteru. Oczywiście oprócz Scarlett ;)

Jak połowa z Was wie, a druga się domyśla, naprawdę mam na imię Agata. Twardo brzmiące imię dla twardej babki. Podobno pierwotnie miałam być Andżeliką, ale coś się mojej mamie odwidziało ;) I bardzo dobrze!

Gdy byłam małą dziewczynką chciałam, by ludzie zwracali się do mnie pełnym imieniem, choć najczęściej rodzina i tak nazywała mnie Kaśką :D Zaś w szkole wszyscy nauczyciele rozpływali się i Agatkowali mi na prawo i lewo. Gdy następnie na studiach pragnęłam, żeby mi Agatkowano, to tam byłam tylko panią Agatą. Albo może i , bo większość studentów i tak była bezimienna. A teraz, coraz częściej jestem znów Agatką :D Chociaż zazwyczaj jestem też Scarlett i ta okoliczność chyba raduje mnie najbardziej.

Kocham swoje imieniny, tak samo jak urodziny, a może nawet i bardziej. Wiecie, o urodzinach nie każdy wie. Imieniny bardziej się przewijają gdzieś w radiu, gazetach, czasem w telewizji. Tak też niektórzy będą się nade mną dziś rozpływali i wspominali mnie z uśmiechem na ustach, innym będę odbijać się czkawką :D I bardzo dobrze!!!

Przez ostatnie lata, co roku, jedna i ta sama osoba pytała mnie czy obchodzę imieniny. Dziś nie zapyta. I dobrze. Nie liczę też na życzenia, choć po czwartej rano już takowe otrzymałam. I to od rodzicielki, której moje imię już dawno powinno wyjść bokiem ;) Tym bardziej, że tyle raz je krzyczała w moją stronę :D

Zdaję sobie sprawę, że są też tacy, którzy nie obchodzą imienin. Kurczę, według mnie każda okazja do świętowania jest dobra. Tym bardziej okazja wspominania swojego patrona. W końcu te imię coś znaczy. No właśnie. Co roku, w imieniny czytam co tam ciekawego piszą o Agatce. I co roku się dziwię jak wiele w tym wszystkim prawdy. Oto co znalazłam dzisiaj.

Pomijając, że Agata znaczy dobra;) Czy przekłada się to na życie…? Polemizowałabym :D

Jest to imię idealne dla osób samodzielnych, stanowczych, przywykłych do decydowania o sobie i innych. Ba! Nie na darmo sto lat temu zostałam starościną, a teraz moja mama uważa, że powinnam zabawić się w politykę :D Kto wie, może kiedyś ja będę prezydentową ;)

Agaty są wymagające i nie znoszą sprzeciwu. Zwykle wiedzą czego chcą. W rodzinie zazwyczaj stają się jej głową. Nawet ojciec i matka muszą się im podporządkować. Oj tam, oj tam. Mogli dać mi inaczej na imię, to nie mieliby problemu. A na poważnie. Nie znoszę sprzeciwu. Coś w tym jest. Ale jak się mnie dobrze pozna to naprawdę jestem potulna jak baranek. Dodali też coś w stylu, że nie rozpieszczam ani siebie ani innych. Nie widzieli mnie jeszcze z dzieckiem! Żądam i stawiam warunki? Ktoś by mógł się na ten temat wypowiedzieć. Potwierdzałby tę tezę chyba z 5 godzin ze swoimi kamratami. Tak jakbym tylko ja taka była… Kpina!

Agaty lubią kiedy w ich życiu wiele się dzieje. Nie przepadają za monotonnym życiem. O tak. Ostatnio powiedziałam, że nigdy już nie pojadę, ani nawet nie pójdę na żaden koncert i usłyszałam: to już od razu idź do zakonu, bo po co Ci takie życie :D

Od razu nie zgadzam się, że jestem zwolenniczką górskich wycieczek :D No chyba, że chodzi o góry i doliny życia ;) Także w tym przypadku się pomylili, albo nie dookreślili.

Agaty są zdyscyplinowane, można polegać na ich słowie. Dobrze się sprawdzają w ramach instytucji i organizacji. Byłabym nieskromna gdybym się zgodziła ;)

Optymistycznie patrzą na świat. Do tego nigdy nie tracą fantazji. Są bardzo uzdolnione artystycznie, ze szczególnymi skłonnościami do rozwijania talentu literackiego. Taaaaak mi mówcie :D Teraz już wiem czemu mi ostatnio nie uwierzono. Zapytano mnie: co Ty taka smutna? Ja: ja tak mam naturalnie. I tutaj nastąpił wybuch śmiechu. Nie mój. A co do talentu. Sami widzicie jak jest ;)

Moją roślina jest jemioła. Szkoda tylko, że to pasożyt :D Ale przynajmniej miłość pod nim kwitnie.

Agaty stwarzają pozory groźnych i wybuchowych, ale ta ich porywczość szybko mija i ustępuje miejsce wrażliwości na krzywdę ludzką. Szkoda tylko, że niektórzy na tych pozorach się zatrzymują, nie próbując odkryć jakie to te Agatki naprawdę są…

Są chętne do pomocy i pociechy. Zawsze! Prawie.

Gdy opuszczają je emocję stają się małymi, słabymi kobietkami pragnącymi kochać i być kochanymi. To jest chyba jedno z lepszych zdań, które mnie opisuje. Zawsze mówiłam, że ja na kogoś nawrzeszczę, nakrzyczę, przeklnę, a tak naprawdę to znaczy, że ten ktoś jest dla mnie cholernie ważny. Tylko on już nie widzi we mnie tej Agatki, która każdym oddechem prosi o jego uwagę, tylko zafiksował się na tej wstrętnej Agacie, która rani…

Lubią mieć stałego partnera, któremu ciosają kołki na głowie, ale też potrafią to stokrotnie wynagrodzić. Gdzieś dodali, że mam wielką wyobraźnię w dziedzinie seksu, także no… ;)

Zadowolenie przynosi im każde zajęcie, w którym mogą osiągnąć sukces. Potrzebują jednak swobody działania i możliwości improwizacji. Swoboda! To jest to. Dlatego pisząc prace z polskiego nigdy nie potrafiłam wbić się w klucz :D

Zawody idealne dla mnie to te związane z komunikacją i wymianą informacji. Ha! Trafili!

Moja patronka oddała się Bogu. Odrzuciła kilkukrotnie zaloty wielkiego namiestnika. Nawet chcieli ją złamać oddając do domu publicznego. Kiedy zaś poddawano ją torturom można było odczuć podziemne wstrząsy. No ba, kto się mści na Agatach niech wie, że nasza moc jest większa i zło w nas wymierzone może się obrócić przeciwko atakującemu. Swoją drogą te odrzucanie zalotów to też w moim stylu :D

Najbardziej rozbawiły mnie miejsca istotne dla Agat :D Drogi, centra handlowe, wyższe uczelnie, otwarte przestrzenie, zagranica, instytucje związane z prawem. Trochę się minęli. Drogi i centra od razu mi się skojarzyły z prostytutkami i galeriankami :D Wyższa uczelnia… Może kiedyś zostanę wykładowcą, także bym tego miejsca akurat nie skreślała. Otwartych przestrzeni się boję. Zagranicy już dawno nie widziałam. A instytucja związana z prawem. Przypomniała mi się ostatnia wizyta w sądzie. I jeden z prawników do mnie: my się skądś znamy, prawda? Wokół masa ludzi, wszyscy ucichli, spojrzeli na nas. Ale tak, znaliśmy się, więc się kulturalnie przyznałam, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Miło, że ludzie mnie pamiętają. Choć może niekoniecznie chciałabym, żeby to byli prawnicy :D Chociaż… Lepiej prawnicy niż policjanci :D

Agaty są mądre i potrafią trafnie osądzić sytuację. Nie ma to jak się samemu dowartościować :D

Schyłek życia Agaty spędzą w doborowym gronie. Liczne znajomości i zaangażowanie się w sprawy otoczenia pozwolą cieszyć się im pełnią istnienia. Te znajomości to najpierw muszę odbudować, albo zbudować od nowa, ale przynajmniej jest nadzieja ;)

Dojrzałość przyniesie zgodę wewnętrzną i zrozumienie wielu wydarzeń z przeszłości. Przyda się.

Agaty są dowcipne, towarzyskie, posiadają wysmakowane poczucie humoru. Zawsze mi powtarzali, że mam specyficzne poczucie humoru :D

Te imię ułatwia odnieść sukces. Chyba tylko tam, gdzie mnie nie znają ;)

Agaty cechuje inteligencja emocjonalna, erudycja i posiadanie ujmującego daru wymowy. Ach, nieraz to słyszałam.

Agaty emanują spokojem i pewnością siebie. Tylko emanują :D

Jeszcze znalazłam króciutki opis, że Agaty to choleryczki, nieliczące się ze słowami, ale o wielkim sercu. Cała ja.

Drzemie w nich miłość bliźniego, która nieraz przybiera przesadną formę, ale daje im prawdziwe bogactwo psychiczne.

Chcą posiąść ciało i duszę, nieraz majątek. Bez przesady :D Majątku nie potrzebuję.

To namiętne kobiety, które pragną brać i odrzucać, posiadać i oddawać się w posiadanie – nawet szatanowi. To akurat cała prawda. Sama bym lepiej tego nie ujęła. 

Prawdziwe pokerzystki. Oho.

Prowadzą nieuporządkowane życie skierowane ku spełnieniu najbardziej zwariowanych zachcianek. Pffff, jakby zgadli :D

Chciałoby się ją zganić, a kończy się tylko na śmiechu. Zawsze jest tak u mnie w domu. Kiedy się pokłócimy, to zaraz zaczynamy się śmiać i gadamy o głupotach. Teraz wiem, że to dzięki imieniu ;)

Kto mnie zna, widzi tu masę prawdy. Kto nie zna, ten już wie na co się szykować. Swoją drogą, polecam Wam lekturę różnych imienników. Można dowiedzieć się naprawdę całej masy rzeczy o sobie samym. I zobaczycie, że imię to nie tylko kilka zlepionych ze sobą liter, ale często też idealny odpowiednik naszej osobowości i temperamentu :) A skoro ja jestem podobno taką kosą, to stąd taki a nie inny obrazek ;)

PS. Muszę się pochwalić. Bo imieninowe niespodzianki zaczęły się w zasadzie już wczoraj wieczorem. Usłyszałam: ja w Ciebie wierzyłem. To był miód na moje serce. A nie mówiłam, że mam wspaniałych przyjaciół :) Ach i wierzy nadal! Pierwsze stwierdzenie akurat odnosiło się do dawnych czasów ;)

Pozdrawiam! Wasza Scarlett :)